czwartek, 22 grudnia 2011

Paczkomaty jakie są...? Do Dupy i inne ciekawostki korpo


     Jakimś cudem nagle wszyscy chcą ze mną rozmawiać, dowiadywać się więcej nie tylko o mojej pracy, ale i o mnie… Pan z jednej z większych korpo-korpo w tym kraju, sapał mi do słuchawki, a na moją odpowiedź, że ‘bez bicia przyznaję się, że 200 uczestników nie będzie na konferencji X’, odpowiedział, że jak bym chciał, to może uderzyć, ale tak delikatnie…!!!??? Szczerze, to nie wiedziałem, co odpowiedzieć Panu Robertowi C. Niby wielki dyrektor – całkiem nienajgorszy z ryja i w fajnej szmacie – ale sorry, czy mi się wydaje, czy to było nie na miejscu??? Na dobrą sprawę, powinienem się już do takich akcji przyzwyczaić. Mam w sobie magnes, który przyciąga całe spektrum ponadprzeciętnych person, od żuli i menelstwa, przez niezrównoważone psychicznie psychopatki, karków, którzy o dziwo, widzą we mnie przyjaciela (???), zboczeńców, wariatów, filozofów dzielących się ze mną wizją świata… Jednak, gdyby nie Ci lidzie, moje życie byłoby o wiele uboższe. I nawet jeżeli czasem kończy się to nie do końca przyjemnie dla jednej, albo drugiej strony, to w życiu bym tego nie zamienił na ład i porządek panujący w tak wielu jałowych jestestwach przemierzających nasza cudowną planetę Ziemię!

     Inny Pan z dużej firmy outsourcingowej wysyła mi ‘zabawne’ maile z oczywistym podtekstem seksualnym i choć na początku było to nawet zabawne, oraz łechtało moją próżność, to jeżeli on się zdecyduje na projekt, to ja z tym erotomanem gawędziarzem będę musiał spędzić dwa dni podczas konferencji… Dodam, ze Pan Rafał ma aparycję walenia błękitnego i poczucie humoru Towarzysza Bieruta! Teksty w stylu ‘jestem do Pana całkowitej dyspozycji’ czy ‘jeżeli mogę dla Pana cokolwiek zrobić Panie Tomku, cokolwiek… :P’ – pisownia roginalna, tudzież nagminne mówienie do mnie ‘kochany’ podczas rozmów telefonicznych i głośne mlaskanie, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Ja bym się chyba zapadł pod ziemię, gdybym napierdalał do obcej osoby podteksty seksualne, jako jednostka, która ma 40 lat (tak mówi) i 96 miesięcy (tak ja sądzę), jakąś tam pozycję w firmie i kurka wodna wygląd Madzi Śmieszki-Spreżynki Gessler!

     I tutaj pojawia się pytanie… czy my się z Panem Rafałem znamy? Niestety należę do osób, których pamięć jest:

a) bardzo wybiórcza
b) szwankuje
c) nie zawsze przyswaja to co się odbywa w świecie równoległym – zarówno przez ignorancję, jak i przez używki
d) pomija takie rzeczy jak: imiona, nazwiska, nazwy oraz ciągi liczb większe niż trzy cyfry

Nie jest to najbardziej komfortowa sytuacja, ale jakoś musze sobie radzić, Bóg obdarzył mnie innymi talentami, niż zdolność do bezwarunkowego umieszczania w przestrzeni centralnego ośrodka nerwowego faktów wszelakich. Kategoria w jaką zostałem wrzucony przez mądre głowy, charakteryzująca się obdarzaniem uczuciami, lub tylko płynami ustrojowymi, jednostek płciowo tożsamych, ma wpisane w rejestr stosunkowo niewielką liczbę użytkowników. Zawsze znajdzie się ktoś, kto Cię z daną osobą połączy i w przeciwieństwie do kategorii nie-homoseksualnych, nie trzeba tego szukać sześć pokoleń wstecz, albo u samego Adama i Ewy. Nie ma co owijać w bawełnę, tudzież inny materiał tekstylny, albo Ty spałeś z tą osobą, jej znajomym, albo na odwrót, lub to i to. Nie jest to jakaś wielka niespodzianka dla kogoś, kto się zetknął z tym środowiskiem. Ewentualnie mam napisane na czole ‘ciota’ i mnie Pan Rafał rozpoznał… Tak, czy inaczej, sytuacja jest dość niekomfortowa.

     Innym ciekawym doświadczeniem, z jakim przyszło mi się zetknąć, to zaufanie ‘paczkomatom’ InPostu! Nigdy, przenigdy więcej, słowo daję. Jak mogłem nie wziąć kuriera, nie wiem, co mnie pojebało! No kurwa nie wiem! I Pani Wojciechowska Martyna, niech sobie te wszystkie paczkomaty w dupę wsadzi, a potem nimi sra! W jednej z księgarni internetowych zamówiłem książki (tak, w naszej rodzinie się czyta sklejone/zszyte ze sobą kartki papieru, zapełnione drukiem), celem wręczenia ich wybranym członkom klanu, w ramach prezentu. Zamówienie poszło w dwóch sortach, bo oczywiście przez niedogadanie, za późno dostałem info od mojej kuzynki. Nieważne. Pierwsza paczka nie mogła zostać dostarczona do wybranego przeze mnie paczkomatu, bo się spierdolił i mam drałować gdzieś na Rakowiecką – żeby było weselej, spadł śnieg kurwa, a raczej nadal pada u mnie we wsi. Druga paczka, to już jest w ogóle kurwa taka akcja, że myślałem, że jebnę. Dostaję sesemesa o treści: miau, miau, miau, miau, paczka czeka w paczkomacie w SOCHACZEWIE, przy wyjeździe na chuj wie co’! Myślę sobie, pojebało! Pisze maila do InPostu, bo się do tych debili nie dało dodzwonić i chuj (odpisali wczoraj, po 5 dniach i mojej rozmowie z niemiłym panem). Udało mi się w końcu do nich przebić w godzinach wieczornych, uroczy pracownik infolinii dał mi kurwa zajebisty wykład na temat, jak to ja, albo sklep, spierdoliliśmy sprawę. Tłumaczę mu, że się chyba głową na dupę zamienił i ma gówno, a nie pojęcie o tym co ja robię. Tłumaczę, że w profilu u nich mam tylko Krakowskie dane paczkomatowe, że to jest nowe konto i nic nie było zmieniane, tym bardziej na Sochaczew. Nie, pan się uparł, że InPost jest zajebisty i błędów nie robi, księgarnia ma się z nimi skontaktować, oni odeślą paczkę do nadawcy i nadawca wyśle ją jeszcze raz, tym razem do Krakowa. Ja jebię! Piszę zatem do tej księgarni, że zmuła, że książki nie będę miał na święta, że dziękuję dobranoc, że mają sprawę naprawić. I dostaję maila od księgarni, że zarówno oni, jak i InPost nie mogli popełnić błędu, bo oni to robią automatycznie. Jedyną możliwością jest to, że zmieniłem adres na nowy i czasem wysyła się coś na ten stary, bo nie było aktualizacji. Pisze więc do niej, że kurwa sorry, nic nie zmieniałem, bo jak jej tłumaczyłem, to jest nowe konto, że nie życzę sobie, żeby mi przypisywać winę za coś, czego nie zrobiłem i nie chcę dłuchać dalszych tłumaczeń ich niekompetencji. Odpowiedziała mi,  że może mi to wysłać kurierem, ale mam jej zapłacić 13 zeta! Takiego chuja! Ewentualnie zwrócą mi kasę, a ja mam iść do księgarni, kurwa zakupić pozycję książkową, żeby ją mieć na czas przed świętami!!!??? Że generalnie mnie nikt o nic nie obwinia… i wtedy mnie chuj strzelił, napisałem do niej, tak jak się do cepów pisze.

