Podobno The Guardian ma na swojej stronie
internetowej zaczarowany przycisk, który wypierdala w kosmos wszystkie
informacje dotyczące Bejbi Kembridż…? Oksford? Czy inny Menczester, albo
Minimoris… Ja pierdolę, ludzie rodzą dzieci codziennie, a ja spokojnie nie mogę
zrobić prasówki z rana na zakładzie, bo wszędzie mi to kurwa wyskakuje od
dziewięciu ponad miesięcy! A to, że Kasia założyła pistacjowy płaszczyk do
cickowo-kanarkowej bluzeczki… jaka słodycz, wyglądała jak deser lodowy w
kawiarni Pokusa, która kiedyś funkcjonowała przy ulicy Hetmańskiej w Poznaniu…
innym razem Kasieńka w stanie błogosławionym uratowała biedronkę z królewskiego
poidełka dla ptaków! A kysz, a kysz, a kysz!
Jestem pewien, że równa z niej facetka, że
goli nogi, że nie sra po katach a jej baki pachną frezjami, jak moje. Szczerze
życzę zdrowia dla Bejbi Menczester, ale na litość boską, ile można? Nawet
Emmerdale, moja ukochana telenowela z Wysp Wielkiej Brytanii, pragnie w
najbliższym odcinku uhonorować ten fakt… a ja nie chcę, ja chce oglądać Kelvina
Fletchera!!!
Zresztą pierdolę, ich wyspa ich bejbi i
rozumiem, że ocipieli z radości, ale inne kraje? Po kiego grzyba rozpisywać się
o tym na czternaście stron onetu, czy innego te-fał-en 23… tyle celebrytek
wydaje w pośpiechu na świat potomstwo i by własne wargi sromowe oddały za
cztery promile tej atencji, ale nie. I taka Gosia Słota, czy Stota… jak się ta
Socha nazywa? Sołota? Nieważne, czy inna Mucha Anna Maria Antonina Filomena
Gracja Delfina – bo z niej się taka baronowa zrobiła, że mucha nie siada! Nawet
Pani Pasztetowa ze swoim mężem atletą i grecką córka Atlają Ilaną Elidantencją
Demncją Zeus Kora Hefajstos Skrzynecką (?) musiała się zadowolić tylko
dwudziestoma okładkami gazetek promocyjnych z Biedronki! Taki psikus i trolololo!
Kasia z Ju-Kej zabrała całą atencję. Bo księżniczka, bo ma koronę i jeździ
czarnym, terenowym Land Roverem prowadzonym przez męża, też księcia i nie z
bajki, tylko z łona nierządnicy Lejdi Dajany! Ha!
A tak naprawdę, to jestem wzruszony, bo
dotarła do mnie wesoła nowina, ze Bejbi Menczester został nazwany na cześć
mojego Taty JUREK! Zajebiście, dobry wybór i niech się młody dobrze prowadzi!
Amen!
Inną ciekawą wiadomością, która
zelektryzowała moje zwoje mózgowe dziś z rana, a w obecnych czasach nie jest to
łatwe, była informacja odnośnie nowej inicjatywy Oł-Pe-Zet-Zet! Nasi
komunistyczni bracia z fabryk, torowisk i innych uczelni, wpadli na genialny
pomysł, iż każdy obywatel ma ujawnić swoje dochody! O! może na profilach na
fejsdziwce zamiast zdjęcia będzie skan PIT-u! Bo Tuski i Rostowskie oraz inne
ciekawe persony z ‘rządu’ mają raport o zarobkach w związkach zawodowych i
kosztach tych przestępczych organizacji dla firm… no ja się kurwa nie dziwię, że
stworzono taki raport, bo nie od dziś wiadomo - szarańcza ze szczytów komitetów
zakładowych wyciąga tyle kasy, że marmurów używają do wykładania ścieżek na
działkach swoich służących!
Obiboki i darmozjady z wyrokami mamią tych
parobków bóg wie jakimi wizjami. Ochlane, opuchnięte od wódki i koniaków mordy…
i co kurwa jeszcze, może moje zarobki będą bezpośrednio przelewane na konta
związkowców co? Dziady pierdolone w dupę ruchane przez maszynistów się
wystraszyły, że robotnicy, co ich ślepo słuchają w przetwórniach i innych pe-gie-erach,
nagle się dowiedzą, że jedne z drugim dostają przelewiksy na kilkanaście
tysięcy złotych. Nie rocznie, nie na dekadę, ale w miesiącu! I ten ich król –
niejaki Janek Guzy - szanowny ‘absolwent’ Akademii Nauk Społecznych przy KC
PZPR w Warszawie, na pytanie jakie są jego zarobki, odpowiada kurwa z przekąsem,
że to niczyja sprawa, bo nawet jego żona nie wie ile on ma kapusty miesięcznie
z tego, że w jakimś skafandrze blokuje torowiska, czy inne sejmy! WTF?
Najgorsze jest to, że te nieroby są
finansowane z moich podatków… mało, że utrzymuję patologię w postaci Mamy Madzi
z Sosnowca, to jeszcze związkowców, bo im pensję za przynależność do tej watahy
wypłaca na przykład PKP! 25 milionów rocznie idzie na ich utrzymanie, w tym 15 (!!!)
na pensje! A ‘kolej’ zapierdala mamonę między innymi z moich podatków, jako
spółka Skarbu Państwa! Wolałbym, choć to delikatne słowo, żeby się kurwa pławili
w luksusie za kapustę z własnych składek! Ja nie mam kurwa związków zawodowych,
musze zapierdalać na to co osiągam po naście godzin dziennie! A chuj im w oki! Długo
nie pożyją pewnie. Ta komuna się kiedyś skończy.
Poza tym mam lekkiego zasrańca portkowego
(czytaj: panikuję na potęgę orbitalną)! Jako jednostka wrażliwa, artystyczna,
arystokratyczna i piękna nie tylko wewnętrznie, przeżywam wszystko bardziej,
EmKa się śmieje, że ja to odczuwam za wszystkich, jak Chrystus… coś w tym jest…
Tak, czy inaczej, zostawiam za sobą SIEDEM
lat w Galicji, z czego sześć i pół w jednym mieszkaniu na Kazimierzu… Po ponad
dziesięciu latach wracam do Poznania. Nasuwają się oczywiste pytania, takie jak:
w co ja się ubiorę? Czy nowa kolekcja NB będzie lepsza od Adidas, a może
postawić na łyżwę…? Gdzie jest słonko, kiedy śpi?
Czy znajdę jakieś fajne mieszkanie dla nas?
Czy uda mi się sprowadzić do Wielkopolski wszystkie dusze, na których mojemu
kościołowi zależy? Jak się tam odnajdziemy? Czy będziemy nadal prowadzić tak
ożywione życie towarzyskie…? Dla kogo będę gotować…? Jak ja kurwa wytrzymam bez
comiesięcznych, kilkunastogodzinnych podróży wątpliwej jakości taborem
kolejowym, co po szynach ‘mknie’? Czy Jarosław Kaczyński goli sobie odbyt…?
Czy znajdę w poznaniu jakieś modne koktajlbary
z kolorowymi drinkami okraszonymi palemką…? Co będę jadać na mieście? Czy
otworzą mi Truflę ze Szczepańskiej w Poznaniu, z jej magicznym ogródkiem…? Wiem,
wiem, ludzie, nie miejsca, ale ludzi też zostawiam tutaj, w Krakowie,
zajebistych! Nic nie dzieje się bez powodu, ale póki co nawet moja
optymistycznie upośledzona dusza ma trochę przydymione różowe okulary.
Słowo daję, że ogarnia mnie mała panika
(czytaj: KOLOSALNA – jak długi Leppera)! Aiuto! Hielfe! Help! اإلحقني! 助けて! Спасите!
Na pomoc mi! No kurka tej! Zmiany, zmiany, zmiany… poza tym, jak ja wytrzymam w
jednym mieście z moją rodziną? To będzie ciekawe doświadczenie, my się bardzo
kochamy, lubimy spędzać ze sobą czas, ja wiszę z godzinę na telefonie
codziennie z moją mamą, ale teraz będziemy egzystować w jednej przestrzeni
miejskiej… HELLOŁ!
A tak poważnie, jeżeli ktoś posiada tajne
informacje odnośnie wolnego mieszkania w centralnych lokalizacjach stolicy
Wielkopolski, niech da znać… Dwa pokoje potrzebne od… października! Nie proszę o
wiele, marmury, zasłony i makatki tkane ręcznie przez niewidome zakonnice z
Birmy, egzotyczne drewno, służba, osobna winda, przystojni ochroniarze, mogą być
nadzy i wytatuowani…
Jak wiecie, jestem czysty, nie zostawiam
stolca poza muszlą klozetową. Jak sikam do zlewu, to zawsze najpierw wyciągam
naczynia (gentleman!)… Poza tym jestem wierny jak Łajka, uczciwy jak Trybunał
Haski, pogodny jak niebo nad Malediwami w słoneczny dzień i zawsze, ale to
zawsze zachowuję zasady BHP podczas brania prysznica!
Pod linkiem moje ogłoszenie poszukiwawcze,
z kilkoma jeszcze faktami dotyczącymi nowego Majątku Ziemskiego - http://www.gumtree.pl/cp-domy-i-mieszkania-do-wynajecia/poznan/szukam-dwupokojowego-mieszkanie-dla-dwojga-pani-tereska-kot-504765818?Guid=13fee123-1380-a20b-2781-84f7fffe8817
Póki co dostałem kilka odpowiedzi, ale
obywatele Poznania do ‘okolic centralnych’ zaliczają Górczyn, Os. Pod Lipami,
NARAMOWICE! Ewentualnie proponują nory, bo ja bym inaczej nie określił tego, co
zobaczyłem na niektórych zdjęciach… Jeden z kamieniczników nalegał na… cytuję: proszę
nie zwracać uwagę zdjęcia, proszę użyć wyobraźni! O chuj, powiem Wam tak, a
raczej napiszę. Musiałbym wpierdolić wagon grzybków halucynogennych, żebym mógł
to miejsce zobaczyć w pozytywnym wymiarze. Zapewne byłaby to ostania rzecz w
moim życiu, dlatego zrezygnowałem z propozycji Pana Lechosława. I o co chodzi z
tymi meblościankami… wszędzie meblościanki jak okiem sięgnąć…
Zresztą sam stan mieszkań oferowanych na
rynku jest delikatnie mówiąc… na poziomie stylizacji Podkarpackiego Guru
Modowego znad Wisłoki – Kamilli Z(et)! Bez kitu, co jedno, to bardziej
zaskakuje! A wierszokleci, którzy w pocie czoła tworzą pełne erudycji limeryki,
bogactwem opisów przebijają nawet samego Petrarcę, to temat na pracę
magisterską, albo przewód doktorski!
