wtorek, 25 czerwca 2013

Panna w kocu i inne szparagi

     Where the fuck is the sun? Ktoś mi może to wytłumaczyć? Ja poproszę upały… anyhow… byli my na święcie piwa, czy jakimś festiwalu w Żywcu niedawno… Festiwal Birofilia 2013? Musze przyznać, że poza tym, że ich pojebało z tymi cenami za próbowanie – 16 PLN za sikacz z Indii… ok., był dobry, maił posmak lichi i takie tam fiołki, ale 16 muszelek? Było godnie! Wyruszyliśmy trzej muszkieterowie – EmKa, Msz i ja, dama w kapeluszu skoro świt… ok., o 10:50 autokarem do Żywca!

     Uwielbiam takie wypady, szczególnie w tak doborowym towarzystwie. Powiem tylko, że się pięknie opiliśmy, zdążyliśmy jeszcze wrócić do Krakowa, przez kurwa Bielsko Białą! Czeski tabor kolejowy wysadził nas w centrum miasta, oczywiście rozładowane telefony i chujowa znajomość topografii tej uroczej siedziby władz powiatu bielskiego sprawiły, że w oczekiwaniu na transport Pi-Kej-Es do Galicji, zjedliśmy posiłek – umieraliśmy z głodu – w… jak to kurwa nazwać… restauracja…? jadalnia…?

     Ja już niestety trawiłem ścianki żołądka i resztki piwa, więc nawet odchody kuropatwy bym pochłonął… o dziwo, wszystko było ok., nie umarłem! Za 3 piwa, pierogi, schabowego na bogato z sałatami, kawiorem, truskawkami i ziemniorami w formie frytek, zapłaciłem jakieś kurwa 15 (czytaj: PIĘTNAŚCIE) muszelek! No za darmo! Jak będziecie w Bielsku, koniecznie wpadajcie! Niech was nie odstraszy element siedzący przed tym przybytkiem gastronomicznym, widok za ladą, czy mistrz ceremonii w ‘kuchni’. Skoro EmKa, znany francuski piesek i chłopiec o delikatnym podniebieniu arcyksięcia przeżył, to nawet Jonaka Kwaśniewska dałaby radę - www.jubileuszowy.pl

     I nawet TV Katowice wyczuło, ze my celebryty i przeprowadzili z nami wywiad na temat najebywania się browarem podawanym w elegancki sposób, bułkę przez bibułkę itp. !!! Umarłem, ale chyba daliśmy radę, jeszcze się trzymaliśmy na nogach.




     Ojajebię, nie uwierzycie! Na spotkaniu podsumowującym moją półroczną pracę, lasencja z kilometrowym odrostem, która na co dzień chodzi po biurze zawinięta w beżowy koc, poinformowała mnie, że wszystko super, geniusz, miszcz… tylko mój strój nie jest profesjonalny… to co qwa jest? Mam się owinąć dla kurażu ceratą? Moja weekendowa stylizacja jednak miała wymiar metaforyczny… be careful if you're successful… teraz już wiem, co czuje Bijonse!!!



     Jeszcze gdyby mi to powiedziała Kamilla Z. – podkarpacka ikona stylu – to bym zrozumiał, ale laska, która owija się w pled, czy inny wątpliwej jakości śpiwór? No wolne żarty. Poza tym, ja jestem na wskroś profesjonalny, nie nosze szortów ani japonek, nawet kurwa dżinsów nie noszę! I nie mam tu na myśli pobytu na zakładzie w bieliźnie osobistej, tylko spodzień materiałowy, piaskowy, granatowy, oliwkowy, wiśniowy… itp. itd. O tego koszula, albo jakiś kurwa dziergany przez niewidome zakonnice z Birmy ti-szert bez emocji, czy innych nadruków z chujem, albo Madonną!

     Szkoda, że kurwa nie przeszkadza im moja praca na laptopie z 2007 roku i z komórką, pamiętającą lata dziewięćdziesiąte. To jest ok., jak klienci w żywe oczy się ze mnie śmieją, albo chcą organizować składkę na nowe wyposażenie… Przecież ja już nawet tego szmelcu nie zabieram ze sobą, tylko używam własnego ajPada i ajFołna!

