wtorek, 9 stycznia 2018

MENK

     - Zadania wychowawczo-profilaktyczne określone w podstawie programowej kształcenia ogólnego, nie odwołują się do organizowania uroczystości o charakterze niechrześcijańskim - powiedziała Machałek Marzena, wice-zalewska w MENK - Ministerstwie Edukacji Narodowo-Katolickiej – odnośnie organizowania w szkołach zabaw Halloween. Musiałem przespać moment, w którym Narodowa Rzeczpospolita Katolibańska stała się państwem wyznaniowym… Zdaję sobie sprawę, że czarna zaraza mocno trzyma za krocze obecną władzę, ale że aż tak…? Choć może nie za krocze, księża za części intymne wola trzymać dzieci, które same się do nich garną i praktycznie gwałcą, wciskając swoje wyposzczone ciałka w dłonie duszpasterzy. Ewentualnie swoich pełnoletnich kochanków, czy kochanki, bo niech mi kurwa ktoś udowodni, że celibat jest dobry dla umysłu… jest dobry dla kasy przestępczej organizacji jaką jest KK, dla niczego więcej ta totalna ściema nie jest pożyteczna. Amen!




     Na szczęście pozostaje nam sporo ciekawych zwyczajów z katolibańskiej tradycji, jak chociażby Jasełka. Wesoła opowieść o żydowskiej i niepokalanie poczętej dziewicy, która zapłodniona przez ‘słowo, które stało się bogiem’,  przy pomocy nikogo innego, jak ducha świętego pod postacią gołębia, rodzi dziecko u boku męża nie będącego biologicznym ojcem niemowlaka, torując tym sobie i owocowi łona swego drogę do Korony Polski. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie nawet najszlachetniejsze arcydzieła południowoamerykańskiego przemysłu oper mydlanych nie mają tyle polotu, co Nowy Testament.



     Kochani, nadszedł rok 2018, nich mi ktoś kurka rurka powie, dlaczego ten czas tak zpierdala? Jeszcze wczoraj mieszkałem na krakowskim Kazimierzu, w obskurnej kamienicy przy Meiselsa, nad uroczym sklepem mięsnym i urabiałem sobie zgrabne ręce po same łokcie, żeby jakoś przeżyć. Ok, umówmy się, dawałem sobie radę, bo jestem wchuj zaradny, ale nie ma co ukrywać – najlepszą życiową decyzją jaką podjąłem, była wyprowadzka z pełnej smogu stolicy Małopolski. Owszem, poznałem cudownych ludzi, imprezowałem za co najmniej cztery tuziny zwykłych śmiertelników, miałem więcej szczęścia,  niż rozumu, ale wiem, że tam nie wrócę.

     Dlaczego o tym pisze? Bo taką mam fanaberię, a poza tym ostanie rozmowy z Keri G. zaowocowały przemyśleniami natury egzystencjalnej. Keri jest rodowitą Ślązaczką (kocham) oraz jedną z matek założycielek zakony P&CH. Znamy się nie od dziś i nie od wczoraj, jak również nie od przedwczoraj. Z jakiegoś, nieznanego mi bliżej powodu, Keri jako ostatnia z dwóch osób naszego składu utknęła w miejscu, gdzie od skali zanieczyszczenia, większe są tylko pokłady lenistwa i widzimisę-jestem-kurwa-artyta. Nie piszę tego tylko jako zakorzeniona w kulturze ludzi pracujących wielkopolska Pyra, ale także jako osoba, która spędziła w tym zapyziałym miasteczku prawie 8 szalonych lat. Krakówek jest miłym miejscem na weekendowy melanż od czasu do czasu i nie wyobrażam sobie, żeby na powrót tam zamieszkać. Jest w tym miejscu przedziwy bipolaryzm, który doprowadzał mnie na skraje obłąkania.