Witam,

Dziękuję za odpowiedź,
Jak pisałem wcześniej, państwo zwalili winę na mnie. Cytuję, bo widocznie mają Państwo problem ze zrozumieniem wysyłanych wiadomości,

„Skontaktowaliśmy się z inpostem, sprawa rzeczywiście wygląda nietypowo. Nasz system automatycznie generuje etykiety adresowe z paczkomatem wybranym przez klienta, nasz pracownik nie zmienia adresu dostawy, podobnie inpost - nie ma możliwości zmiany adresu dostawy. (ten fragment, który dalej następuje, był pogrubiony, a słowo ‘jedynie’ dodatkowo na czerwono) Podobna sytuacja może mieć miejsce jedynie wtedy, gdy klient miał wcześniej ustawiony inny adres paczkomatu, po czym dokonał jego zmiany - wtedy może wygenerować się jeszcze stary adres.”

Z zaznaczeniem, że sytuacja ma miejsce JEDYNIE, gdy ja zmieniałem adres. Otóż nie zmieniałem nic, bo jak napisałem w mailu, konto w tych ‘cudownych’ paczkomatach zakładałem w momencie mojego pierwszego zamówienia u Państwa, czyli w zeszłym tygodniu i od razu podałem Kraków jako wybrane miejsce dostawy. Widocznie mamy trochę inne rozumienie sformułowania ‘podobna sytuacja może mieć miejsce jedynie wtedy, gdy’. 

Zresztą w tym momencie jest to i tak już nieważne. Rada z księgarnią... Bomba! Atomowa! Po pierwsze, nie mam możliwości biegać teraz po księgarniach i szukać książki, którą zamówiłem przez Internet w terminie gwarantującym dostawę przed świętami. Po drugie, nie chce mi się przebijać przez tabuny plebsu, które szturmują tego typu placówki w tym okresie roku. Takie rady, to sobie Państwo mogą spisać i wydać jako poradnik ‘Czego nie pisać klientom, żeby nie dostali ataku globusa’!

Dziękuję za propozycję kuriera, ale jak sami Państwo zauważyli, są wątpliwe szanse, żebym to dostał na czas. Takie życie, wypadki chodzą po ludziach, mnie wyprowadza z równowagi zwalanie winy na mnie, zamiast proste i szybkie załatwienie sprawy. Swoją drogą, Impost słynie z tego typu pomyłek, przypomniawszy sławetną akcję z ‘paczką dla mamy’ z okazji 26 maja 2010 roku, kiedy wszystkie paczki z kraju – była to darmowa akacja marketingowa na facebook – trafiły do Andrychowa… Tym razem Sochaczew, który dziwnym trafem jest ich bazą wypadową… z tego co czytałem na forach internetowych, nie jestem osamotionym przypadkiem.

A teraz ja się wkurzam, Państwu truję dupę, sam nie wiem po co, bo nie mam tego w zwyczaju, ale zarówno Państwo, jak i Impost z uporem maniaka wmawiacie mi, że ja coś zrobiłem źle. Nie, nie zrobiłem. Proszę dostarczyć tą książkę do paczkomatu w Krakowie, jak już wróci do Państwa z tego Sochaczewa.

Z góry dziękuję i pozdrawiam

Już mi nic nie odpisali, a szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać! Gdzie ja kurwa żyję? Wydawać by się mogło, że podmioty gospodarcze czerpiące zyski ze sprzedaży dóbr i usług, winny się starać być dla klienta pomocne, celem dalszej, owocnej współpracy. Ja w tej jebanej księgarni internetowej wydałem 150 zeta. Może nie są to kokosy, ale ponieważ kupuję książki regularnie, mogliby liczyć na dalszy zysk, a także polecenie ich krewnym i znajomym. Zresztą takie podejście jest w tym kraju nagminne, nie wspominając już o Krakowie. Wchodzisz do sklepu ,a tam jakaś kupa za ladą, z mina pingwina, rzyga na ciebie niezadowoleniem, bo przerywasz jej właśnie błogi proces nie-myślenia. Nie ma proszę, nie ma dziękuję, nie ma nawet kukuryku. Z drugiej strony, ludzie to dziwki i jak stoję w kolejce w moim ukochanym sklepie spożywczym, na dziale ryby/mięso/wędliny/nabiał/garmażerka, to mnie chuj strzela. Jakieś uszminkowane matrony, z misternie tkanym kokiem z lichych włosów na czerepie, nonszalanckie jak chłop pańszczyźniany we wczesnym średniowieczu, tonem urażonej samicy guźca syczą: ‘dej mi tego 3 (czytaj: czy – bo tak się w Krakowie wymawia ‘trz’, jako ‘cz’) deko baleronu’. Z kolei, klient nie ma płacone, za to, żeby obsługiwać. I koło się kurka rurka zamyka… Prawda jest taka, że ja sobie na takie traktowanie nie pozwolę i już, a że jestem jednostką wybitną, po rajstopce pocisnąć też umiem. Amen!

     I skoro już przy tym temacie jestem, to zdecydujmy się na kupno prezentów Bożonarodzeniowych od drobnych przedsiębiorców, ze sklepu z rękodziełem, od sąsiada, który robi wszystko, aby utrzymać swój sklepik, od przyjaciółki, która wytwarza niepowtarzalne rzeczy... Zróbmy tak, aby nasze pieniądze dotarły do ludzi, którzy ich potrzebują, nie do firm międzynarodowych i wielkich przedsiębiorców, którzy płacą zbyt mało swoim pracownikom i przemieszczają firmy w inny koniec świata. Dzięki temu więcej osób będzie mogło przeżyć szczęśliwe Boże Narodzenie. Ja ten apel rozsiewałem w mediach społecznościowych za pośrednictwem koleżanki i kurwa dupa jestem, że zapomniałem to tutaj napisać… Generalnie większość – poza oczywiście książkami z księgarni internetowej polskiej, z Białegostoku, rodzinnego miasta mojego narzeczonego – kupuję w lokalnych galeryjkach i punktach sprzedaży detalicznej. Szczególnie w jednym – Hurtownia Rzeczy Ładnych, ul. Krakowska 13 w Krakowie - http://www.rzeczyladne.com/ !!! Polecam, mnie tam uratowano życie, gdy w 2006 roku wpadłem godzinę przed odjazdem pociągu do Poznania, 23 grudnia, bez prezentów, praktycznie zapłakany… Szybko wybrałem co mi się podobało, Pani mi to zapakowała, zdążyłem się spakować, odebrać zapakowane gifty i zdążyć na ostatni pociąg! Od tego czasu kupuję tam regularnie i mam nawet zniżkę dla stałego klienta! W domu wszystkie szklanki i kieliszki, wazony, duperele, karafki, misy, bibeloty są od nich – a każdy kieliszek jest inny, podobnie jak szklanki – taki mam zwyczaj. Cudowna atmosfera, ciepłe, życzliwe, radosne kobiety, które sprawiają, że ja czuję się jak u znajomych w odwiedzinach, niż jak w sklepie. No i załatwiają za mnie czarną robotę, użerając się z papierami, kokardami i innymi ozdobami, celem ładnej identyfikacji wizualnej podarków. Wesela, święta, urodziny, parapetówki, bezokazje, autoprezentowanie – to jest moje pierwsze miejsce poszukiwań i tak pozostanie, tak mi dopomóż Bóg!

Takie tam ze spaceru - konik

Takie tam ze spaceru - łąka we wsi

Takie tam ze spaceru - garażowe

Takie tam ze spaceru - samowola okienna



a Ty jak sypiasz ze swoim kotem?

Nowa miłość z Korei Północnej mojej kuzynki - Roman... brzmi znajomu

skromny ja

Takie tam ze spaceru - most

piątek, 16 grudnia 2011

Kraków Krakowem, a karawana idzie dalej

    Jest, znalazł się! Prawdziwy zwyczajny-niezwyczajny, pospolity bohater z polskich kniejów i dąbrowy! Niech żyje obywatel Mariusz Waszkiewicz, prezes Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody! Za jedyne pięć setek złociszy, zdołał on zablokować inwestycję związaną z niewykończonym wieżowcem, zwanym pieszczotliwie ‘szkieletorem’, na obrzeżach centrum wsi, w której mieszkam, czyli Krakowa. Chciałem bardzo serdecznie podziękować Panu Mariuszowi, za tak heroiczną walkę z dwoma kondygnacjami budynku, który nareszcie wyglądałby znośnie. W dodatku pozbawiono by go azbestu, który wycieka z każdej szpary tego kulfona budowlanego! Ale nie, bo kurwa Panu dwa piętra przeszkadzały. Nie, nie chodzi o to, że tam gniazdują jakieś pliszki siwe, czy inne wymarłe gatunki. Jajek nie składają tam Guajbazaury (Guaibasaurus candelariensis) – dinozaury gadziomiednicze, żyjące w okresie późnego triasu, normalnie występujące  tylko na terenie Ameryki Południowej. Nie, Panu się kurwa dwa piętra nie podobały. A teraz mało, że inwestor może wycofać 100 BANIEK EURO, to jeszcze ta wiocha zabita dechami, zapłaci takie odszkodowanie, że na ratowanie czegokolwiek i tak nie będzie pieniędzy. Ani na przyrodę, ani na zabytki, ani kurwa nawet na dzieci niepełnosprawne, bo przecież nie odetną od koryta samorządowców. Najzabawniejsze jest, że dziura w budżecie rodzinnego miasteczka Smoka Wawelskiego za 2011 wyniesie 120 milionów złotych! Prezydent się tym nie przejmuje, zaplanował 2 miliony polskich złotych na nagrody świąteczne dla urzędników i dodatkowe tryliony, na przyszłoroczne dla nich podwyżki pensji i świadczeń… Czy ja tu kurwa czegoś nie rozumiem, czy jak? And by the way, Pan Mariusz marzy o tym, żeby zostać radnym… PYSZNIE! Nadgorliwość jest gorsza do faszyzmu, mawiał mój dziadek i maiła rację.. Wypierdek w denkach po butelkach na nosie, rujnuje inwestycję z powodu dwóch kondygnacji!? Zajebiście! Takie rzeczy mogą się dziać tylko w tej oazie absurdu i drobnomiasteczkowości. Zresztą jeżeli chodzi o terrorystów ekologicznych, którzy napierdalają z takimi pomysłami, to ja dziękuję dobranoc! Jakby nie było ciekawszych rzeczy do robienia, poza powstrzymywaniem miasta od poprawy wizerunku…??? Co ciekawe, smog w Krakówku związany jest w dużej, o ile nie największej mierze, z faktem obróbki termalnej śmieci w domowych piecach i kotłowniach. 400, czy 500 razy przekroczone normy, bo obywatele i obywatelki aglomeracji wiejskiej, zamiast śmieci segregować i wyrzucać, to palą je kurwa na legalu w czym się da! Plastik, odpady, chuj wie co, stare szmaty z poliestru! U mnie w kamienicy mieszka facet, który zwozi do piwnicy meble, rozpierdala je siekierą i pali nimi w kozie! Jakieś meblościanki z płyty wiórowej, kunsztownie ozdobione toksyczną okleiną, w kolorze olchy, tudzież buku! Smród na całej klatce schodowej, dym wdziera się do domostw, ale co tam, ważne są dwie kondygnacje wieżowca przy Rondzie Mogilskim, kutas! Toksyczną chmurą się Pan Mariusz Ekolog nie martwi, tym ja się musze zajmować. Burak do kwadratu. A swoją drogą, władze tego chlewu też mają tupet, wydając ‘wuzetki’ na inwestycje liczone w setkach milionów, które może podważyć jakiś Bobek za pięćset zeta! Wstyd kurwa, a Majchrowski, pożal się boże leser i obibok, trwa na stanowisku prezydenta mieściny TRZECI sezon, wspierany głosami zapyziałych wyborców. Krew mnie zalewa, słowo daję. Jeszcze tylko przytoczę ulubiony cytat Pana Mariusza, który ma wyryty na swojej face-dziwce: Spływaj tymi rzekami, wdrapuj się na te góry, spotykaj misia ... I szczaj na groby 'rozwojowców". Szczać, to sobie możesz chuju na grób własnej babki, o ile Cię za to stary do piwnicy nie wrzuci, peirdolony w dupę przez jeża sobowtór młodego Jaruzelskiego – bo tak wygląda! Ja nie rozumiem o co chodzi tym ludziom, że chcą na wszystko szczać, wszystko niszczyć, bezcześcić. 

    Tak samo z ‘zakazem pedałowania’! Boże co za żenada, większej dawno nie widziałem. Po pierwsze, tylko w niektórych krajach Afryki, Bliskiego Wschodu, Korei Południowej i w Polsce coś takiego mogło się zdarzyć. Znak, który sam w sobie jest wulgarnym zapisem graficznym zakazu odbywania stosunku płciowego przez dwa identyczne ludki, zostaje zatwierdzony przez niezależny sąd, jako znak towarowy polskich nazistów… WOW! Z tym znakiem stara się walczyć Pan Pli-Kot, który swego czasy był wydawcą ultraprawicowego ‘Ozonu’… Ciekawe! U boku mając najbardziej znienawidzoną przez wszystkich gejów działaczkę środowiskową, Panią Posłankę, Adiunktkę i osobowość sceniczną – Robertównę Biedroniową! Ten wyznając miłość do ex parlamentarzysty LPR i jednocześnie członka ‘naszości’, drze ten cały zakaz pedałowania i szopka się rozpoczyna. Na face-dziwce powstaje wydarzenie "Znieważmy" i wyśmiejmy "zakaz pedałowania"! www.facebook.com/events/222603931146085/ - lansowany z lubością przez portal, który ja cenię, bo jest mało prostacki, a bardziej merytoryczny w działaniu – ‘Miłośc nie Wyklucza’! Zresztą skomentowałem to na ich profilu, uznając, że to, iż jestem pedałem, nie znaczy, że będę cokolwiek znieważać, przez głupotę rodzimych organów sądowniczych. Ja jestem ponad to, by iść  i znieważać coś, co za sekundę przestanie istnieć. Nie wyobrażam sobie, żeby Sąd Apelacyjny nie uchylił tego bubla. Wyśmiewać owszem, ale ja nie będę się mieszać w jakieś święte wojny z nazistami, bo oni tylko na to czekają, a ja z reguły nie daję moim wrogom niespodzianek i podarków. Są inne drogi, ale nie, dostałem po głowie, że jak to nie, że trzeba iść znieważać, że kurwa to mój pierdolony obowiązek. Moim pierdolonym obowiązkiem jest bycie człowiekiem świadomym i światłym, skoro już sponsorem tego wątku jest literka ‘ś’! Nie, lepiej iść na Plac Zamkowy i palić beznadziejne znaki graficzne, deptać  i może jeszcze na znak protestu, wkładać sobie w ‘perskie oko’!? Nie, nie jestem Królem Jarosławem Smoleńskim! Maszerować to ja mogę w obronie więźnia wolności na Białorusi, ale nie kurwa ‘zakazu pedałowania’, bo jest to uwłaczające i nazistom o to chodziło, żeby nieheteroseksualni i ich przyjaciele skupili się na tych idiotyzmach, na swoistym bublu prawnym i pokazali, że tak naprawdę jesteśmy na tym samym poziomie co oni! Tyle, zamiast zniszczyć ich prawnie i wyśmiać w zdecydowanie bardziej wyrafinowany sposób niż pikieta. Jako grupa społeczna, mamy prosty dostęp do mediów i innych środków masowego przekazu. Z reguły jesteśmy wykształceni, wygadani, inteligentni, czy naprawdę musimy znieważać, żeby zwrócić na siebie uwagę…? Wątpię!