     Trzymajcie kciuki, bo jak wszystko dobrze pójdzie, to po 20 lipca jebnę tym wszystkim, mam już szczerze dość. Mało, że musze pracować z osobami, które w normalnych warunkach spędzałyby życie w zakładach zamkniętych, odizolowane od tak wybitnych jednostek jak ja… mało, że od mojej premii odejmują mi podstawę wynagrodzenia, która ponoć jest kosztem (???!!!), co jak dla mnie jest zwyczajem żywcem wyciągniętym z feudalnego średniowiecza! To jeszcze teraz obcinają nam o połowę tą pierdoloną prowizję, a murzyn zabiera mi firmy, bo najebał się w kasynie z kolesiem, który ponoć jest dyrektorem jednej z większych firm konsultingowych… wszystko pod płaszczykiem pseudo-samopomocy kurwa Polska-Nigeria… a nawet nie zna jego imienia… nie wierzę, serio, opada wszystko!

     I co mam zrobić? Niestety ziemia małopolska jest tak bogata w ciekawe oferty pracy, jak Korea Północna  w ropę naftową! Poznań, kochany Poznań. Wiem, jestem nieobiektywny, bo jako lokalny patriota traktuję moje rodzinne miasto przez różowe okulary. Nie da się jednak ukryć, że stolica Wielkiej Polski ma najniższe bezrobocie w całym kraju nadwiślańskim i piątą średnią płacę… helloł! Nie ma miejsc idealnych, ale Kraków wylewa mi się już wszystkimi członkami ciała. Kumoterstwo, ciułactwo, ściemnianie… o tak, to się tu liczy.

     Sentyment pewnie wzmaga się we mnie z siłą Wodogrzmotów Mickiewicza, bo właśnie z Poznania wróciłem. Miłym zaskoczeniem była obniżka cen haraczu za połączenie Poznań à Warszawa à wieś (czytaj: Kraków)! O jakieś dwadzieścia polskich muszelek na INTERCITY!!! Ja kurwa pierdolę, w kulturalnych warunkach przyrody i częściowo w towarzystwie grupy niemieckich nastolatek EMO, dojechałem w spokoju i klimatyzacji! Pomijam fakt napalonego studenta (przystojnego nawet), który namolnie usiłował uskutecznić jakieś zbliżenie w dyliżansie do Galicji! Uroki wagonów bezprzedziałowych i bliskiego ze sobą siedzenia…

     Ja wiem, że ja wygalam zajebiście, jestem kurwa przystojny, a dzięki szaleńczym zabawom w ogrodzie z Panem Rexinskim, Hanką lat 3 i Jurkiem lat 5, wyglądam bardziej jak mocno opalony wnuk Oscara De La Renta, niż Tomek z Poznania, ale są chyba jakieś granice… cześć podróży koleś prawie na mnie leżał…! ‘Niechcący’ mnie dotykał, to w bok, to w nogę, to kurwa w głowę! Ciągle się gładził po jajach, albo wkładał sobie rękę pod koszulkę i drapał się po cyckach, jęczał, sapał… takie akcje to ja lubię ze strony narzeczonego, a nie obcych adoratorów… cena sukcesu, a wiem ilu chłopców oddałoby kolekcję longplayów Kajli Minog i Marysi Karej za taką trzygodzinną akcję…

     Wracając do cudownego miasta, jakim bez wątpienia jest kolebka mojej skromnej osoby – Poznań. Udało mi się zaliczyć puszczanie lampionów… tak to się nazywa prawda? Podczas nocy świętojańskiej. Wybyłem z leśnych ostoi i udałem się do Kontener Art… kocham to, że w moim mieście jest tylu ładnych ludzi. Jestem pusty, próżny i przesiąknięty estetyką antyczną… osoby wizualnie bijące mnie po oczach sprawiają, że mam ochotę wyrwać sobie płaty skóry z piesi i zakleić nimi oczy!

     I nie mówię tu o tym, że wszyscy mają być jak bogowie greccy (chciałbym), chodzi o pewnego rodzaju zadbanie o sobie. Gusta są bardzo różne, tak jak jednostki społeczne w naszym otoczeniu. To co dla mnie jest żaore, u kogoś innego wywołuje fizyczny ból jelit. Ja skupiam się bardziej na całości. Na tym, że ludzie się myją, że laska nie ma buszu pod pachami, że nie wystają jej wargi sromowe spod paska, który udaje spódniczkę. Miło, jak facet ma cos więcej do zaoferowania niż mięsień piwny i pryszcze na ramionach…




     Niestety w Galicji sporo jest zaniedbania w tej dziedzinie i nie jest to jedynie wynikiem smogu i zanieczyszczenia powietrza CZTERYSTAKROTNIE przekraczającego dopuszczalne normy. Wyciągnięte swetry, przenoszona bielizna, szczególnie skarpetki, to neverending hit sezonu. Istnieje coś w rodzaju kultu brudu, smrodu i ubóstwa. Same kurwa włóczykije i inne Renaty Begier… Chyba w żadnym innym mieście nie ma tylu lumpeksów, co w Krakowie! Ale nie jakichś tam wyfiokowanych SH rodem z Dębicy, gdzie znajdziesz luksusowe ubrania prosto od Donatelli Versejs, Yudashkina, czy innego Wolińskiego… smutek-żal…

     Kraków jest idealnym miejscem na weekend, niestety nie do mieszkania i ta opinia po prawie 7 latach spędzonych tutaj, coraz bardziej mnie przekonuje.





     Ale! Znalazłam przepis na ulubioną marynatę mojego taty! Po wielu latach prób i błędów, eksperymentów smakowych i alchemicznych… JEST! Oficjalnie zostało to potwierdzone! Karkówka, która przez całą noc uskuteczniała kąpiel w rdzawej brei, wyszła fenomenalnie, oczywiście na grillu! Nie podam wam dokładnych proporcji na ‘Marynatę mojego Taty’, bo jako jednostka wybitnie uzdolniona, robię wszystko na oko, ale generalnie potrzebna będzie:

oliwa czy tam olej, byle nie smalec,
miód,
ocet balsamiczny,
przecier pomidorowy,
papryczka chili (ja daję dwie, albo trzy),
sos sojowy (dla koloru),
sos Worcestershire (uwielbiam go!),
czosnek,
cebula,
zioła (ja dałem tymianek i szałwię – doskonale sprawdza się przy mięsach, w połączeniu z pomidorami działa cuda!),
słodka papryka w proszku,
pieprz,
sól,
dużo miłości, szczęścia i zaangażowania… amen!

     Osobiście takie mięso podaję z szaszłykami warzywnymi, które są proste, jak budowa centralnej jednostki nerwowej Poseł Krystyny Nieruchannej-Pawłowicz,

     Kroimy to co mamy pod ręką w nie za duże kawałki – ja zamordowałem cebulę, cukinię, paprykę i pomidorki koktajlowe, które dogorywały w chłodziarko-zamrażarce, choć ich akurat nożem nie potraktowałem, jedynie nadziałem na miniaturowy palik… tak przygotowane warzywa wrzuciłem do misy z oliwą, pieprzem, solą, tymiankiem, czosnkiem i odrobiną octu winnego, co by się nieco zabarwiły smakowo i… na pal… Patyczki na szaszłyki warto ówcześnie zostawić na chwilę w wozie, żeby na grillu nie uległy samospaleniu… ot, cała filozofia!

     Wystarczy rozpalić grill, do wysokiej szklanki wsypać lód, truskawki, czereśnie, cytrynę i miętę, zalać winem i wodą gazowaną, założyć kapelusz i okulary przeciwsłoneczne. Posmarować ciało olejkami, rozłożyć się w promieniach słońca i czekać aż służba wszystko przygotuje, i poda! Bon Appetit! Prijatnovo appetita! Mahlzeit! Smaklig måltid!




     I jeszcze tylko jena rzecz – grillowane zielone szparagi! Nie ma nic lepszego, oliwa, pieprz, sól i odrobina cytryny, nic więcej. Obojętnie, czy na węglach, czy na ceramicznym urządzeniu kosmicznym, jakiego jestem szczęśliwym posiadaczem, koniecznie spróbujcie, na przykład zawinięte w szynkę z Lidla, jak ona się nazywa, Szwarcwaldzka? Von Biedermeier? Anyhow, jakkolwiek, koniecznie!




     Zakończyliśmy też z hukiem pierwsze półrocze, dwa eventy w jeden tydzień, kolorowa jazda bez trzymanki w stolicy Cebulandii! Mógłbym mieszkać w Warszawie, wiem, pisałem to już. Dobrze się tam czuję, zresztą sporo moich znajomych wybrało to miasto jako swoje nowe miejsce zamieszkania i enklawę tworzenia komórek społecznych - zarówno hetero, jak i nieheteroseksualnych. Niech to bezie potencjalnie dalszy cel mojej wędrówki, póki co skupienie na Poznaniu…


Teraz mogę odpocząć i oddać się medytacjom na zielonych wzgórzach...


wtorek, 4 czerwca 2013

kawior z IKEA

     Zacząłem się zastanawiać nad problemem biedy… Nie, nie zmieniam się w Matkę Teresę, nie mam jeszcze konta z tyloma zerami co ona… Anyhał, problem polega na tym, że spotykam się nie tyle z ubóstwem, co właśnie zwykłą polską biedą. Luzie wykształceni, zdolni, dyspozycyjni, piękni, młodzi i… niebogaci. WTF? Niby pracują na fajnych stanowiskach, na zakładach korporacji, czy innych agencji, spędzają po dobre dziesięć godzin dziennie uskuteczniając kolorowe salta, a lewo starcza im do pierwszego… Sztuka kombinowania weszła na wyższy poziom, jakoś sobie trzeba radzić, tylko dlaczego?

     W cywilizowanym kraju, za tą samą pracę, dostaliby tyle pieniędzy, że ze spokojem stać by ich było nie tylko na waciki, ale i na mleczko kosmetyczne, dezodorant i kawior z IKEA. W Polsce stać ich na ryż z Biedry, pasztet z Lidla i filet z genetycznie modyfikowanej kury… tej samej, którą reklamuje baj de łej ta cipa w czepku inkrustowanym kwiatowymi ornamentami. Jak się wkurwiłem, to szok, że odbiegnę na sekundę od tematu braków finansowych.

     Farmio, Farmio, jakie jest to Farmio! Jestem świadomym konsumentem i z premedytacją kupuję produkty, które nie deprawują mojego ‘ja etycznego’. Staram się wybierać tą żywność i inne dobra konsumpcyjne, których produkcja w jak najmniejszym stopniu wpływa negatywnie na środowisko, zwierzęta, dzieci, prostytutki i dom mody Versejs. Wolę wydać więcej polskich muszelek na jajka ekologiczne, albo te od kur z wolnego wybiegu (klasa A, numer 0 lub 1), bo wiem, że są dużo bardziej wartościowe, niż te odebrane od niosek upchanych w metalowych klatkach, z obciętymi dziobami, połamanymi skrzydłami i nogami, bez dostępu do wody, telewizji czy prasy!

     I teraz pikczer dis: idę najebany z rana jeszcze, po wcześniejszym melanżu, do lokalnego punktu dysponowania trwałymi środkami spożywczymi, zwanego potocznie i w KRSie: Kefirek. Wrzucam ochoczo o plastikowego koszyka jogurty, soki przecierowe, pieczywo pełnoziarniste, serki wiejskie, prezerwatywy, lubrykanty, kajdanki, obroże, pejcze… czekaj, wróć, to nie ten sklep… mleko, rzodkiewki i jajka… patrzę - Farmio, myślę: babcia z kolorową elanobawełną na czerepie, z wesołą zielononóżką pod pachą. Akcja-reakcja i bierę. Naiwny kurwa ja, dałem się nabrać propagandzie!!!!111

     Jasne, nikt w reklamie nie mówi kurwa, że ta jedna z faz rozwoju nowego osobnika u wielu gatunków zwierząt jest ekologiczna i uzyskana w procesie błagania i przekupstwa wolno biegających Gallus gallus domesticus, ale sam spot kojarzy się dość jednoznacznie! Zielone listki, oliwkowe certyfikaty, szmaragdowe napisy! Bo bez GMO… chuj z GMO kurwa jego mać, bo i tak żrę go praktycznie w każdym produkcie i wdycham z każdą dawką pyłków zawartych w powietrzu atmosferycznym! Poza tym produkty te niczym się nie różnią od produktów pochodzących od zwierząt żywionych paszami niemodyfikowanymi, konwencjonalnymi - tak Instytut Zootechniki – PIB podsumował w 2012 r. badania naukowe przeprowadzone wspólnie z Instytutem Weterynarii w Puławach. Nie jestem ekspertem, ale wolę paszę z GMO, niż nakurwianie przemocy wobec zwierząt!