     Z jednej strony perspektywy zawodowe praktycznie uboższe od Matki Kiso (chyba tak się to nazywa, nie jestem na bieżąco, bo od ponad roku nie śledzę zwierciadłami mej duszy Kundelka). Umowy chujowe, wymagania jak na stanowisko kierownika przetwórni owocowo-warzywnej, a płaca jak dla Ukrainek sprzątających szpitale po nocy. Z drugiej strony tętniące kawiarnianym gwarem miasto, z mieszkaniami tak drogimi, że albo kupujesz kawalerkę gdzieś na Kurwanowie, albo płacisz czynsz porównywalny z tym w centrum Berlina, czy innego Mediolanu, za zagrzybioną klitę w niewyremontowanej kamienicy, z elektrycznym kurwa ogrzewaniem i starymi, nieszczelnymi oknami. Szczerze, to powinniśmy z EmKa dostać jakiś zajebisty medal zasługi za to, że udało nam się przetrwać, w dodatku bez zabicia siebie i tych w najbliższym otoczeniu. Cieszę się, że mieszkam w Poznaniu, Üllå i Pani Teresa pięknie rozkwitają i nawet najebiksy, a przez to zezy, wychodzą mi lepiej w sercu Wielkopolski. Tyle, bo po co mam się nakręcać, jeszcze ataku globusa dostanę, a nie wiem, gdzie jest służąca z solami trzeźwiącymi.








     Z innej beczki, mimo że nie czytam ‘pudla’, a moja wiedza o polskim ‘szołbiznesie’ ogranicza się do wzmianek na wirtulanej, onecie, czy innych dejlimejl, to od wczoraj bombardowany jestem przez njusy o tym, że Te-Fał-En nie chce Doduni wpuścić do swojej ramówki w ramach WOŚP… Pomijam, że stacja popełniona przez pana Waltera i spółkę, to są nieźli ancymoni. Niestety pani Doda jest dla mnie kwintesencją upadku przez duże U, jak również duże P, A, D, E i K! Zawsze wkurwiał mnie jej pretensjonalny, wiejski styl i uzurpowanie sobie prawa do bycia polską Marają karej, czy inną Łitnej. Może przez to, że sam anturaż Rabczyńskiej Doroty jest tak bliski mej estetyce, jak glista ludzka, czy gorączka krwotoczna, nie potrafię być bardziej obiektywny.

     Cały problem polega na tym, że Dorci nikt nie chce w Te-Fał-En widzieć. Ja ich rozumiem, laska jest intelektualnie na poziomie srogonia baldaszkowca, choć niby to jej IQ jest wyższe od Szaron Stołn – takiego wała. Ma jakieś zarzuty za szczucie byłego narzeczonego, liczne przypadki bycia wulgarną, chamską babą, trollem, zastraszaczem i zwykłą ciota z Rosji. Poniżanie innych traktuje jako coś w rodzaju sportu, ale na poziomie zawodowym. I teraz ona daje jakieś łachmany na WOŚP, co jest oczywiście pięknym gestem, ale nie w przypadku, gdy w zamian oczekuje się wejścia antenowego z transmisją i pewnie tronem, albo chujwie jakąś inną lektyką. Doduchna zapomniała chyba, że dobroczynność nie polega na otrzymywaniu w zamian za pomoc bliźnim profitów i jeszcze robieniu z tego spektaklu w internetach. Bidna Robaczewska pokrzywdzona, bo chciała dać kostiumy, ale kurwa bez wejścia na żywo, to się nie będzie liczyć, a ona taka charytatywna kurwa, jak mnie to wyprowadza z równowagi!

      Czyli teraz każdy, kto coś ofiaruje dla Owsiaka, niezależnie czy to jest mierzalne finansowo, czy też własny czas, pot, łzy i radość, ma wystąpić w TV? W czym ona jest lepsza od innych, często anonimowych osób, które cały rok pracują dla Orkiestry? Wkurwia mnie to niemiłosiernie i cieszę się, że Te-Fał-En jej odmówił i mam nadzieję, iż będzie to robić dalej. Niech sobie idzie do Kurskiego, albo wypłacze się u Bijonse Rodowicz, tudzież Anny-kobiety-są-nieszczęśliwe-na-wysokich-stanowiskach-Czopek! Prywatne telewizje to jeszcze nie TVPiS Dodziu, sam fakt lizania odbytu Kurskiego nie sprawi, że wszyscy będą skakać koło Ciebie jak małpki. Bicz Pliz! Sajonara!





I jeszcze na auch wiedersehen podpuszczę Was takim oto kawałkiem:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz