czwartek, 25 lipca 2013

problemy z opzz w trybie przeprowadzkowym

     Podobno The Guardian ma na swojej stronie internetowej zaczarowany przycisk, który wypierdala w kosmos wszystkie informacje dotyczące Bejbi Kembridż…? Oksford? Czy inny Menczester, albo Minimoris… Ja pierdolę, ludzie rodzą dzieci codziennie, a ja spokojnie nie mogę zrobić prasówki z rana na zakładzie, bo wszędzie mi to kurwa wyskakuje od dziewięciu ponad miesięcy! A to, że Kasia założyła pistacjowy płaszczyk do cickowo-kanarkowej bluzeczki… jaka słodycz, wyglądała jak deser lodowy w kawiarni Pokusa, która kiedyś funkcjonowała przy ulicy Hetmańskiej w Poznaniu… innym razem Kasieńka w stanie błogosławionym uratowała biedronkę z królewskiego poidełka dla ptaków! A kysz, a kysz, a kysz!



     Jestem pewien, że równa z niej facetka, że goli nogi, że nie sra po katach a jej baki pachną frezjami, jak moje. Szczerze życzę zdrowia dla Bejbi Menczester, ale na litość boską, ile można? Nawet Emmerdale, moja ukochana telenowela z Wysp Wielkiej Brytanii, pragnie w najbliższym odcinku uhonorować ten fakt… a ja nie chcę, ja chce oglądać Kelvina Fletchera!!!



     Zresztą pierdolę, ich wyspa ich bejbi i rozumiem, że ocipieli z radości, ale inne kraje? Po kiego grzyba rozpisywać się o tym na czternaście stron onetu, czy innego te-fał-en 23… tyle celebrytek wydaje w pośpiechu na świat potomstwo i by własne wargi sromowe oddały za cztery promile tej atencji, ale nie. I taka Gosia Słota, czy Stota… jak się ta Socha nazywa? Sołota? Nieważne, czy inna Mucha Anna Maria Antonina Filomena Gracja Delfina – bo z niej się taka baronowa zrobiła, że mucha nie siada! Nawet Pani Pasztetowa ze swoim mężem atletą i grecką córka Atlają Ilaną Elidantencją Demncją Zeus Kora Hefajstos Skrzynecką (?) musiała się zadowolić tylko dwudziestoma okładkami gazetek promocyjnych z Biedronki! Taki psikus i trolololo! Kasia z Ju-Kej zabrała całą atencję. Bo księżniczka, bo ma koronę i jeździ czarnym, terenowym Land Roverem prowadzonym przez męża, też księcia i nie z bajki, tylko z łona nierządnicy Lejdi Dajany! Ha!



     A tak naprawdę, to jestem wzruszony, bo dotarła do mnie wesoła nowina, ze Bejbi Menczester został nazwany na cześć mojego Taty JUREK! Zajebiście, dobry wybór i niech się młody dobrze prowadzi! Amen!

     Inną ciekawą wiadomością, która zelektryzowała moje zwoje mózgowe dziś z rana, a w obecnych czasach nie jest to łatwe, była informacja odnośnie nowej inicjatywy Oł-Pe-Zet-Zet! Nasi komunistyczni bracia z fabryk, torowisk i innych uczelni, wpadli na genialny pomysł, iż każdy obywatel ma ujawnić swoje dochody! O! może na profilach na fejsdziwce zamiast zdjęcia będzie skan PIT-u! Bo Tuski i Rostowskie oraz inne ciekawe persony z ‘rządu’ mają raport o zarobkach w związkach zawodowych i kosztach tych przestępczych organizacji dla firm… no ja się kurwa nie dziwię, że stworzono taki raport, bo nie od dziś wiadomo - szarańcza ze szczytów komitetów zakładowych wyciąga tyle kasy, że marmurów używają do wykładania ścieżek na działkach swoich służących!



     Obiboki i darmozjady z wyrokami mamią tych parobków bóg wie jakimi wizjami. Ochlane, opuchnięte od wódki i koniaków mordy… i co kurwa jeszcze, może moje zarobki będą bezpośrednio przelewane na konta związkowców co? Dziady pierdolone w dupę ruchane przez maszynistów się wystraszyły, że robotnicy, co ich ślepo słuchają w przetwórniach i innych pe-gie-erach, nagle się dowiedzą, że jedne z drugim dostają przelewiksy na kilkanaście tysięcy złotych. Nie rocznie, nie na dekadę, ale w miesiącu! I ten ich król – niejaki Janek Guzy - szanowny ‘absolwent’ Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR w Warszawie, na pytanie jakie są jego zarobki, odpowiada kurwa z przekąsem, że to niczyja sprawa, bo nawet jego żona nie wie ile on ma kapusty miesięcznie z tego, że w jakimś skafandrze blokuje torowiska, czy inne sejmy! WTF?



     Najgorsze jest to, że te nieroby są finansowane z moich podatków… mało, że utrzymuję patologię w postaci Mamy Madzi z Sosnowca, to jeszcze związkowców, bo im pensję za przynależność do tej watahy wypłaca na przykład PKP! 25 milionów rocznie idzie na ich utrzymanie, w tym 15 (!!!) na pensje! A ‘kolej’ zapierdala mamonę między innymi z moich podatków, jako spółka Skarbu Państwa! Wolałbym, choć to delikatne słowo, żeby się kurwa pławili w luksusie za kapustę z własnych składek! Ja nie mam kurwa związków zawodowych, musze zapierdalać na to co osiągam po naście godzin dziennie! A chuj im w oki! Długo nie pożyją pewnie. Ta komuna się kiedyś skończy.



     Poza tym mam lekkiego zasrańca portkowego (czytaj: panikuję na potęgę orbitalną)! Jako jednostka wrażliwa, artystyczna, arystokratyczna i piękna nie tylko wewnętrznie, przeżywam wszystko bardziej, EmKa się śmieje, że ja to odczuwam za wszystkich, jak Chrystus… coś w tym jest…

     Tak, czy inaczej, zostawiam za sobą SIEDEM lat w Galicji, z czego sześć i pół w jednym mieszkaniu na Kazimierzu… Po ponad dziesięciu latach wracam do Poznania. Nasuwają się oczywiste pytania, takie jak: w co ja się ubiorę? Czy nowa kolekcja NB będzie lepsza od Adidas, a może postawić na łyżwę…? Gdzie jest słonko, kiedy śpi?

     Czy znajdę jakieś fajne mieszkanie dla nas? Czy uda mi się sprowadzić do Wielkopolski wszystkie dusze, na których mojemu kościołowi zależy? Jak się tam odnajdziemy? Czy będziemy nadal prowadzić tak ożywione życie towarzyskie…? Dla kogo będę gotować…? Jak ja kurwa wytrzymam bez comiesięcznych, kilkunastogodzinnych podróży wątpliwej jakości taborem kolejowym, co po szynach ‘mknie’? Czy Jarosław Kaczyński goli sobie odbyt…?

     Czy znajdę w poznaniu jakieś modne koktajlbary z kolorowymi drinkami okraszonymi palemką…? Co będę jadać na mieście? Czy otworzą mi Truflę ze Szczepańskiej w Poznaniu, z jej magicznym ogródkiem…? Wiem, wiem, ludzie, nie miejsca, ale ludzi też zostawiam tutaj, w Krakowie, zajebistych! Nic nie dzieje się bez powodu, ale póki co nawet moja optymistycznie upośledzona dusza ma trochę przydymione różowe okulary.



     Słowo daję, że ogarnia mnie mała panika (czytaj: KOLOSALNA – jak długi Leppera)! Aiuto! Hielfe! Help! اإلحقني! 助けて! Спасите! Na pomoc mi! No kurka tej! Zmiany, zmiany, zmiany… poza tym, jak ja wytrzymam w jednym mieście z moją rodziną? To będzie ciekawe doświadczenie, my się bardzo kochamy, lubimy spędzać ze sobą czas, ja wiszę z godzinę na telefonie codziennie z moją mamą, ale teraz będziemy egzystować w jednej przestrzeni miejskiej… HELLOŁ!

     A tak poważnie, jeżeli ktoś posiada tajne informacje odnośnie wolnego mieszkania w centralnych lokalizacjach stolicy Wielkopolski, niech da znać… Dwa pokoje potrzebne od… października! Nie proszę o wiele, marmury, zasłony i makatki tkane ręcznie przez niewidome zakonnice z Birmy, egzotyczne drewno, służba, osobna winda, przystojni ochroniarze, mogą być nadzy i wytatuowani…





     Jak wiecie, jestem czysty, nie zostawiam stolca poza muszlą klozetową. Jak sikam do zlewu, to zawsze najpierw wyciągam naczynia (gentleman!)… Poza tym jestem wierny jak Łajka, uczciwy jak Trybunał Haski, pogodny jak niebo nad Malediwami w słoneczny dzień i zawsze, ale to zawsze zachowuję zasady BHP podczas brania prysznica!

     Pod linkiem moje ogłoszenie poszukiwawcze, z kilkoma jeszcze faktami dotyczącymi nowego Majątku Ziemskiego - http://www.gumtree.pl/cp-domy-i-mieszkania-do-wynajecia/poznan/szukam-dwupokojowego-mieszkanie-dla-dwojga-pani-tereska-kot-504765818?Guid=13fee123-1380-a20b-2781-84f7fffe8817



     Póki co dostałem kilka odpowiedzi, ale obywatele Poznania do ‘okolic centralnych’ zaliczają Górczyn, Os. Pod Lipami, NARAMOWICE! Ewentualnie proponują nory, bo ja bym inaczej nie określił tego, co zobaczyłem na niektórych zdjęciach… Jeden z kamieniczników nalegał na… cytuję: proszę nie zwracać uwagę zdjęcia, proszę użyć wyobraźni! O chuj, powiem Wam tak, a raczej napiszę. Musiałbym wpierdolić wagon grzybków halucynogennych, żebym mógł to miejsce zobaczyć w pozytywnym wymiarze. Zapewne byłaby to ostania rzecz w moim życiu, dlatego zrezygnowałem z propozycji Pana Lechosława. I o co chodzi z tymi meblościankami… wszędzie meblościanki jak okiem sięgnąć…



     Zresztą sam stan mieszkań oferowanych na rynku jest delikatnie mówiąc… na poziomie stylizacji Podkarpackiego Guru Modowego znad Wisłoki – Kamilli Z(et)! Bez kitu, co jedno, to bardziej zaskakuje! A wierszokleci, którzy w pocie czoła tworzą pełne erudycji limeryki, bogactwem opisów przebijają nawet samego Petrarcę, to temat na pracę magisterską, albo przewód doktorski!

     Zakrywam kotarą niepamięci wspomniane już wyżej problemy lokalizacyjne i określanie peryferyjnych uliczek ‘w ścisłym cetrum’ – chyba handlowym - bo to taka jarzębina na szczycie psiej kupki. Ciekawsze są warunki. Jeżeli ja bym miał komuś wynajmować mieszkanie, to bym się sam na stosie spalił, gdybym oferował na wyposażeniu zdezelowane sprzęty, brudne ściany, kanapotapczany z demobilu, albo pod osłoną nocy z wysypiska śmieci podprowadzone!

     Naprawdę, jedno mieszkanie nowe, od dewelopera, zajebisty blok, a właściciele wrzucili tam zdezelowane, autentycznie nie z tej bajki śmieci… Obok wideofonu stoi radio – takie na guziki, duże, co czasem można spotkać w domach wczasowych! WTF? W kuchni z kolei… ja nie wiem co to było, bo szafką to trudno nazwać, bardziej jakaś artystyczna instalacja z nowojorskiego Museum of Modern Art!

     I te opisy: piękne, słoneczne mieszkanie, idealne dla pary, cuda, wianki, diamenty, ametysty, szafiry, bażanty, pikoki… Jasne kurwa, a na zdjęciach chujnia z grzybnią, jak z murzyńskiej chaty w odległych rejonach Zambii, czy innej Botswany…

     Nie chcę oceniać kolorystyki i animuszu, jaki towarzyszy samym projektom, bo z pewnością jest wiele osób, które lubią mieć w domach biznacjum i barok. Jedną ścianę w kolorze słonecznika ze złoceniami i sztukaterią ‘na bogato’. Przedpokój w lilaku, pokój kąpielowy inferno i kuchenne kafelki we wzorze ‘upośledzony gepard a’la Picasso… Jak mówią ludzie o horyzontach szerokich jak brwi Ilony Wągrowskiej – o gustach się nie dyskutuje!






     A skoro już przy naszej pieśniarce, songwriterce i osobności telewizyjnej jesteśmy, to nie wiedziałem, że ona taka globtroterka! Strasznie podoba mi się, że chce jej się podróżować z własnym dziadkiem, nie każdy lubi wakacje z rodziną, ona bynajmniej bawi się zawodowo, jak by ktoś jej za to płacił! Ktoś się orientuje, czy to jakaś trasa promocyjna? Została twarzą Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Kostrzynie, że z takim impetem eksponuje okraszone słonecznym poparzeniem bimbały?




     Brakuje na tej focie tylko pokrzywdzonej w każdym wymiarze Matki Boskiej Felicjańskiej! Czy jest jakaś plaga, która na jej pełne blasku odbitego od muszli klozetowej życie nie spadła? Seksy oralne po próbach samobójczych, popełnianie książek drukowanych, długi męża, za którego wyszła dla kasy… Ale i tak Radamerem wśród seropodobnych produktów z mleczarni Ilony Wągrowieckiej był werbalny wymiot o starym, który kazał ją zabić, jak była ona jeszcze mieszkała w macicy swojej starej (celowo użyłem czasu zaprzeszłego, żeby dodać dramatyzmu). OJAJEBIĘ! Przecież ona ma dzieci! Dlaczego nikt jej nie wysterylizował? To jest taki poziom, że… no nie wiem  jaki, nie ma skali… są pomyje, potem bagno, potem obornik, potem szambo, potem piekło, potem odpady szpitalne, potem odrzuty z rzeźni i na samym dole w dżakuzi wypełnionym własnymi fekaliami moczy się Matka Boska Felicjańska!




     Tyle, wracam do zmagania się z samym sobą oraz kolejnych kłód, które życie rzuca mi pod nogi, dzięki którym tak fantastycznie skaczę! Jutro spadam na melanż do stolicy! Helloł, szlachta się bawi! Baj de łej, zakochałem się w risotto! Wielbię je, są moją nową puttanescą!  Parę dni temu wymyśliłem sobie wegetariańskie risotto z pieczarami i bakłażanem… powiem tylko tyle: wyszło tak zajebiste, że zjadłem dokładkę, a ja z reguły jestem nastawiony na karmienie, nie konsumpcję własnych produkcji kulinarnych!


piątek, 19 lipca 2013

ciapaty wyspowe i czipsiki na filmingu

     Maaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaam! Nie wierzę własnemu szczęściu! Mam! Dostałem! Moja gehenna i Golgota na Galicyjskiej ziemi dobiega końca… Nie wierzę! Jak się o tym dowiedziałem, będąc na londyńskim targu z pysznym żarciem, pijąc drinka wczesnopopołudniowego – ZAGRANICO! – to się mało w pantalony nie spurtałem! Nie wiem nawet co napisać, bo szczerze mówiąc, brak mi słów, tak się cieszę!

     Cztery miesiące spotkań, przesłuchań, rozmów, pytań i odpowiedzi, aż w końcu sześciogodzinny assesment i… wracam do Poznania! Już dawno nie czułem takiej ulgi, choć byłem przekonany, że cisną mnie w kąt, jak starą rzeeeeeeecz… bo nie mam nic, czego Ty nie możesz mieć… lalalalala…

     Boże, skończy się wyzyskiwanie, praca z ludźmi, których moja tolerancja intelektualna nawet nie zauważała, tak nisko na drabinie rozwoju umysłowego stali, ba! Pod nią! A raczej pod nią w piwnicy! Nikt mnie nie będzie okradać, bo nie wiem, jak inaczej nazwać sytuację, gdzie moja podstawa jest odliczana od premii… jak to kurwa nazwać…? Oczywiście jako ‘alfa&omega’ wiem doskonale – moja pensja jest kosztem dla firmy! Tak przynajmniej mi to przedstawiono, oczywiście po fakcie, bo w umowie mam ‘premię uznaniową’ – a jaką kurwa jego mać. Przez okres zapierdalania na tym zakładzie, często po 10-12 godzin dziennie, oddałem zarządcom prawie STO TYSIĘCY polskich muszelek!!!  To się można własnozębnie ugryźć w dupę i zaśpiewać jakiś protestsong w stylu …and ajm jor lejdi – Dżenifer Rasz!



     Ja jestem debilem, bez kitu, chyba mnie pjebało, albo się na głowy z Posłem Pawłowicz Krystyną zamieniłem! Ok, podstawa zawsze mi była wypłacana, natomiast kumulowała się i zawsze była odejmowana potem od wszelkich premii, które wypracowywałem, a robiłem budżety, bo jestem w chuj zajebisty! Czyli na dobrą sprawę, to jest ukryta opcja zatrudnienia bez podstawy wynagrodzenia, bo jadę na tym, co wyrobię w prowizjach… Chuje!

     Nie będę się już tym emocjonować, bo plastyka twarzy jest mega droga i w tym momencie nie mogę sobie na nią jeszcze pozwolić! Jebnę z radości, musze tylko złożyć wypowiedzenie w przyszłym tygodniu, bo czekam jeszcze na oficjalną umowę i od września, nie będę już murzynem!

     Moja mama z emocji mi się w słuchawkę popłakała, bo po ponad 10 latach wracam do rodzinnego gniazda i będzie już mnie miała blisko siebie… kochana! Mój tato w odpowiedzi na kilometrowego sesmesa odpisał jak zawsze minimlaistycznie – chwała bogu nareszcie, pozdrawiam, ojciec.

     EmKa cały też w ekscytacji, bo Kraków chyba wszystkim nam już wychodzi chujem nawet i ból to straszny. Super miejsce na weekendowe melanże, ale do mieszkania… jak ktoś lubi bród, smród, ubóstwo i wątpliwego sortu szafiarki, które w niezliczonej ilości lumpeksów nabywają drogą kupna kurioza przemysłu dziewiarskiego – zapraszam serdecznie! Ok, jasne, w tym jaraniu się mam trylion obaw, bo jestem panikara pierwszej wody, a nawet pierwszego wydania i kurwa co to będzie, jak my się zaaklimatyzujemy, czy mój facet się odnajdzie, jak ściągnąć resztę moich przyjaciół z Galicjewa do Wielkiej Polski? W końcu, czy podołam nowym obowiązkom…? Znam swoją wartość… wiem, że tak, ale lekko trzęsę zgrabną dupą!

     A jak by ktoś coś słyszał o pałacu do wynajęcia, to niechże mi da znać, niech nie będzie chujem… a czego szukam – więcej informacji pod linkiem do mojego ogłoszenia poszukiwawczego - www.gumtree.pl/cp-domy-i-mieszkania-do-wynajecia/poznan/szukam-dwupokojowego-mieszkanie-dla-dwojga-pani-tereska-kot-504765818?Guid=13fee123-1380-a20b-2781-84f7fffe8817

     Zresztą jak żyć w mieście, które ma tylko kilka znośnych dla takiej arystokracji jak ja miejscówek… wczoraj popędziliśmy dorożką do Forum Przestrzenie… Ło panie! Ile Cebulaków się zjechało… bo film puszczali… ma-sa-kra! Pomijam sam film, bo to była najlepsza część tego wszystkiego, w końcu przestali nadzierać mordy. Jakieś kurwa gry i zabawy weselne dla tej cebuli, co leżaki już o siedemnastej rezerwowała… choć wszystko się zaczynało grubo po dwudziestej… te czipsiki, paluszki, termosy i słoiki…



     I gwiazda wieczoru – Pan Wodzirej, którego miałem ochotę oblać wrzątkiem, przechodził sam siebie. Konkursy, konkursy, konkursy dla cebuli! A to zbieranie odzieży od nieznajomych, a to ssanie członka męskiego ekipie technicznej, a to w końcu tańce i wygibasy. Uwaga! Wyłoniono trzy cebule rodzaju męskiego z widowni i miały się przez dwie minuty rozbierać jak profesjonalne striptizerki! Ja czułem jak łzy płaczącego w niebie Jezusa spadały na me ramiona! A wszystko to dla CZTERDZIESTU polskich muszelek do wydania na barze… to jest kurwa parostatek, czy jakieś w miarę logiczna odskocznia od plebsu galicyjskiego… żal-pe-el do kwadratu sześciennego. I te piszczące lachony… jak chmara wygłodniałych gęsi rzucających się na paszę. Smuteczek, me dont lajk it.

     Tymczasem w ojczyźnie obrońca striptizerki i miłośniczki koni, której śliski kocyk zabił dziecko, odstawia kolejne szopki… Chcą powołać nowych biegłych, w tym neonatologa! WTF? Przecież ta specjalizacja zajmuje się noworodkami, a te zaliczane są do okresu między pierwszym a czwartym tygodniem życia. Nie jestem matematykiem, ale sześć miesięcy, to nie cztery tygodnie… no chyba, że się mylę, albo mała Madzia wykonała przed śmiercią podróż w czasie. Osobiście, nie umiem być obiektywny tutaj, nie potrafię uznać dzieciobójczyni za niewinną, do czasu wydania wyroku. Nie umiem, to coś, co przez zbieg okoliczności i proste prawa biologii stało się rodzicem, powinno zostać rozszarpane żywcem przez watahę zgłodniałych owiec! Jak widzę ten zakazany ryj z meliny pijackiej, tępy wyraz twarzy, szczurze oczy, patologię wyrytą młotem pneumatycznym na brzydkim czole, to mnie krew zalewa!



     I chyba jedynie Poseł Pawłowicz Krystyna znajduje w tym jakiś sens. Niech napisze list do Matki Madzi z Sosnowca z wyrazami szacunku, wsparcia i chęcią wylizania jej brzydkiego łona. Ta też kurwa się urwała z krzaka ewolucji. Jak mi na nerwy działają osoby, które swoim jestestwem i pełnym nienawiści sposobem bycia, doprowadzają mnie do skrajnych stanów, gdzie i mną targają negatywne emocje. Szczerze, mam nadzieję, że ta nieruchana przez nikogo intelektualna impotentka znajdzie schronienie w Botswanie, albo innym kraju o obniżonym poziomie dostępu do mediów. Może ją w końcu ktoś przeleci, jakiś wyposażony w porządnego pytonga autochton. Wielokrotny orgazm łechtaczkowy potrafi leczyć nawet raka i dur brzuszny! Nie wspominając o STAROPANIEŃSTWIE!



     Tak czy inaczej, wróciłem w poniedziałek z Wysp Wielkiej Brytanii, lansowałem się w tak znamienitych miejscówkach jak Manchester i London! Cały w słońcu skąpany, bo okazało się nagle, że rejon ten stał się tropikalnym! Zjarałem się na heban w Hyde Parku i innych wesołych okolicznościach przyrody. Mega zajebiście, zero deszczu, a w dodatku mój narzeczony pobiegł w jakimś tam biegu ulicznym z dwudziestoma tysiącami innych wariatów, nie musze chyba pisać, że był pierwszy, przynajmniej dla mnie! Ja natenczas uprawiałem relaxing  przy kawie mrożonej i The Sunday Times – me gusta!




     Jak zawsze mieliśmy sporo ciekawych przygód, stara prawda powiada, że ‘żydorro’ (wybieranie opcji zbyt tanich, by były prawdziwie dobre) nie popłaca się. Od mojej najukochańszej siostry, z pięknego Manchesteru, Ewy udaliśmy się drogą autobusową do Królowej Elżbiety, odebrać poród bękarta, ale spotkało nas trololololo… woleliśmy zapłacić po osiem talarów lokalnej waluty na głowę za megabus, czy jak to tam się nazywało (spoko, ładny autokar, wygody, wifi, toalety, marmury itp.), niż wydawać cztery razy tyle na pociąg… jednakże, pociągi nie jeżdżą po autostradach, a ciężarówki tak i jedna z nich tak się rozjebała na M6, że w korku długim, jak wszystkie sztuczne kudły z allegro doczepiane do czerepów posranych szafiarek, staliśmy skromne CZTERY godziny! W dwustu stopniach Celsjusza, na środku autostrady leżeliśmy na asfalcie. Nasi nowi przyjaciele pożyczali nam kremy z filtrem, a dzieci wesoło przygrywały na instrumentach muzycznych, celem uprzyjemnienia przymusowego plażingu.



     A ponieważ trololololo chodzą trójkami, to kolejną cudowną niespodzianką, która na nas spadła, jak bracia Kaczyńscy na Polskę Ludową, było nic innego, jak kolejny postój, tym razem godzinny. Kierowcy skończył się czas na prowadzenie autobusu… pikczer it: 2 godziny drogi od Londynu, środek kurwa niczego, ciemna dupa oblana słońcem, cztery tuziny spalonych podróżnych, w tym EmKa i moja skromna osoba i co? I kurwa zonk!

     Musieliśmy czekać na dyliżans, który wiózł pasażerów w druga stronę, wszyscy zamieniliśmy się pojazdami i woźnicami… cyrk na kółkach. Ale to i tak jest chuj! Nie chcę wyjść na rasistę, choć zdaję sobie sprawę, że tak jestem odbierany, no cóż, nie da się zadowolić wszystkich, nie jestem prostytutką, nie płacą mi za to…

     …w międzyczasie, gdy tak wesoło prażyliśmy się na tafli parkingu w Chuj-Wie-Gdzie, tłum zelektryzowała wiadomość, że zmierza ku nam inny dyliżans i ma ograniczoną liczbę wolnych miejsc! Brytole, jak to brytole, sranie w banie, kolejkowanie, decydowanie, najpierw osoby starsze, potem jakieś małżeństwo z małymi dziećmi – jedno będące w stadium poczwarki chyba, takie malutkie. Jednak rzeczywistość wszystko weryfikuje, gdy autobus podjechał i otwarły się jego drzwi, na czy-cztery-szejś wszyscy czarni zaczęli biec i wpierdolili się do środka… na placu zostali sami biali – za wyjątkiem jednego ciemnego kolesia, który mówił tylko po francusku i kompletnie nie wiedział co się dzieje – jak dla mnie on był zdrowo naćpany, ale co ja tam wiem.

     Ja zacząłem się śmiać, bo nie wiedziałem jak inaczej zareagować… zresztą moi biali bracia podążyli w moje ślady i też zaczęli perliście zanosić się śmiechem, bo to chyba jedyna logiczna reakcja. Przecież nie założymy na czerepy białych kapturów i nie podpalimy im autobusu. Chuj im w oko… nie mój cyrk, nie moje małpy.

     Dojechawszy w okolicach dziewiętnasty do tego zasranego Londka Zdroju – startowaliśmy o 9 rano – stawiliśmy czoło trzeciemu i ostatniemu trololololo! Jedno z większych wyzwań, jakie kolorowi mieszkańcy tej uroczej i jakże otwartej społeczności nam zgotowali. Jako jednostka niewierząca w rozwiązania młodzieżowe, w stylu: a prześpimy się pod latarnią, tudzież u kogoś na mecie, zarezerwowałem hotel. W całkiem zajebistej okolicy – blisko Noting Hill i Hyde Park, w dobrej cenie, bo zapisałem się do jakiegoś kurwa klubu. Potwierdzone wszystko było w połowie lipca, z jakąś hinduską wesoło mailowaliśmy o pogodzie i urokach posiadania kota. Nawet zaoferowała upgrade do lepszego pokoju, bo w końcu kurwa jestem klubowiczem. Ameryka, a nawet Barbados!

     Enyhał, wpadamy do tego zajebistego przybytku rozkoszy, na recepcji inna rodowita ciapata. Przedstawiam się, wyciągam paszport, potwierdzenie itp., a ta mi mówi, że mnie nie ma w systemie, czy mnie tu ktoś odtransferował, czy ja jestem z kosmosu…? Szczerze, nogi mi się ugięły, zrobiło mi się czarno przed oczami, ale myślę sobie, może nie umie czytać… powtarzam więc, że mam rezerwację, podaję numery… ona, że nie, ale z łaską zadzwoni do centrali. Myślę sobie: boże drogi, ześlij na mnie gołębia spokoju, żebym tej cipy na stosie nie spalił.

     Pogadała coś tam w ichnim narzeczu, odwróciła brudną facjatę i z miną pingwina oznajmia, że anulowali to, bo coś tam chcieli obciążyć kartę kredytową, ale nie zadziałało i sorry, ona nie ma pokoi, w innych hotelach grupy też nie ma, bo kurwa ‘bizi łikend’ i na razie, sajonara, auchwidersehn... Miałem sobie ochotę wyrwać żebro, żeby mieć czym wydłubać te jej żółte oczy!

     Komunikuję się z nią zatem jeszcze raz, używając drukowanych liter, że nikt mnie o niczym nie informował, jest po ÓSMEJ WIECZOREM i co ja mam teraz zrobić w obcym mieście!? Że w mailu stoi jak byk, że karta w ogóle ma być obciążona w momencie przyjazdu do hotelu, a nie dwa dni wcześniej (bo niby tak zrobili). Poza tym kontaktowałem się, ze będę późnym wieczorem, ze jestem uwięziony na autostradzie i mi kurwa żadna ciapata nie dała znać w odpowiedzi, ze nie mam już rezerwacji!

     Ona nie pomoże, ona nic nie może zrobić, ona jest kurwa sorry… Sorry on my ass! Jeszcze mi kurwa szczęścia pojebana życzyła w znalezieniu noclegu jak wychodziliśmy! Chyba tylko siłą woli nie odwróciłem się i nie naplułem jej w ryj… pomyślałem, że moja ślina jest zbyt cenna, by ja marnotrawić. Krzyż jej w nerki! Nie ufam ludziom, którzy z własnej, nieprzymuszonej woli kąpią się w rzece z rozkładającymi się trupami ludzi i zwierząt, celem osiągnięcia nirwany… Nirvanę to ja mam na playliście, a nie kurwa w ścieku!

     Ponieważ jestem w kurwę uzdolniony, jakimś cudem udało mi się znaleźć w okolicy inny hotel, trochę droższy, ale jakoś szczególnie wyboru nie miałem, zarezerwować go – o dziwo karta działała – i udać się tam z duszą na ramieniu, czy kolejne trololololo nie czai się za rogiem… Nie czaiło się, dostaliśmy zajebisty pokój na samej górze. Jedyny taki… chyba się zlitowali i dali nam coś lepszego, bo z tego co widziałem na zdjęciu, nasz pokoik miał być malutki i bez TV… a tu surprise! Wszystko było i okna spadziowe, choć w dzień temperatura sięgała na tym poddaszu Fahrenheitów lawy wulkanicznej, jednkaoż nas w tym czasie tam nie było z reguły. Ufff…



     Natomiast teraz jakaś menadżerka z Shaftesbury Premier London Notting Hill dręczy mnie o zdjęcie negatywnej opinii z TripAdvisor… jestem grzeczny, aczkolwiek stanowczy, kurwa jego mać, jej nikt nie zostawił na ulicy, wieczorem, w obcym mieście, w dodatku w weekend! Nawet mi kurwa wody  nie dali ani internetu! Musiałem szukać w Starbaksie! Gdyby choć minimalnie się postarali, odrobinę… nie, to kurwa nie! Poniżej link, miejcie się na baczności, bo to oszuści jakich mało, no chyba, że ktoś chce spać w parku… www.tripadvisor.co.uk/Hotel_Review-g186338-d189731-Reviews-Shaftesbury_Premier_London_Notting_Hill-London_England.html

     Najważniejsze, że wszystko się dobrze skończyło, przeszliśmy chyba z tysiąc-pięćset-dwa-dziewięćset kilometrów po Londynie i Manchesterze. Jedliśmy zajebiste żarcie…

…od hiszpańskiego w restauracji menadżerowanej przez moją siostrę - www.evuna.com 


…przez chińskie - jakie zajebiste, ja pierdolę – w prawdziwej chińskiej restauracji, gdzie sami przybysze z Azji siedzieli tylko… w samym sercu Manchesteru… przy Cooper Strasse… nie mogę odszukać ich strony…