    A jak to się robi w Australii…? Poniżej akcja społeczna, mająca na celu umożliwienie parom o tej samej płci zawieranie małżeństw. Zresztą nie rozumiem o co ten cały hałas…? Heretycy tak narzekają na instytucję sformalizowanej rodziny, że dramat, że umiera miłość, ze życie staje się nudne, że ludzie się zmieniają… ale gejom nie pozwolą, na złość…?

<iframe width="1280" height="720" src="www.youtube.com/embed/_TBd-UCwVAY?hd=1" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

    Jak to pierwszy raz zobaczyłem, to nie wiedziałem za bardzo, z czym mam do czynienia. Picture it: ja, zimna suka, biuro, odpalam i normalnie w sekundzie szklane oczy, serce łopocze, jak parowa lokomotywa pędzącą w latach dwudziestych jako Express Berlin-Moskwa. Wiem, że zanudzam i wyczerpuję Waszą cierpliwość, bo pisałem to tu wiele razy, ale to jest tak okrutnie niesprawiedliwe. Mogę robić wszystko, przeżyć tak wiele, zdobywać szczyty i spadać na samo dno, ale i tak w oczach społeczeństwa zostanę tylko pedałem, bez możliwości prawnego związania się z ukochaną osobą. Musze tworzyć zawiłe akty prawne, żeby móc żyć jak para ludzi, której na sobie zależy i która się kocha. Tworzenie testamentów, pełnomocnictw, tylko po to, żeby w razie śmierci lub nieszczęśliwego wypadku nie było niepotrzebnych zawirowań. Jeszcze pół biedy w moim wypadku, bo moja rodzina o mnie wie i jakoś nie padła na zawał, nie zaraziła się żadną chorobą, nawet weneryczną, a osobniki męskie, będące przyjaciółmi krewnych i znajomych, pozostający orientacji heteroseksualnej, nie zostały na legalu zgwałceni podczas imprez okolicznościowych. Owszem, państwo wyciąga brudne łapy po moją kasę, co by dolać do koryta i finansować chociażby ‘misję telewizji publicznej’, albo patologiczne jednostki społeczne, które bony na jedzenie dla dzieci, spieniężają na tanie wino i denaturat. Natomiast jeżeli ja chciałbym się wspólnie rozliczyć, to spierdalaj…! Nie chcę się z Polski wyprowadzać, bo to mój dom, jestem patriotą, nawet lokalnym. Zapierdalam ponad czterdzieści godzin w miesiącu po to, żeby moje podatki poszły na finansowanie partii politycznych. Żeby karłowaty gnom o imieniu Jarek, zorganizował sobie kolejny marsz nienawiści, podczas którego rozpierdolą stolicę dużego kraju w samym centrum Europy! W imię czego? W imię chorych ambicji, urażonej dumy i totalnej impotencji intelektualnej Jarka i jego popleczników. Wstyd mi za nich, wstyd i żal, mam nadzieję, że to się skończy szybciej niż wszystkie inne pomysły tego Pana. Swoją drogą, Król Smoleński musi być mistrzem we wstrzymywaniu bąków, skoro tak wiele z nich wędruje po jego kręgosłupie do mikroskopijnego centralnego układu nerwowego i tworzy nieskończoną liczbę POSRANYCH POMYSŁÓW!

    Jednak jedno im wyszło genialnie – Marta Sierota Kaczyńska na jakimś kraciastym siedzisku, na tle butelkowo-zielonego pieca kaflowego, w jakimś cwyterku wyciągniętym, zachęca do udziału w tej błazenadzie, która nie ma nic wspólnego z rocznicą wprowadzenia stanu wojennego…! Buhahahahaha! Większej ściemy jak żyje nie widziałem. Szczerze, to ja myślałem, ze ona ma chociaż śladowe ilości szarych komórek po mamie! Ale nie, bo widocznie wdała się w wuja Jarosława. Szkoda, ze jej rodzice zginęli, ewidentnie potrzebna by  była jeszcze jedna sesja w jakiś weekend, żeby dokończyć to co zaczęli. Pomijam fakt lansowania się w kolorowych papierach toaletowych, jeszcze przed pogrzebem – brawo, w jednym czasie kilka okładek… Gala, Viva, ChujeWujeDzikieWęże! Lachon, który ma iluś-tam-set metrowe gniazdko w apartamentowcu! Zapierdala wypasionymi furami, nosi same lanserskie marki i ona występuje w takim anturażu? Ładnie ją pojebało. Mam nadzieję, że za takie numery, straci wszystko co ma i będzie musiała żyć w biedzie i niedostatku. Ciekawe jak by się wtedy czuła, będąc ledwo dającą sobie radę z życiem Matką Polką. Dla mnie jest tylko szmaciarą, wykorzystywaczką i leserską. Jej rodzice, szczególnie matka, przewracają się w grobie, jak to widzą.

    Zresztą co ja się gorączkuję tak, nie rozumiem sam siebie. Kto się na to nabiera, na te chore, autentycznie chore hasła? Że Europa to teraz obóz koncentracyjny Niemiec, nowa odsłona. Że w obecnym czasie Polska jest zagrożona przez żydokomunę i ruskich popleczników! Że jak pluł nienawiścią Pan Kamiński, stan wojenny to była Treblinka, która się teraz może powtórzyć! Ja pierdolę, czy Ci ludzie wiedzą co mówią? Czy jak powiedział Niesiołowski, należy ich leczyć? Moim zdaniem nie należy, ale trzeba i to pod przymusem. Treblinka to był obóz koncentracyjny, to było piekło nieporównywalne z niczym, tym bardziej ze stanem wojennym. Wiadomo, że był to ciężki czas, ale Treblinka? Tym ludziom zależy tylko na wywołaniu wojny domowej. Wtedy Jarosław Kaczyński dostanie tak wyczekiwanego orgazmu, czego mu z całego serca nie życzę i po kolanach do Betlejem się udam, aby nigdy już ten zawistny wipierdek nie doszedł do władzy, bo nam zrobi z dupy jesień średniowiecza!















środa, 14 grudnia 2011

Z dnia 26 listopada 2011

    Piękną wiosnę mamy tej jesieni… Jak dla mnie bomba, bo nie jestem osobą zimnokrwistą, tudzież zimnolubną. Jak na koniec listopada, jestem przeszczęśliwy z okoliczności przyrody! Oby ta meteorologiczna niestabilność trwała co najmniej do marca, a później niech nastąpi lato i oby tak dalej! Nawet w nocy, choć to mogło być spowodowane hurtową ilością przyswojonego paszczą alko, było znośnie. Wczoraj dałem popalić wątrobie zdecydowanie, na hacjendzie zjawiła się arystokracja i tak jakoś od bani, do bani, od wina, do piwa zrobiła się całkiem udana beforowa impreza. Potem ‘Literki’ i nie wiem jak wróciłem do domu. Choć w sumie wiem i się wkurwiałem niemiłosiernie, ze nie można o 4.30 zamówić pizzy, wydzwaniałem i kurwa mać, nagrałem się gdzieś na automatyczną sekretarkę!!!!!!! Kurwa, debil! Ale swoją drogą, mieszkam we wsi, która liczy sobie siedem i pół setek tysięcy jednostek ludzkich, plus turyści i inne bambry, ale w nocy kurwa jedzenia do domu nie uraczysz. Jest taka możliwość w Poznaniu, w Warszawie, nawet kurwa w Szczecinie i Inowrocławiu, ale kurwa w Krakowie nie. Bo po co, a zapiekanki na dzielni zamykają o 3 nad ranem… Jedynym wyjściem jest zapierdalanie na rynek po kebab z psa chyba robiony, albo padliny jakiej, bo cuchnie tym gównem na odległość 36 lat świetlnych. Dlatego właśnie pozaziemskie cywilizacje nas nie odwiedzają, nie dadzą rady takiego smrodu znieść. Zresztą, czego się spodziewać po mieście, gdzie cały czas tabuny lokalnych palą w piecach meblami i plastikiem… helloł??? A potem się dziwią, że smog jest… Kurwa tej, to nie same fabryki i samochody, ale też to głupie podejście do ‘domowego ogniska’! Jak się najebie do kaflowego ogrzewacza mieszkaniowego syfu, który się poddaje obróbce termicznej, to w efekcie uzyskuje się toksyczny dym. Jeżeli takich osób jest pół miasta, to kurwa nie trudno się domyślić, że może to spowodować zanieczyszczenie powietrza.

    Katarzyna Pasztet Skrzynecka z kolei, nie pali w piecu, ale wypuściła z siebie potomkę, wielkie gratki dla Pani Kasi. Nie rozumiem tylko, jak można być tak bardzo pozbawionym zwojów nerwowych w centralnej jednostce, która u homo sapiens służy do myślenia. U niej potrzebna jest chyba tylko do tego, żeby opleciona skórą czaszka, otaczająca mikroskopijny mózg, mogła obrosnąć kudłami, które Kasieńka upina w przeróżne, fantazji pozbawione kuce i warkocze. Alikia Ilia? Ja jebię, nazwała swoją córkę po grecku, bo miło wspomina wakacje tam…! Szkoda, że nie nazwała ją Ateny, albo Thessaloniki, tudzież Feta! Boże, co za debil! Pozostaje być wdzięcznym bogu, ze nie lansowała się na plażach Egiptu, bo mielibyśmy małą Kleopatrę Nefretete Sfinks! I jeszcze wysłała kurwa sesemesa do Super Expressu, buhahaha, że małej się śpieszyło, więc wpadła z wizytą wcześniej niż w styczniu. Jaka żałosna żałość. Jak bardzo trzeba mieć nasrane do łba, żeby zapomnieć o poszanowaniu własnego dziecka i siebie też. Jak to Pudel ujął, nazwała dziecko na cześć splajtującego kraju…  Mi się wydaje, że jest to hołd złożony w ofierze dla kota Króla Jarosława Smoleńskiego, Pana Alika.

    Nie raz już tu zresztą psioczyłem i żale gorzkie wylewałem, nad osobami z polskiego szoł-biznesu. Patrząc na relacje z potańcówek i spotkań promocyjnych w różnych remizach stolicy, nabieram przekonania, że czegoś tym ludziom brakuje, najpewniej lusterka w domu. Boże, ty widzisz i nie płaczesz? Chciałbym pominąć Klopsa Niezgodę, ale z racji rozmiarów się nie da. Nie jestem fanem grubasów, uważam, że większość otyłych ludzi jest sama sobie winna, ja ciężko pracuję nad tym, żebym wyglądał apetycznie, ale nie puszyście. Otyłość spowodowana chorobą, czy lekami, to jest niewielki procent. Jasne, jedni mają lepszy metabolizm, inni gorsi, ale Kasia Niezgoda nie wyrzuca raczej jedzenia do śmietnika. W czerwonej, o pięćset rozmiarów zamarłej sukience, z bebzolem na wierzchu, brylowała na pokazie LaMana, czy Mania… (?). U jej boku świeciła napompowana i ponaciągana do granic możliwości Ala Resich-Modlińska. Wygląda na to, że jeszcze jeden lifting i mała Ala będzie mogła mrugać ustami! Modlińska wygląda młodziej, niż stara-dwudziestoletnia Vera Rosami! Jezus Maryja, czy ktoś jej nasrał na ramiona kilka dekad? To jest tragos! Niech ona napisze reklamację do matki natury, albo zapyta rodziców, czy mają trochę czasu w niedalekiej przyszłości, który mogliby poświęcić na dokończenie jej. Popkówna przebrana za nastoletnią córkę, w skórzanym, niedopasowanym worku, zadaje szyku na salonach Warszawy. Kolega Ali R-M z kliniki chirurgii plastycznej - Krzysiek Osiemnaście Lat Ibisz. Blondyna ze srebrnego ekranu państwowego nadawcy, niejaka Aga Sz. w firance z hotelu pracowniczego w Żyrardowie, przepasanej gustowną czarną szarfą, zaiwanioną najpewniej z cmentarza. Siostra Dżoanny Krupy, której jakoś imienia nie potrafię wyszperać w zakamarkach pamięci. Kim ona jest? Czy ona cos potrafi, poza wylotem z TzG w pierwszym odcinku? W naszym kraju hołduje się miernocie. Nasze słowiańskie upośledzenie folguje temu, co pasuje do wódki, a więc dziwne przyśpiewki w stylu Iwana & Delfina, rubaszne baby, arogancja, krzykliwość (w złym tego słowa znaczeniu) i lansowanie się na tragicznych historiach, jak Vera Pazerna Marczuk, która do ciekawej nawet kiecki, założyła obuwie kurwa ortopedyczne na koturnie! Kataryna (dość popularne wśród celebrytek imię) Figura uszminkowana, ufryzowana, z piórami wielkości Konina i w butach zapierdolonych chyba słynnemu kotu, który je w bajkach nosił. I tym modrakiem po gałach.. Ale i tak berło wieśniaczki tygodnia, przypadło powieściopisarce i tancerce, Grocholi… Grocholi… Jak ona ma kurwa na imię? Ten pomarańcz, którym przyozdobiła czarny outfit, zabił we mnie wszystkie szare komórki! Nie lubię pomarańczowego jako koloru dominującego, nie noszę go też, bo wyglądam w nim jak przez okno. A tu taka kurwa niespodzianka, mało, że się błyszczy, to jeszcze sam krój wrzeszczy wręcz – GRUBA! Masakra jakaś. W kraju, który ma prawie 40 (słownie: czterdzieści) MILIONÓW obywateli, mamy 40 celebrytów, którzy na zmianę zatruwają przestrzeń publiczną. Nie tylko prowincjonalnymi eventami, ale i występami w różnego rodzaju koszmarach fabularnych. Poza kilkoma niszowymi produkcjami, w Polsce nie powstaje nic ciekawego, ani godnego uwagi. Zamiłowanie do martyrologii i cierpiętnictwa wydaje na światło dzienne kulfony, w postaci pseudo-hostorycznych flaków z olejem. Chyba nigdzie nie ma tyle kostiumowych przestępstw kinematograficznych, co u nas. Jak nie ‘Bitwa Warszawska’, to inna wojna, upadki, powstania. Mamy tylu utalentowanych twórców, aktorów, muzyków, ale nie, kurwa priorytetem jest Michalina Szpakówna, albo inna Doda. Ta z kolei uraczyła nas wspólnie popełnioną z ‘narzeczonym’ spowiedzią, w papierze toaletowym Viva. Spodziewałem się zresztą, ze facet będzie lepiej zbudowany! On jest tancerzem? Chyba na Playstation! Słaby w chuj, dziękuję dobranoc. Czy Dorota wydała jakąś płytę, albo coś? Bo generalnie to tylko cycki, albo jakieś przeciekawe komentarze o dupie Maryni. Idealna! Na deser cyborg Urbańska, z biednym wężem oplatającym jej umięśnione cielsko niczym bluszcz. Wypchany wilk poszedł w odstawkę, woli żywe zwierzęta? Ciekawy dewelopment rodzimej szansonistki. Pola Negri się kurwa znalazła, szkoda że Białostocka gwiazda niemego kina, używała futer w latach dwudziestych, kiedy ruch ekologiczny i sposoby wyrobu futer, nie do końca były ludziom znane. Na deser Monika Olejnik, dla mnie kwintesencja tandety, nierzetelnego dziennikarstwa, braku obiektywizmu, niesłowności. Nierzeczowa baba, która aparycją godną przekupy na straganie sprawia, że ja przełączam kanał. Nie mogę jej znieść. Nie wiem dlaczego, mam reakcję alergiczną. Tyle, ulżyło mi.