     I ta stara kurwa, wyemancypowana wieśniaczka z laptopem! Ale mnie chuj strzelił, bo mi to oczywiście wszechwiedzący narzeczony mój wytknął, a wiecie dobrze, jak bardzo nie lubię się mylić! Przecież te wydmuszki są z HODOWLI KLATKOWEJ!!! Tej najgorszej z najgorszych EVER! Jestem zdegustowany! Ciekawe, że firma FARMIO SA potrafi wynająć sobie biuro przy Rondzie ONZ w Warszawie, skrupulatnie testować i nadzorować dostawców paszy, którą faszerują kury trzymane w warunkach najcięższych więzień Brazylii, Afganistanu czy innych Filipin! Koszmar jakiś!







     Tyle, bo się wkurwiam tylko, a zupełnie o czymś innym miałem pisać przecie! Kawior z IKEA, o! Nie chodzi o jakiś nowy gatunek ryby, tylko słoiczki z soloną ikrą, dostępne od ręki, w punktach handlu meblowego znanej szwedzkiej sieci!



     Przedziwna i kuriozalna sytuacja, gdzie dobrem luksusowym dla wielu ludzi staje się porządna kurtka zimowa, buty, książka, czy Pani Walewska, a wyjście o kina to praktycznie wycieczka All Inclusive na Maledywy czy inne Złote Piaski Bułgarskie! Jak w takiej rzeczywistości pozwolić sobie na chomika, czy patyczaki, nie wspominając o dziecku!?

     Dlatego coraz bardziej zastanawiam się nad wyjazdem. Już nawet nie do Poznania, no chyba, że mi wypali ta rekrutacja, która ciągnie się tasiemcowo niczym ‘Moda na Sukces’… To są przynajmniej konkretne pieniądze, a nie powiem, przyzwyczaiłem się już do w miarę normalnych stanów konta i braku debetu każdego dwudziestego kolejnego okresu rozliczeniowego.



     Nie chcę klepać biedy, nie chcę żyć w katolicko-klerykalnej rzeczywistości, która toleruje tylko to co nie-świeckie, nie-pedalskie, nie-żydowskie, nie-in-vitro, nie-komercyjne. Za to hołduje takim wartościom jak pazerność, bylejakość, ślepota, ciemnogród, dyskryminacja, pedofilia, zakłamanie, obraza, fochowatość, szantaż, alkoholizm… jedyne, prawdziwe wartości narodowo-katolickie!

     Boję się mieszkać w kraju, gdzie za koszulkę inną niż ta z wyprzedaży w Tesco, mogą mi uroczy gentelmani z ławki na Krakowskich Plantach odciąć rękę maczetą! Bo chuj, bo nie wpisuje się w ogólny trend panujący w Galicjewie.

     Nie chcę, żeby moje podatki utrzymywały patologiczne komórki społeczne, ich zamiłowanie do używek i wstręt do pracy. Za to lubowanie się w pozyskiwania finansowania od państwa, w ramach niczym nieograniczonego rozmnażania się, przez kopulację w różnego rodzaju krzaczorach i innych zaroślach! Byle becikowe, byle zasiłek… wiem, że to nie są kurwa wielkie pieniądze, ale w wielu przypadkach kontrola nad ich wydawaniem jest ZEROWA! Kurwa mać, codziennie czytam o tragediach dzieci, maltretowanych i zabijanych przez najebanych rodziców… końcówki tych artykułów często kończą się: ‘…policja prowadzi czynności wyjaśniające, do czasu wytrzeźwienia rodziców, nie udziela się komentarza’…

     WOW! Ale to związki partnerskie są zagrożeniem dla ‘katolickiej i świętej rodziny’! To mnie Poseł Pawłowicz Krystyna traktuje jako podkategorię człowieka, rzucając na mnie obelgi, deklasując i sprowadzając do roli jakiegoś zwierzęcia, tylko dlatego, że kocham osobę tej samej płci!

     Kim ona kurwa mać jest? No kim, żeby w ten sposób traktować drugą osobę, przecież ja nic nie zrobił, nic! Gzie przykazanie miłości, które ‘katolicy’ traktują bardzo po macoszemu! Jebana pełna nienawiści stara klępa! I tylko dlatego, że jej nawet kijem nikt nie chce tknąć i woli przespać się z facetem, niż z takim czymś – upośledzoną słonicą o aparycji szamba! Zresztą spora część tego społeczeństwa, gdzie każdy Chrystusem, albo Najświętszą Panienką, nienawidzi wszystkiego i wszystkich, co nie wpisują się w ten chory nurt ślepej wiary w przestępczą organizację Kościoła Katolickiego, bo przecież nie w BOGA!



