Where the fuck is the sun? Ktoś mi może to wytłumaczyć? Ja poproszę upały…
anyhow… byli my na święcie piwa, czy jakimś festiwalu w Żywcu niedawno… Festiwal
Birofilia 2013? Musze przyznać, że poza tym, że ich pojebało z tymi cenami za
próbowanie – 16 PLN za sikacz z Indii… ok., był dobry, maił posmak lichi i
takie tam fiołki, ale 16 muszelek? Było godnie! Wyruszyliśmy trzej
muszkieterowie – EmKa, Msz i ja, dama w kapeluszu skoro świt… ok., o 10:50
autokarem do Żywca!
Uwielbiam takie wypady, szczególnie w tak
doborowym towarzystwie. Powiem tylko, że się pięknie opiliśmy, zdążyliśmy
jeszcze wrócić do Krakowa, przez kurwa Bielsko Białą! Czeski tabor kolejowy
wysadził nas w centrum miasta, oczywiście rozładowane telefony i chujowa
znajomość topografii tej uroczej siedziby władz powiatu bielskiego sprawiły, że
w oczekiwaniu na transport Pi-Kej-Es do Galicji, zjedliśmy posiłek –
umieraliśmy z głodu – w… jak to kurwa nazwać… restauracja…? jadalnia…?
Ja już niestety trawiłem ścianki żołądka i
resztki piwa, więc nawet odchody kuropatwy bym pochłonął… o dziwo, wszystko było
ok., nie umarłem! Za 3 piwa, pierogi, schabowego na bogato z sałatami,
kawiorem, truskawkami i ziemniorami w formie frytek, zapłaciłem jakieś kurwa 15
(czytaj: PIĘTNAŚCIE) muszelek! No za darmo! Jak będziecie w Bielsku, koniecznie
wpadajcie! Niech was nie odstraszy element siedzący przed tym przybytkiem
gastronomicznym, widok za ladą, czy mistrz ceremonii w ‘kuchni’. Skoro EmKa,
znany francuski piesek i chłopiec o delikatnym podniebieniu arcyksięcia
przeżył, to nawet Jonaka Kwaśniewska dałaby radę - www.jubileuszowy.pl
I nawet TV Katowice wyczuło, ze my
celebryty i przeprowadzili z nami wywiad na temat najebywania się browarem
podawanym w elegancki sposób, bułkę przez bibułkę itp. !!! Umarłem, ale chyba daliśmy
radę, jeszcze się trzymaliśmy na nogach.
Ojajebię, nie uwierzycie! Na spotkaniu
podsumowującym moją półroczną pracę, lasencja z kilometrowym odrostem, która na
co dzień chodzi po biurze zawinięta w beżowy koc, poinformowała mnie, że
wszystko super, geniusz, miszcz… tylko mój strój nie jest profesjonalny… to co
qwa jest? Mam się owinąć dla kurażu ceratą? Moja weekendowa stylizacja jednak
miała wymiar metaforyczny… be careful if you're successful… teraz już wiem, co
czuje Bijonse!!!
Jeszcze gdyby mi to powiedziała Kamilla Z.
– podkarpacka ikona stylu – to bym zrozumiał, ale laska, która owija się w
pled, czy inny wątpliwej jakości śpiwór? No wolne żarty. Poza tym, ja jestem na
wskroś profesjonalny, nie nosze szortów ani japonek, nawet kurwa dżinsów nie
noszę! I nie mam tu na myśli pobytu na zakładzie w bieliźnie osobistej, tylko
spodzień materiałowy, piaskowy, granatowy, oliwkowy, wiśniowy… itp. itd. O tego
koszula, albo jakiś kurwa dziergany przez niewidome zakonnice z Birmy ti-szert
bez emocji, czy innych nadruków z chujem, albo Madonną!
Szkoda, że kurwa nie przeszkadza im moja
praca na laptopie z 2007 roku i z komórką, pamiętającą lata dziewięćdziesiąte.
To jest ok., jak klienci w żywe oczy się ze mnie śmieją, albo chcą organizować
składkę na nowe wyposażenie… Przecież ja już nawet tego szmelcu nie zabieram ze
sobą, tylko używam własnego ajPada i ajFołna!