    A jutro finał TzN, którego nie będę oglądać, bo będzie pewnie w chuj nudny. Pedałek z wioski, kontra Mongoł, który wychowany w Polsce, udaje, że nie zna języka Polskiego… Chyba wolałbym, żeby wygrał ten pierwszy, bo ma całkiem apetyczne ciało, a poza tym, ta blond pokraka, którą uważam za naprawdę bardzo miłą osobę, ale obdarzoną przez dobrego boga urokiem transwestyty, partnerująca wdowcowi po zabitej kartonami Hance, zasługuje na wygraną bardziej. Zawsze dostawała takich partnerów, ze pożal się boże! 

    Ojajebię, już dziewiętnasta! Jak ten czas zapierdala, a co dopiero była 15.30 i jadłem śniadanie z EmKa, który jest na etapie reformacji. 28 godzin na dobę opowiada mi o ‘chmurze’ i ‘google music’ – jakie to wizjonerskie i cudowne. Ja sobie z tego doskonale zdaję sprawę, jednak mój facet ma dość ciekawy pogląd, ze jak się coś lubi, to trzeba mówić o tym bez przerwy i tylko o tym. Jestem wyjebanym w kosmos ekspertem od wszystkich, ale to wszystkich produktów Apple, nie zagnie mnie nikt w nowych technologiach, architekturze, także wnętrz, muzyce klubowej (tej najlepszego sortu), pozycjonowaniu, portalach społecznościowych i jeszcze kilku innych rzeczach, którymi Arcyksiążę mnie raczy w wesołej konwersacji. W chuj się cieszę, że go mam, bez kitu, nie rozpisuję się o Nim często, bo wiem, że za tym nie przepada. Ale bez kitu, niebiosa mi go zesłały. Każdy dzień jest inny, zawsze coś ciekawego się dzieje, nie ma monotonii. Nie nudzę się z nim, nie jest pustakiem, który wysysałby tylko ze mnie energię, jak moi byli. 8 marca, w dzień kobiet, a jakże, trzasną nam 3 lata. Ponoć u gejów liczy się to w psich jednostkach czasu, czyli jesteśmy razem niemalże ćwierćwiecze! Kocham go z każdym dniem bardziej, nawet gdy doprowadza mnie na skraj rozpaczy kąśliwymi komentarzami. Bo należy wiedzieć, że EmKa wierzy w szczerość i nie owijanie w bawełnę. Z kolei ja jestem histeryczką, która bierze wszystko do siebie okrutnie… Ale to też dobre, bo zahartował mnie, nauczył bronić się przed brutalnością życia. Z drugiej strony wiem, że jest moim aniołem stróżem, który czuwa i gdy trzeba wkracza do akcji. Dzięki niemu staję się lepszym człowiekiem, bardziej przystosowanym do otaczającej rzeczywistości, nadal pozostaję dobrym duszkiem, bezgranicznie ufającym ludziom i naiwnie wierzącym, że w każdym jest dobro, które należy zauważać i pomagać, bez względu na cenę. Jest swoistą przeciwwagą dla mojego życiowego optymizmu. Nie, nie jest pesymistą, tylko realistą, co mnie nierzadko wkurwia potwornie, ale z drugiej strony, gdyby był miałkim imbecylem, to bym chyba usechł i stał się mumią.

    By the way, byłem w Poznaniu. W obie strony podążałem dyliżansem autobusowym i jestem w chuj zadowolony! Podczas podróży do Serca Wielkiej Polski, siedział koło mnie facet łudząco podobny do Doktora Jacka, który miał kiedyś szczęście spotykać się ze mną i uskuteczniać przemiłe uniesienia seksualne, w dość dziwnych miejscach. Wspomnę tylko o Pauzie i Alchemii (k jak knajpy) i klatce schodowej uroczej kamienicy na starym mieście. Lubię, jak faceci są facetami, ale jednocześnie widać, że dbają o siebie. Nie rozumiem heteroseksualnych kobiet, które darzą miłością chłopów z mięśniem piwnym, obdartych, śmierdzących, z kolosalnych rozmiarów bobrem wokół chuja. Umówmy się, jako naród nie jesteśmy przodownikami, jeżeli chodzi o higienę osobistą. Widać, a raczej czuć to dość dobrze w przestrzeni publicznej, środkach masowego transportu, kościołach i innych urzędach. Lachony, które mają podciągnięte rajty koloru opalizująca sraczka po same cyce i  gdy sweterek się podniesie za wysoko, zamiast pępka, widać KLIN! Ostatnio tak wyskoczyła u mnie laska z pracy, myślałem, że zwrócę wszystko, co zjadłem od wiosny 1986 roku! Porażka! Anyhow. Rodzicielka wykorzystała mnie do wszystkich, ale to wszystkich możliwych prac. Od targania na czwarte piętro bez windy tony produktów spożywczych, chemii gospodarczej i artykułów wyposażenia wnętrz. Zgrabiłem w leśnej posiadłości czterdzieści miliardów liści, które opadły na tereny trawiaste ogrodu. Wydałem dwa obiady proszone, upiekłem babeczki z Jurkiem Jr., przetańczyłem z Hanką Amerykanką całe godziny, zupdatowałem się w kreskówkach, wysłuchałem najnowszych plotek z okolic Wildy, które zostały mi powtórzone przez mamę, nękaną tymi sensacjami przez sąsiadki, nie znające umiaru. Pysznie, kocham to, kocham mój dom, kocham Poznań i chciałbym się tam przeprowadzić, żeby być blisko mojej rodziny nie tylko raz w miesiącu, to mnie fizycznie boli. Tęsknię za nimi, ucieka mi dzieciństwo mojej siostrzenicy i siostrzeńca. Brakuje mi ich tak po ludzku, nawet powtarzanych pięciokrotnie historii mojej mamy o Panu Reksińskim, który to zrobił to, czy tamto, że jest taki mądry, ze w przerwach na drzemki wymyśla lekarstwa na raka, HIV i stwardnienie rozsiane… Póki co tyle, spierdalam trochę zadać szyku z ćwiczeniami fizycznymi, co by moje cycki ładnie wyglądały podczas wieczornego lansu!



Za 9 zeta na Józefa!

Śniadanie MISZCZÓW


A takie tam pałeczki

Listopadowe róże... (?)

szynka z ŁYSYCH!

Teresa zaspana







Z dnia 17 listopada 2011

    Ostatnimi czasy wydaje mi się, że ktoś cichaczem wjebał mnie w zakamarek jakiejś jaskini, skąd ciasnym prześwitem, dzięki gibkości ciała, przedostałem się do świata równoległego. Pomijam już sam fakt rozpadu PiSuarów, który jest tak na dobrą sprawę samospełniającą się przepowiednią i teraz dopiero widać, że dla nieprzychylnych Królowi Jarosławowi Smoleńskiemu, jego poplecznicy byli bez kozery skurwysynami. Natomiast w walce wewnętrznej, to przysłowiowi skurwysyni i skurwycórki, są przy nich zaledwie podwórkowymi łobuzami! Mając takich przyjaciół, ja już bym wrogów nie potrzebował.