…włoskie nad samym Regent’s Canale – dosłownie. Choć raczej nie italiańskie, bo zajebiste hamburgery szamaliśmy na tarasie prowadzonej przez makaroniarzy Laville Café, z którego było widać te wielkobrytyjskie przezabawne barki mieszkalne, zacumowane po obu stronach kanału - www.yelp.co.uk/biz/laville-caf%C3%A9-london-2




…po jakieś naleśniki wegańskie z ciecierzycą na targu przy Tower Bridge, gdzie nas zabrała Silvana, moja stara znajoma. Zajebiste miejsce, jak będziecie w okolicy, koniecznie musicie wpaść - www.boroughmarket.org.uk



     Jednym zdaniem, było godnie. Na Canal Street też porządziliśmy, potańczyli my w branżowych lokalach, popodniecali tłumy, popili, zrobili dobre wrażenie na tubylcach, szczególnie jednej dragqueen, która chciała ze mną udać się do jej buduaru, celem konsumpcji mojej skromnej osoby seksualnie!













     I co? I wrócili my do kraju, żeby stawić czoła zakazowi uboju rytualnego. Sorry, ja widzę jak mój przyjaciel, który jest muzułmaninem, napierdala na fejsdziwce pomyje na nasz kraj, to mam ochotę go stąd wyjebać. Pomijam aspekty religijne, bo dla mnie większość religii to kurwa przestępcze organizacje stworzone celem gwałtów, grabieży i sodomii, ale jak kurwa podcinać gardło zwierzęciu obróconemu do góry nogami i czekać aż się wykrwawi modląc się nad nim!!!??? Nie podoba się, to zapraszam do siebie, krzyż na drogę.


     Nie jesteśmy krajem wyznaniowym – jeszcze – nie musimy tego tolerować nawet, jeżeli przynosi to kolosalne zyski ubojniom! Tak się kurwa nie postępuje, dawno już minęły czasy ‘przed naszą erą’. Czy kogoś kurwa posrało. Wolne i suwerenne państwo, jakim w pewnym sensie jest ten dziwny kraj nad Wartą, ma prawo zakazać znęcania się nad zwierzętami, nawet w imię jakiegoś Allaha, Dżihadu, Kermita, Demeter, czy innego Jahwe! I jeszcze kurwa szkopska prasa staje w obronie Żydów, że pogwałcamy ich prawa… do czego? Do barbarzyństwa? Takiego wała!


poniedziałek, 8 lipca 2013

trolololo

     No to wyszło szyło z worka… Nasza kochana Isia strzeliła focha na Wimbledonie… Boże, co za żenada. Myślałem, że w ten sposób zachowują się tylko politycy, celebrytki pokroju Pani Doroty Dodzińskiej i niektóre dzieci do 5 roku życia… Szczerze, nie jestem zaskoczony. Uważam tą Galicyjską namiastkę Navratilovej  za jedną z bardziej zmanierowanych, aroganckich i chimerycznych postaci polskiego sportu. A słomą, która wystaje z jej eleganckich ą-ę adidasów, tudzież louboutinów z amerykańskiej wyprzedaży, można by wykarmić połowę pogłowia trzody chlewnej w Argentynie!

     Jasne, jest w chuj utalentowana, ma niesamowite wyniki, śpiewa lepiej niż w operze, świetnie jeździ… czekaj, czekaj, wróć! Włada rakietą niczym Felicjańska drinkami, a Fibak to przy niej zapewne jedynie alfons, a nie były t(p)enisplejer… ale wybaczcie, takie zachowanie jest dobre dla Liz Tylor, a nie kogoś, kto z racji samego związku ze sportem, powinien się zachowywać fair i być przykładem, tym bardziej w obliczu przegranej z niżej notowaną rywalką i na kurwa Wimbledonie!



     Swoją drogą Wojtuś, nasza lokalna, ekskluzywna swatka, przegrała w życie… na szarym ekranie telewizorów temat Wimbledonu muszą teraz komentować osoby, które o tenisie wiedzą tyle, co Kaczyński Jarosław o waginach… komplementują kapelusze siedzących na widowni lachonów, zachwycają się stronę organizacyjną, rozważają o narodzinach następcy trony, albo zachwalają zielenią kortów… nie mój burdel, nie moje dziwki…

     Jeżeli ktoś pomimo, albo dzięki, pokaźnym sumom pieniędzy i znajomościom, których mogłaby pozazdrości nawet Wielka Księżna Jolanda Beza-Kwaśniewska, trudni się sutenerstwem, to albo niech to jakoś zalegalizuje, albo niech to robi tak, żeby to nie wyciekło, a najlepiej, niech tego nie robi wcale, bo takie rzeczy śmierdzą niczym stopy bezdomnego w gorące lipcowe popołudnie!




     Jednak najbardziej rozbawiło mnie portfolio szczekaczy, którzy zaczęli rwać koszule w obronie Pana Wojtka! Szyc, Wojewódzki, Olbrychski, Maksiu Kolonko… faktycznie, prawdziwe autorytety… od wódki i gołych dup nieletnich dziewuch…






     Dla mnie w tym całym zamieszaniu i ogólnym fetorze, bardzo pozytywnie wypadł nie kto inny, jak Włodek Szaranowicz! Mistrz! Ku mojemu zaskoczeniu jest nie tylko Dyrektorem TVP Sport (jak to kurwa dyrektorem?), ale odsunął lubieżnego starca od transmisji Wimbledonu. Cytuję: Uznaliśmy, że w tej sytuacji kontynuowanie naszej współpracy z panem Fibakiem byłoby nieodpowiednie’! Można? Można!