Trzymajcie kciuki, bo jak wszystko dobrze
pójdzie, to po 20 lipca jebnę tym wszystkim, mam już szczerze dość. Mało, że
musze pracować z osobami, które w normalnych warunkach spędzałyby życie w
zakładach zamkniętych, odizolowane od tak wybitnych jednostek jak ja… mało, że
od mojej premii odejmują mi podstawę wynagrodzenia, która ponoć jest kosztem (???!!!),
co jak dla mnie jest zwyczajem żywcem wyciągniętym z feudalnego średniowiecza! To
jeszcze teraz obcinają nam o połowę tą pierdoloną prowizję, a murzyn zabiera mi
firmy, bo najebał się w kasynie z kolesiem, który ponoć jest dyrektorem jednej
z większych firm konsultingowych… wszystko pod płaszczykiem pseudo-samopomocy
kurwa Polska-Nigeria… a nawet nie zna jego imienia… nie wierzę, serio, opada
wszystko!
I co mam zrobić? Niestety ziemia
małopolska jest tak bogata w ciekawe oferty pracy, jak Korea Północna w ropę naftową! Poznań, kochany Poznań. Wiem,
jestem nieobiektywny, bo jako lokalny patriota traktuję moje rodzinne miasto
przez różowe okulary. Nie da się jednak ukryć, że stolica Wielkiej Polski ma
najniższe bezrobocie w całym kraju nadwiślańskim i piątą średnią płacę… helloł!
Nie ma miejsc idealnych, ale Kraków wylewa mi się już wszystkimi członkami
ciała. Kumoterstwo, ciułactwo, ściemnianie… o tak, to się tu liczy.
Sentyment pewnie wzmaga się we mnie z siłą
Wodogrzmotów Mickiewicza, bo właśnie z Poznania wróciłem. Miłym zaskoczeniem
była obniżka cen haraczu za połączenie Poznań à
Warszawa à wieś (czytaj: Kraków)! O jakieś dwadzieścia
polskich muszelek na INTERCITY!!! Ja kurwa pierdolę, w kulturalnych warunkach
przyrody i częściowo w towarzystwie grupy niemieckich nastolatek EMO,
dojechałem w spokoju i klimatyzacji! Pomijam fakt napalonego studenta
(przystojnego nawet), który namolnie usiłował uskutecznić jakieś zbliżenie w
dyliżansie do Galicji! Uroki wagonów bezprzedziałowych i bliskiego ze sobą
siedzenia…
Ja wiem, że ja wygalam zajebiście, jestem
kurwa przystojny, a dzięki szaleńczym zabawom w ogrodzie z Panem Rexinskim,
Hanką lat 3 i Jurkiem lat 5, wyglądam bardziej jak mocno opalony wnuk Oscara De La Renta, niż Tomek z Poznania, ale
są chyba jakieś granice… cześć podróży koleś prawie na mnie leżał…! ‘Niechcący’
mnie dotykał, to w bok, to w nogę, to kurwa w głowę! Ciągle się gładził po
jajach, albo wkładał sobie rękę pod koszulkę i drapał się po cyckach, jęczał,
sapał… takie akcje to ja lubię ze strony narzeczonego, a nie obcych adoratorów…
cena sukcesu, a wiem ilu chłopców oddałoby kolekcję longplayów Kajli Minog i
Marysi Karej za taką trzygodzinną akcję…
Wracając do cudownego miasta, jakim bez
wątpienia jest kolebka mojej skromnej osoby – Poznań. Udało mi się zaliczyć
puszczanie lampionów… tak to się nazywa prawda? Podczas nocy świętojańskiej.
Wybyłem z leśnych ostoi i udałem się do Kontener Art… kocham to, że w moim
mieście jest tylu ładnych ludzi. Jestem pusty, próżny i przesiąknięty estetyką
antyczną… osoby wizualnie bijące mnie po oczach sprawiają, że mam ochotę wyrwać
sobie płaty skóry z piesi i zakleić nimi oczy!
I nie mówię tu o tym, że
wszyscy mają być jak bogowie greccy (chciałbym), chodzi o pewnego rodzaju
zadbanie o sobie. Gusta są bardzo różne, tak jak jednostki społeczne w naszym
otoczeniu. To co dla mnie jest żaore, u kogoś innego wywołuje fizyczny ból
jelit. Ja skupiam się bardziej na całości. Na tym, że ludzie się myją, że laska
nie ma buszu pod pachami, że nie wystają jej wargi sromowe spod paska, który
udaje spódniczkę. Miło, jak facet ma cos więcej do zaoferowania niż mięsień
piwny i pryszcze na ramionach…
Niestety w Galicji sporo jest
zaniedbania w tej dziedzinie i nie jest to jedynie wynikiem smogu i
zanieczyszczenia powietrza CZTERYSTAKROTNIE przekraczającego dopuszczalne
normy. Wyciągnięte swetry, przenoszona bielizna, szczególnie skarpetki, to
neverending hit sezonu. Istnieje coś w rodzaju kultu brudu, smrodu i ubóstwa. Same
kurwa włóczykije i inne Renaty Begier… Chyba w żadnym innym mieście nie ma tylu
lumpeksów, co w Krakowie! Ale nie jakichś tam wyfiokowanych SH rodem z Dębicy,
gdzie znajdziesz luksusowe ubrania prosto od Donatelli Versejs, Yudashkina, czy
innego Wolińskiego… smutek-żal…
Kraków jest idealnym miejscem
na weekend, niestety nie do mieszkania i ta opinia po prawie 7 latach
spędzonych tutaj, coraz bardziej mnie przekonuje.