Zakrywam kotarą niepamięci wspomniane już
wyżej problemy lokalizacyjne i określanie peryferyjnych uliczek ‘w ścisłym
cetrum’ – chyba handlowym - bo to taka jarzębina na szczycie psiej kupki.
Ciekawsze są warunki. Jeżeli ja bym miał komuś wynajmować mieszkanie, to bym
się sam na stosie spalił, gdybym oferował na wyposażeniu zdezelowane sprzęty,
brudne ściany, kanapotapczany z demobilu, albo pod osłoną nocy z wysypiska śmieci
podprowadzone!
Naprawdę, jedno mieszkanie nowe, od
dewelopera, zajebisty blok, a właściciele wrzucili tam zdezelowane,
autentycznie nie z tej bajki śmieci… Obok wideofonu stoi radio – takie na
guziki, duże, co czasem można spotkać w domach wczasowych! WTF? W kuchni z
kolei… ja nie wiem co to było, bo szafką to trudno nazwać, bardziej jakaś
artystyczna instalacja z nowojorskiego Museum of Modern Art!
I te opisy: piękne, słoneczne mieszkanie,
idealne dla pary, cuda, wianki, diamenty, ametysty, szafiry, bażanty, pikoki… Jasne
kurwa, a na zdjęciach chujnia z grzybnią, jak z murzyńskiej chaty w odległych
rejonach Zambii, czy innej Botswany…
Nie chcę oceniać kolorystyki i animuszu,
jaki towarzyszy samym projektom, bo z pewnością jest wiele osób, które lubią
mieć w domach biznacjum i barok. Jedną ścianę w kolorze słonecznika ze
złoceniami i sztukaterią ‘na bogato’. Przedpokój w lilaku, pokój kąpielowy
inferno i kuchenne kafelki we wzorze ‘upośledzony gepard a’la Picasso… Jak
mówią ludzie o horyzontach szerokich jak brwi Ilony Wągrowskiej – o gustach się
nie dyskutuje!
A skoro już przy naszej pieśniarce,
songwriterce i osobności telewizyjnej jesteśmy, to nie wiedziałem, że ona taka
globtroterka! Strasznie podoba mi się, że chce jej się podróżować z własnym
dziadkiem, nie każdy lubi wakacje z rodziną, ona bynajmniej bawi się zawodowo,
jak by ktoś jej za to płacił! Ktoś się orientuje, czy to jakaś trasa promocyjna?
Została twarzą Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Kostrzynie, że z takim
impetem eksponuje okraszone słonecznym poparzeniem bimbały?
Brakuje na tej focie tylko pokrzywdzonej w
każdym wymiarze Matki Boskiej Felicjańskiej! Czy jest jakaś plaga, która na jej
pełne blasku odbitego od muszli klozetowej życie nie spadła? Seksy oralne po
próbach samobójczych, popełnianie książek drukowanych, długi męża, za którego
wyszła dla kasy… Ale i tak Radamerem wśród seropodobnych produktów z mleczarni
Ilony Wągrowieckiej był werbalny wymiot o starym, który kazał ją zabić, jak
była ona jeszcze mieszkała w macicy swojej starej (celowo użyłem czasu
zaprzeszłego, żeby dodać dramatyzmu). OJAJEBIĘ! Przecież ona ma dzieci!
Dlaczego nikt jej nie wysterylizował? To jest taki poziom, że… no nie wiem jaki, nie ma skali… są pomyje, potem bagno,
potem obornik, potem szambo, potem piekło, potem odpady szpitalne, potem
odrzuty z rzeźni i na samym dole w dżakuzi wypełnionym własnymi fekaliami moczy
się Matka Boska Felicjańska!
Tyle, wracam do zmagania się z samym sobą
oraz kolejnych kłód, które życie rzuca mi pod nogi, dzięki którym tak
fantastycznie skaczę! Jutro spadam na melanż do stolicy! Helloł, szlachta się
bawi! Baj de łej, zakochałem się w risotto! Wielbię je, są moją nową
puttanescą! Parę dni temu wymyśliłem
sobie wegetariańskie risotto z pieczarami i bakłażanem… powiem tylko tyle: wyszło
tak zajebiste, że zjadłem dokładkę, a ja z reguły jestem nastawiony na karmienie,
nie konsumpcję własnych produkcji kulinarnych!



















































.jpg)