     Dlaczego o nich tak piszę? Bo kurwa ile ja mam mieć policzków, które będem im nadstawiał. Ile można do kurwy nędzy słuchać, jakim się jest pasożytem, bezbożnikiem, karykaturą, dzikusem? No niech mi ktoś powie ile? Zresztą ‘katolicy’ od wieków słyną z barbarzyńskiego podejścia do innowierców, do wszystkiego innego na tej planecie i nie tylko. Ogólnie religie wpisują się w ten nurt, co pięknie obrazują nam Islamscy Ekstremiści, których fala zalewa Stary Kontynent! Postawy humanitarne nie potrafią z czymś takim walczyć, bo u nas włączają się odruchy ludzkie, jak współczucie, empatia. U fanatyków tych odruchów nie ma. Dlatego potrafią odciąć Ci głowę na ulicy Londynu, w biały dzień! Albo wyjebać w kosmos bombami metę maratonu w Bostonie!

     W tej wierze pierwsze skrzypce grają wataszkowie klerykalni, biskupi, kaznodzieje, arcyksięża, überproboszczowie… nie Bóg, święci, przykazania… nie wierni, nie skromność, nie pomoc bliźniemu, w końcu - NIE MIŁOŚĆ!



     Rzygać mi się chce, jak widzę tych utytych prezydentów konglomeracji wiary, którzy w złotych szatach mówią o ty, kogo teraz nienawidzić, albo o kolejnych pieniądzach, jakie im się NALEŻĄ. Im, nie kościołowi, nie wiernym, im! Kurwa jego mać, nigdy nie podejrzewałem, że zostanę aktywistom antykościelnym, ale tak się dzieje. Wbrew mojemu wychowaniu, wbrew absolutnie prawicowym przekonaniom, które nijak się mają do lewackiej ideologii Pis-uarów!

     Zresztą, boję się żyć w państwie, gdzie w wyborach nie mogę wskazać tego, co mnie przekonuje, a jedynie mniejsze zło, albo jedyną alternatywę dla nieświeckich rebeliantów! Gdzie partia rządząca trzyma się u władzy tylko dlatego, że ludzie boją się powrotu Kaczora, wiecznego kawalera, który o rodzinie wie wszystko, choć rucha się od wielu lat z kotem!

     Boję się ojczyzny, gdzie górę nad zdrowym rozsądkiem bierze chęć zemsty… za przegrane wybory, za to, że zupa była za słona, za lepszy samochód, za młodszą żonę, za wyimaginowany zamach w Smoleńsku, a nie troska o obywateli, ich przyszłość i dobrobyt! Polska nigdy nie będzie dobrym miejscem do życia, bo Polacy od zawsze sami siebie skazują na porażkę przez złe wybory! Przez umiłowanie w martyrologii i motywację nakręcaną vendettą i chęcią popsucia drugim życia, nie polepszeniem go. Zło zawsze wraca, zawsze! Umiemy się zjednoczyć tylko, gdy należy walczyć z kimś, gdy trzeba komuś wpierdolić, nieważne, czy to sąsiad z drugiego podwórka, czy zza wschodniej granicy, byle był wróg!

     Boję się żyć w kraj, gdzie miarą sukcesu jest bylejakość, kicz i kumoterstwo. Jeżeli udało Ci się kogoś oszukać, coś zachachmęcić, przekombinować, jesteś gość. Przecież wiadomo, że u nas: ’jeszcze nikt uczciwą pracą do niczego nie doszedł’!




     Wzorem do naśladowania jest jakaś Aniela Mucha, czy inna Magdalena Socha… która została kobietą dekady magazynu… no właśnie, jakiegoś periodyku Szafirskiego… Glambur? Gombur? Gilmabur? Ja nie wiem, o co z tą laską chodzi, ale za chwilę podczas ejakulacji wyskoczy z chuja mojego narzeczonego! Ile można, czy kraj, który ma 40 milionów mieszkańców w samych granicach terytorialnych i drugie tyle na świecie, nie ma więcej niż trzech aktorów i siedmiu celebrytów…?