Ale! Znalazłam przepis na
ulubioną marynatę mojego taty! Po wielu latach prób i błędów, eksperymentów
smakowych i alchemicznych… JEST! Oficjalnie zostało to potwierdzone! Karkówka,
która przez całą noc uskuteczniała kąpiel w rdzawej brei, wyszła fenomenalnie,
oczywiście na grillu! Nie podam wam dokładnych proporcji na ‘Marynatę mojego
Taty’, bo jako jednostka wybitnie uzdolniona, robię wszystko na oko, ale
generalnie potrzebna będzie:
oliwa czy tam olej, byle nie smalec,
miód,
ocet balsamiczny,
przecier pomidorowy,
papryczka chili (ja daję dwie, albo trzy),
sos sojowy (dla koloru),
sos Worcestershire (uwielbiam go!),
czosnek,
cebula,
zioła (ja dałem tymianek i szałwię – doskonale sprawdza się przy mięsach,
w połączeniu z pomidorami działa cuda!),
słodka papryka w proszku,
pieprz,
sól,
dużo miłości, szczęścia i zaangażowania… amen!
Osobiście takie mięso podaję z
szaszłykami warzywnymi, które są proste, jak budowa centralnej jednostki
nerwowej Poseł Krystyny Nieruchannej-Pawłowicz,
Kroimy to co mamy pod ręką w
nie za duże kawałki – ja zamordowałem cebulę, cukinię, paprykę i pomidorki
koktajlowe, które dogorywały w chłodziarko-zamrażarce, choć ich akurat nożem
nie potraktowałem, jedynie nadziałem na miniaturowy palik… tak przygotowane
warzywa wrzuciłem do misy z oliwą, pieprzem, solą, tymiankiem, czosnkiem i
odrobiną octu winnego, co by się nieco zabarwiły smakowo i… na pal… Patyczki na
szaszłyki warto ówcześnie zostawić na chwilę w wozie, żeby na grillu nie uległy
samospaleniu… ot, cała filozofia!
Wystarczy rozpalić grill, do
wysokiej szklanki wsypać lód, truskawki, czereśnie, cytrynę i miętę, zalać
winem i wodą gazowaną, założyć kapelusz i okulary przeciwsłoneczne. Posmarować
ciało olejkami, rozłożyć się w promieniach słońca i czekać aż służba wszystko
przygotuje, i poda! Bon Appetit! Prijatnovo appetita! Mahlzeit! Smaklig måltid!
I jeszcze tylko jena rzecz – grillowane zielone
szparagi! Nie ma nic lepszego, oliwa, pieprz, sól i odrobina cytryny, nic
więcej. Obojętnie, czy na węglach, czy na ceramicznym urządzeniu kosmicznym,
jakiego jestem szczęśliwym posiadaczem, koniecznie spróbujcie, na przykład
zawinięte w szynkę z Lidla, jak ona się nazywa, Szwarcwaldzka? Von Biedermeier?
Anyhow, jakkolwiek, koniecznie!
Zakończyliśmy też z hukiem
pierwsze półrocze, dwa eventy w jeden tydzień, kolorowa jazda bez trzymanki w
stolicy Cebulandii! Mógłbym mieszkać w Warszawie, wiem, pisałem to już. Dobrze się
tam czuję, zresztą sporo moich znajomych wybrało to miasto jako swoje nowe
miejsce zamieszkania i enklawę tworzenia komórek społecznych - zarówno hetero,
jak i nieheteroseksualnych. Niech to bezie potencjalnie dalszy cel mojej
wędrówki, póki co skupienie na Poznaniu…
Teraz mogę odpocząć i oddać się medytacjom na zielonych wzgórzach...




























.jpg)