    Jednakoż, nie o to mi dokładnie chodziło, plebsem się nie chce zajmować dobrowolnie i bez wynagrodzenia. Wydaje mi się, że naginanie przestrzeni socjalnej przez kolorowe szmatławce, uzurpujące sobie miano do bycia ‘opiniotwórczymi’, oraz audycje radiowo-telewizyjne, których autorzy i prezenterzy zamienili się głową na dupę i jebią takie werbalne sraczki, że tylko siąść i płakać, to jakaś właśnie rzeczywistość równoległa. Bezwstydni celebryci, będący na dobrą sprawę zaledwie namiastką oseska bawołu błotnego, larwą komara, zarodkiem pleśni! Czy oni naprawdę myślą, że ja i jednostki wzbogacone o szare komórki, się damy nabrać Obywatelce Weronice Marczuk PAZERNEJ? Wiem, że całkiem spora część brunatnej masy chodnikowej łyka takie banialuki, jak aktorzy gejowskiego porno spermę, ale sorry, są jakieś kurwa granice…!? Na łamach pożal się boże kolorowego papieru toaletowego ‘Gala’, napierdala salta z cudzymi dziećmi i naparza wierutne kłamstwa. Jak już się kiedyś tutaj wynurzyłem, mam brzydką przypadłość, oglądania Tańca z Czarnymi Dziurami, bo nie są to gwiazdy! Uzależnienie nie do pokonania, rzuciłem fajki, przeszedłem odwyk, kurwa TzCD rzucić nie mogę. I ta w perskie oko jebana przez sąsiada emigrantka napierdala o tym, jaka to jest kochana, słodka i uczciwa! Że na Ukrainie ją za młodu do ran ofiar wypadków samochodowych przykładali, taka to ona kojąca dla ciała i duszy! Bzdura! Pierwszy raz od dawna zgadzam się z Pudlem – napisanie, że aresztowanie jej, jest porównywalne ze stratą dziecka, powinno owocować publiczną chłostą i kastracją. Osoba posiadająca iloraz inteligencji mniejszy od rozmiaru buta, nie powinna posiadać potomstwa, dla ich własnego bezpieczeństwa. Będzie się szmaciura z nim lansować w polskim ‘szołbiznesie’! Może jej nachucha do uszka sztucznego miodu, prze-kurwa-sympaticzna nałożnica Napoleona rodzimego przemysłu nie-rozrywkowego - Cyborg Nataszka Urbańska, a.k.a. żywa tkanka na metalowym endoszkielecie! W zeszłotygodniowych 'pląsach z czarnymi dziurami', wygląda jak 'muza III rzeszy'! Typowa Helga z tym warkoczem ukokowanym na czerepie i ramieniem godnym Pudziana! Jak dla mnie, to z Polą Negri ona ma tyle wspólnego, co ta zdechła skóra z wilka, na której się lansowała, z makowcem wielkanocnym! 
    Ale wracając Do Wery Pazernej. Moja siostra straciła dwójkę dzieci, jeszcze zanim się maleństwa urodziły, kurwa, ręce mi się trzęsą jak to piszę. Nie potrafię sobie wyobrazić, jaka to była dla niej trauma, ja to przeżyłem bardziej, niż mógłbym to opisać. Nie umiem, nie znajduję słów. A teraz jak, tfu, tfu, odpukać kurwa w każde niemalowane drewno jakie było, jest i będzie na tej ziemi, mielibyśmy stracić Hanke Amerykankę, albo Jurasa Juniora??? Jezus Maria, ja nie umiem tego nawet spowić w swoje najczarniejsze, najkoszmarniejsze, najboleśniejsze myśli! To nie jest kurwa możliwe, dla jednostek, które posiadają nie tyle rozum, ale chociażby serce! Serce, które obdarza miłością kogoś, poza sobą samym! A zdychaj na sraczkę kurwa Pazerna kurwo pierdolona! Spierdalaj kurwa nie wiem gdzie nawet. Jej aresztowanie kurwa, to ból jak po stracie dziecka?! Menda, kurwa nie mam wulgaryzmów, którymi ogarnąłbym tak ogromny egoizm i pojebanie do kwadratu systemu wartości. Jebać ją palem!

    Uuuuhuuuu! To sobie pojechałem w daleką podróż podenerwowania. Dlaczego ja nie potrafię się zdystansować od tego szmelcu całego, jak babcia moja Pelagia mawiała. Problem polega na tym, że upośledzone umysłowo jednostki, prześladują mnie dosłownie wszędzie. Zapodaję z rana Onet, co by po raz kolejny przekonać się o głupocie własnego narodu i co? I kurwa ‘afera biedroniowa’! WTF!? Pod artykułem o wyśmiewanie Panienki Robertowej Biedroniowej, aż najeżone homofonicznymi komentarzami. Fizycznie mnie zemdliło, a jako były harcerz, raczej wiele potrzebuje by się do takowego stanu doprowadzić. Dużo widziałem, nie jeden szalet czyściłem, w niejednym namiocie zostawiłem ‘kupkę niespodziankę’, jadłem potrawy, których nie tknąłby wygłodzony pies. A jednak, kurwa Biedroniowej się udało! Gratulacje Pani Posłanko, ‘cios poniżej pasa’ z tym cyrkiem! Czego on się spodziewał ja się pytam, po tym, jak lansuje się na pierwszego zboczeńca RP!? Kurwa, mało, że jest tak przegięty, że chyba nawet prosto iść nie potrafi, bo jak? Nie wspominając o siedzeniu w pionie, przy takim wygięciu psyche… Na to jeszcze głupota aż wylewa się wszystkimi otworami ciała. Fucha roku, ba kadencji. Załapał się na całkiem fajny zarobek i darmowe robienie z siebie Wielkiej Księżnej Odgejowskiej, Delfiny Kampanijnej od Świętego Marszu! Chryste tej, czy nie ma normalnych gejów!? Nawet kurwa Kukiz w wywiadzie powiedział, że jego znajomi geje wstydzą się za tą osobliwość LGBT!!! Pomijam jego arogancką niewiedzę o wszystkim, co nie jest związane z lubryknarem, darkroomem i lansowaniem własnej ułomności, ale kurwa, co on pierdoli tej? W jednym z pierwszych wywiadów wynurzenia na temat miłości do posła LPR!!!??? To jest normalne??? No chyba kurwa w tęczowej gejolandii berlińskiej sceny porno! Wstyd! I ja potem się ludziom kurwa tłumaczę, że to nie tak, że przecież jestem zdziebka innym człowiekiem, że nie wszyscy jesteśmy takie panny jak ONA! Podobno, jak zapadnie wyrok skazujący, w sprawie o pobicie przez nią policjantów, to straci mandat! Wódki i pacierza nie odmawiam, ale chyba zrobię wyjątek i w tej intencji zapodam modlitwę do Świętego Judy Tadeusza, od rzeczy beznadziejnych!