     Oczywiście na Kundlu wychwalają ciężarną obecnie szansonistkę, że taka cudowna, że piękna, że zdolna, że brwi wydepilowała, że w ciążę zaszła niepokalanie – bo kurwa jak inaczej w katolickim kraju, jak nie wiatropylnie…? Ja pierdolę, pokażcie mi jedną jej rolę, która była naprawdę ciekawa, coś wniosła, mogła kogoś zainspirować? Poniżej ambitna i godna największych hollywoodzkich gwiazd porno fimo i serialografia Pani Sochy:

Filmy fabularne
•              1999: Moja Angelika − jako dziewczyna szukająca pracy w Niemczech
•              2000: To my − jako Karolina Grzędzielska
•              2001: Wtorek − jako dziewczyna na castingu
•              2002: Sfora: Bez litości − jako kobieta "Chamulca"
•              2004: Długi weekend z cyklu Święta polskie − jako prostytutka
•              2005: Po sezonie − jako Dasia
•              2005: Lawstorant − jako Jola
•              2006: Miłość w przejściu podziemnym z cyklu Święta polskie − jako reporterka Kaśka
•              2006: S@motność w sieci
•              2010: Śniadanie do łóżka − jako Marta Biała
•              2010: Weekend − jako Maja
•              2011: Och, Karol 2 − jako Maria
•              2012: Być jak Kazimierz Deyna − jako nauczycielka

Seriale telewizyjne [edytuj]
•              1998-1999, 2002-2003: Złotopolscy − jako Kate, córka Wonsa
•              2001: Zostać miss − jako Majka Bączek, uczestniczka konkursu oraz jej siostra bliźniaczka: Kajka
•              2002: Sfora − jako kobieta "Chamulca" (odc. 4)
•              2002; 2003: Kasia i Tomek − jako Diana, narzeczona ojca Tomka (głos; seria 1, 2 i 3); Ula, Patrycja,
                Marta, dziewczyny Jacka (głos; seria 2)
•              2003: Zaginiona − jako Jola Biedroń (odc. 3)
•              2003: Szycie na gorąco − jako Jola Poleś (odc. 3)
•              2003: Rodzinka − jako Mariola, pomocnica Leszczyńskiego w jego gabinecie dentystycznym
•              2003: Plebania − jako klientka kwiaciarni (odc. 303)
•              2003: Miodowe lata − jako Sabrina Kowalska (odc. 116)
•              2003; 2005: Lokatorzy − jako Rita (odc. 164); "Żabcia" (odc. 209)
•              2003: Czego się boją faceci, czyli seks w mniejszym mieście − jako Zuza (odc. 5 i 6)
•              2003: Bao-Bab, czyli zielono mi − jako Izabela "Bjuti" Lisocka
•              2004: Stacyjka − jako Marzenka Cicha, ekspedientka w markecie
•              2004: Pensjonat pod Różą − jako Kasia, narzeczona Jerzego (odc. 21)
•              2004: Panienki − jako Matylda
•              2004: Dziupla Cezara − jako Magda Świętokrzyska, narzeczona Cezarego
•              2005: Zakręcone − jako Matylda
•              2005: Tak miało być − jako Anita Patyk, przyjaciółka Misi
•              2005: Pogromczynie mitów − jako Ula
•              2005: Klinika samotnych serc − jako Marta, dziewczyna Janka
•              2005: Dziki 2: Pojedynek − jako Marysia Walczakowa (odc. 2 i 5)
•              2006: U fryzjera − jako Dagmara "Fantazja" (odc. 4)
•              2006: S@motność w sieci
•              2006: Magiczne drzewo − jako fryzjerka (odc. 6)
•              2006: Magda M. − jako Olimpia Królik-Wilecka, druga żona Huberta (odc. 37)
•              2006: Kryminalni − jako Magda Pałkiewicz (odc. 55 i 56)
•              2006-2007: Pierwsza miłość − jako Marta Stańczyk, ukochana Bartka, kuzynka Emilki
•              2007-2009: Tylko miłość − jako Dorota Sztern, siostra Sylwii
•              2007: Regina − jako Sara
•              2007: Halo Hans! − jako kelnerka Marianna Skowrońska, łączniczka "Jasna"
•              2007: Determinator − jako Paula Gutowska, kochanka Zaremby
•              od 2007: Na Wspólnej − jako Zuza Leszczyńska
•              2008-2009: BrzydUla − jako Violetta Kubasińska
•              2010-2011: Prosto w serce − jako Konstancja Grylak-Wójcik
•              2010: Ojciec Mateusz − jako Sandra Juszczak, kochanka Brylskiego (odc. 32)
•              od 2012: Przyjaciółki − jako Inga Gruszewska