     Ciekawe co na to Kejt Roz… białostocka gwiazda filmowa, kreatorka niezapomnianych ról filmowych i teatralnych, której dzieła wielokrotnie wyświetlane były na festiwalach filmowych w Ciechocinku, Suchej Beskidzkiej, Supraślu, Mszczenie i w Cannes! Żal dupę ściska, a jeszcze niedawno oprowadzała Brylant w Koronie Te-Fał-En – Kinię R. – po swoich włościach… łamiącym się głosem sugerowała zmowę złych ludzi, a jej były mąż, z który kupił ją od Fibaka za cztery krowy rasy Charolaise i skrzynkę serów, napierdalał wesołe treny ku czci artystki! Kiełbie we łbie.



     Wracając do Radwańskiej, zresztą całej tej galicyjskiej arystokracji, w postaci ich rodziny, to nigdy nie byłem fanem i to się z pewnością nie zmieni. Myślę, ze kropką nad ‘j’ – jak ‘jebać’ – są zgoła niewprostproporcjonalne sympatie światopoglądowo-polityczne. Radwańskim za blisko mentalnie do Godsona Chikama Onyekwere, posła ziemi łódzkiej, której z tego miejsca chciałem serdecznie podziękować za przygarnięcie Nigeryjskiego chopaka i danie mu domu.

     Mi jest do Godsona Chikama Onyekwere tak blisko, jak Iwonie Wągrowskiej do Marilyn Monroe… Swoją drogą, strasznie mnie zaciekawiło przedstawienie plenerowe, gdzie ugandyjski aktor, performer i bioenrgoterapueta - John Baptist Rubara Bashobora - uzdrawiał chorych i wskrzeszał umarłych na Stadionie Narodowym…




     Według raportu, który na zlecenie Ministerstwa Magii sporządził Urzędu Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami wynika, że w inscenizacji wzięło udział 57 tysięcy jednostek (słownie: PIĘĆDZIESIĄT SIEDEM TYSIĘCY!), z czego 300 stworzeń odczuło uzdrowienie w mniejszym, albo większym stopniu. Mimo wielkich starań i osobistych próśb Wielkiego Księcia Smoleńskiego Jarosława, nie udało się tchnąć ducha w Lecha, syna Jadwigi, najwybitniejszego światowego męża stanu, bohatera narodowego Gruzji i Prawdziwego Polaka…




     Chwała Bogu i Synowi i Duchowi Świętemu, prawda o wskrzeszaniu zmarłych jest faktem! Oto nikt inny, jak właśnie Godsona Chikama Onyekwere potwierdza na antenie TVN 24, w obliczu samej Moniki Olejnik – wyroczni dziennikarskiej i sztucznej perły reporterskiej – że on wierzy, wierzy w cuda, wierzy w chorych uzdrowienie, w ciała zmartwychwstanie! Sam widział, jak katolicki uzdrowiciel z Republiki Federalnej Niemiec życie na powrót oddał komuś, kto już dawno nie żył… BITCH PLEASE!



     Szkoda, że nie wierzy w miłość i związek między dwoma pedałami… to nie istnieje i jest wbrew naturze… natomiast magiczne przywrócenie do życia przez modlitwę i składanie ofiar z żywego inwentarza, to jasne! Czysta natura! Setki, tysiące osób tak funkcjonują… Myślałem, że oni wyznają chrześcijaństwo, nie Voodoo!



     Kogoś naprawę zdrowo popierdoliło, ale za takim wydarzeniem stoi kolosalna kasa, wyciągnięta od naiwnych stworzeń, które wierzą, że jakiś ugandyjski czarny Jezus ich uzdrowi! Ba! Wskrzesi umarłych! Co kurwa jeszcze? Poda numery totolotka?

     A te cyferki do złamania kodu Totalizatora Sportowego przydałyby się nie komu innemu, jak Marii i Nelly Rokitom! Celebrytom tymczasowo przebywającym na wygnaniu w ‘najbrzydszym’ i ‘najbiedniejszym’ miejscu na ziemi – włoskiej Perugii! Już starożytni wiedzieli, że to właśnie stolica Umbrii stanowi azyl dla ‘biedaków’ i ‘bankrutów’…



     W groteskowym wywiadzie, jakiego udzieliła Maria Panu Durczokowi, siedząc na balkonie bynajmniej biednej kurwa ‘lepianki’, ubrany w ‘łachmany’ i jakiś ‘stary czepek’, płacze, że mu komornik wszedł na majątek! A czego się spodziewał? No w sumie, to politykom zawsze się udawało, robili co chcieli, łamali prawo, kradli, gwałcili i dostawali za to poklask, brylanty i ewentualnie naganę od klubu parlamentarnego. Tyle!



     Krew mnie zalewa, jak cos takiego wizę! Nikt się nie patyczkuje z ogromną większością ludzi w tym kraju. Za pierdolone dwadzieścia złotych spóźnienia w spłacie kredytu chcą Cię ukrzyżować, a ten kurwa dziad ma być świętym… Bo kurwa co? Bo jest Maria? Chłopiec o żeńskim imieniu, kolejny reprezentant tak znamienitej w świecie galicyjskiej arystokracji świeckiej i POLITYK? Szkoda, że nie ksiądz na dokładkę, może wówczas by mu się upiekło.

     Nie ma muszelek na koncie, niech idzie do biedronki na kasę, a nie praży się na tarasach hotelowych w stroju, którego chyba nawet Kamilla Zdziebko z Dębicy by nie zaaprobowała w sowim majestacie Szafiarskiej Królowej Matki!