     Zaiste, dokonania co najmniej Oscarowe! Ale dlaczego to piszę? Bo jak większość rzeczy w moim życiu, ma to określony cel. Tym razem porównanie tego do wymiotów pdelkowych o Anji Rubik. Osobiście, nie ziębi mnie, nie parzy, nie zawsze podoba mi się jej praca, szczególnie wiejskie kampanie Apart, ale cenię ją za ogromny sukces jaki osiągnęła, za otwartą komunikację pod adresem wszystkich wieśniaków, jaki ten kraj zamieszkują i nie mam tu na myśli obywateli małych miasteczek, tudzież wsi, ale osoby z IQ mniejszym o rozmiaru buta w numeracji anglosaskiej.

     Anja, choć jest 3 lata młodsza od Pani Sochy, uczestniczyła w kampaniach reklamowych marek: Valentino, Diesel, Versace, Elie Saab, Dior, Emporio Armani, H&M, Chloé, Dolce & Gabbana, Keita Maruyama, La Perla, Guy Laroche, Emanuel Ungaro, Ralph Lauren, St. John, Morgan, Tod's, Jimmy Choo, Berney's, Antonio Fusco, Chanel, Gucci, Apart, itp., itd…

     Otwierała pokazy, m.in. Stelli McCartney i Proenzy Schouler. Pojawiła się na wybiegach następujących projektantów i domów mody: Yves Saint-Laurent, Paco Rabanne, Carolina Herrera, Dolce & Gabbana, Donna Karan, Karl Lagerfeld, Luca Luca, Marc Jacobs, Vera Wang, Moschino, Bluemarine, Balenciaga, Gucci, Givenchy, Roberto Cavalli, Kenzo, Alexander McQueen, Atsuro Tayama, Christian Lacroix, Chanel, Oscar de la Renta, Anna Molinari, Brian Reyes, Matthew Williamson, Michael Kors, Ralph Lauren, Tuleh, Victoria's Secret.

     Znalazła się na okładkach magazynów: „Vogue”, „Numéro”, „Pani”, „Twój Styl”, „Elle”, „W Magazine”, „Repubblica delle Donne”, „Uroda”, „Harper's Bazaar”, „French”, „Flair”, „Glamour”, żeby wymienić te najważnjesze… niestety w przeciwieństwie do Magdaleny Sochy nie, znajdziemy jej na okładce Pani Domu, Tiny, Życia na Gorąco, Oliwi, Poradnika Domowego, czy Świata Seriali…

Komentarze pod 'artykułem' o odważnej sesji Anji na 'Kundlu':



Komentarze pod psalmami o cudowności Magdy Sochy i jej nagrodzie... kobiecie 'dekady' - też na 'Kundlu':



     W ilu językach Wikipedia pisze poemy o Anji…? Zdjęcie poniżej a Wam oraz odpowiedź. W ilu o Magdalenie Sosze, czy Socha…? Poza rodzimym, jest wzmianka też po angliejsku… trzy zdania, że grała w serialu Bao-Bab… o chuj!






     Jak kiedyś pisałem, w Polsce toleruje się jedynie to, co przeciętne. Sukces, owszem, w telewizji śniadaniowej. Szczytem jest występ w serialach tak podłych, że nawet sami ich twórcy nie mają siły na oglądanie tego potoku fekaliów. Nie zapominając o polskiej kinematografii… dziełach tak wybitnych, jak ‘kac wawa’, ‘wyjazd integracyjny’ czy sławetna ‘bitwa warszawska 1921 roku’ z błyszczącą niczym nieoszlifowana perła Baronessą Wielką Księżną de Urbańską! To jest super! To się podoba. Jeżeli ktoś ma jaja i osiąga prawdziwy sukces, to jest cwelem, burakiem, pedałem i żydo-komuną!






     Chcesz o czegoś dojść, nie musisz wcale oszukiwać i kraść w Polsce. Wystarczy chyba tylko wyjechać i mieć to w dupie, Mieszkając kurwa w Reykjaviku, szybciej dotrę do Poznania, niż wlokąc się śmiecącym taborem z Krakowa! Zalewie 9 godzin! Juppiiii, dobrze, że nie 24! Tyle, jakoś mi się poprawiło kurwa jego mać, nie ma to jak sobie jebnąć elaborat o własnym ograniczeniu umysłowym, amen!