    A jeżeli o łamanie stereotypów chodzi, to do takiego właśnie dawania dobrego przykładu, dała mi szanse moja przyjaciółka i żona jednocześnie, Melanie. Zostaliśmy z EmKa zaproszeni nie tylko na uroczystości w domu bożym, ale i na wesele! Razem, jako para! W imiennym zaproszeniu, z danymi naszymi na miejscach przystolikowych! Można? Można! Gdybym powiedział, że było pysznie, to bym skłamał! Bo było mega zajebiście w chuj! Na takie wesela, to ja mogę chodzić we wtorki, czwartki i soboty, oraz w każdy pierwszy piątek miesiąca, poza Wielkim Piątkiem, jak by takowo wypadł! Bez Wersalu, bez bezy, bez kurwa czterdziestu kilogramów krynoliny, siedmiu ton stali na stelaż, bez siedmiu centymetrów tapety na licu! Bez zabaw weselnych, których uroda jest mi tak bliska, jak cewnikowanie! Mega fajna impreza, celebrująca dojrzałą decyzję dwóch ludzi, którzy się kochają! Fajna muzyka, bez orkiestry i piejącej, utapirowanej blond Wenus, tudzież utytego cynka barów mlecznych i przydrożnych stołówek, z lekkim wąsem rzuconym pod czerwony od przechlania nos! EXTRA! Fajne żarcie, okrągłe stoły, cudowni goście, chyba koło setki, ale nie odczuwało się tego. I miłe słowo od kilku osób, że zajebiście, że jako para, że fajnie widzieć, że są faceci, którzy łamią utarty obraz ciotencji w różowym topiku i piórkach! Że zatańczę z laską i nie obawia się upadku na posadzkę, bo mam siłę w rękach, a nie muły, jak u bociana pięty. Że nie wiję się na dancefloorze w erotycznej ekstazie, jak wąż ogrodowy na błotnistym terenie, po nagłym wody włączeniu! I nawet EmKa tańczył, który stał się głównym nalewającym naszego stolika, podczas gdy ja wychłeptałem chyba z 20 litrów kawy, by dotrzymać obietnicy złożonej w kościele, przed obrazem Najświętszej Panienki Maryi Zawsze Dziewicy, że się nie zeszmacę! Udało się! Jestem z siebie taki dumny!

    Czy ktoś wie coś, na temat jaka ma być nadchodząca zima? Mieszkanie w kamienicy niestety nie jest rozpieszczające, choć akurat ja nie mogę narzekać, koleżance 2 lata temu oliwa na hacjendzie zmarzła! Pytam, bo moja córka Teresa zrobiła się na potęgę puszysta, nabrała na siebie, a raczej uprzędła komórkami skóry, ze 3 kilogramy futra! Skandal! Wygląda teraz jak puchacz i ciągle by spała, z umiłowaniem na mnie ma się rozumieć. Może to nie jest pedagogiczne podejście, ale mój kot jest rozpieszczony do granic możliwości. Serio, co prawda z jakichś nieznanych nikomu powodów słucha się mnie bez mrugnięcia okiem… co ja utożsamiałem raczej z delfinami, papugami i psami. Z drugiej strony, Terenia zawsze biegnie do drzwi i miauczy, jak ktoś idzie po schodach, oraz aportuje swoją zabawkę myszkę… Choć nie, jest jedna rzecz, której z niej wyplenić nie mogę. Cholera buszuje po całym mieszkaniu, głównie za sofką i pod łóżkiem w sypialni, gdzie skarpetki EmKa występują w ilościach ponad-hurtowych i znosi je do swojej miseczki z jedzeniem…??? Słyszałem o gejach, którzy mają fetysz na soxy, ale kot, w dodatku samiczka? Nie tylko ludzie są nieidealni jak widać…

5 rzeczy, od których jestem uzależniony

1.    Esencja mojego życia – ludzie, których kocham – bez Nich jestem nikim, z Nim i mogę wszystko, jak mówiła kiedyś krótka powiastka reklamowa Oranż. Nie umiałbym żyć bez mojej rodziny, faceta, przyjaciół, Teresy… Mam niewielu przyjaciół, ale za to takich, którym bym oddał przedramię, gdyby potrzebowali. Bycie z nimi, przebywanie, bez względu na okazję, czas i miejsce. Dbanie o nich, jestem kwoka kurwa z XIX wieku, matrona, która musi mieć wszystko na oku, tu ugotuje, tam wysłucha, tu kurwa jakaś dobra rada…
2.    Obraz & Dźwięk – Fotografia & Muzyka – jestem uzależniony od dźwięków, muzyka jest dla mnie wypełnieniem wizualnej przestrzeni życia, dodaje równowagi i harmonii, albo burzy zastany porządek, moje życie bez muzyki byłoby ubogie w chuj! A fotografia, to przedłużenie mojego oka, szczegóły, albo obraz całości, czasem wydaje mi się, ze mam obiektyw zamiast oka… 
3.    Słowo pisane – książka, czasopismo, blog, artykuł. Obojętne, czy czytam, czy piszę, potrzebuję dla zaspokojenia wewnętrznego żarłacza, który się tego domaga ode mnie.
4.    Extreme Makeover Home Edition & Taniec z Czarnymi Dziurami – to drugie bym może i sobie podarował bez bólu, ale kurwa jakimś cudem, zawsze włączę ten pierdolony te-fał-en w niedzielę i się gorączkuję na widok niedoskonałości cyborga Nataszki… Natomiast Extreme Makeover Home Edition (ściągany z torrentów w USA zaraz po nadaniu przez stację ABC)… Nie ma chuja we wsi, siedzę i oglądam, potrafię godzinami molestować się powtórkami. I płaczę, i lamentuję, i się cieszę… w ogóle lansowany tam syndrom ‘community’ – typowo amerykański, gdzie wszyscy żyją razem w komunie społeczno-sąsiedzkiej, pomagają sobie, celebrują jakieś pierdoły, mnie to ujmuje, pojebany jestem, słowo daję.
5.    Alkohol & rozrywka – nie oszukujmy się, alkohol lubię bardzo i nie wyobrażam sobie imprezy na trzeźwo. Lubię pić, lubię imprezować. Kocham socjalizację przy napojach wyskokowych, albo jaraniu blantów. To się wiąże z punktem jeden, bo robię to w 99% przypadków z esencją mojego życia – ludźmi, których kocham… koło się zamyka, jestem jednak mistrzem świata!













Z dnia 6 listopada 2011

    I się posypało. Nie, nie u mnie, odpukać w niemalowane drewno. Posypały się długoterminowe układy osób, które znam. Nie będę wnikać w szczegóły, bo i po co. Jedno jest pewne, nie zawsze otwarte związki prowadzą do ‘wszystkiego najlepszego’ i ‘żyli długo i szczęśliwie’. Jako osoba mentalnie żyjąca w XIX wieku i posiadająca kręgosłup molarny skonstruowany mądrościami życiowymi babci Pelagii i Dziadka Walentego, części rzeczy nie rozumiem i nie chcę ogarnąć. Może jestem pojebany, ale otwarty związek, to dla mnie bardziej układ biznesowy, niż tworzenie komórki społecznej, opartej na angażowaniu uczuć. Zaznaczam, że są to moje osobiste odczucia. Nigdy nie byłem w takim… konglomeracie i nie zamierzam. Wiem jak bardzo boli zdrada i nie wyobrażam sobie dobrowolnego oddawania mojego faceta komuś innemu.

    Związek dwóch osób, to jak by na to nie spojrzeć, w chuj ciężka praca, wymagająca zaangażowania uczuć, inwestowania czasu, zaufania i środków finansowych (nie oszukujmy się, nie ma nic za darmo). Struktura społeczna zwana ‘nieheteroseksualni’ – do jakiej zostałem przyporządkowany, w ramach moich preferencji seksualnych, przez mądre głowy – znana jest z dość otwartego podejścia do tematu. Przez lata nasłuchałem się wielu ciekawych bajek, bajeczek, opowieści, zażartych tłumaczeń i ognistych mów obronnych na rzecz poligamii. Z reguły kończyło się to jednym wielkim gównem, płaczem i zgrzytaniem zębów. Surprise, surprise, jednak homo sapiens jest zazdrosny i zaborczy. Wpadasz na przykład do domu, osoba z którą łączy cię więź emocjonalna, siedzi sobie w sieci czatów i portali społecznoiściowych, mających na celu szybkie i niezobowiązujące znalezienie obywatela/obywatelki, do odbycia aktu płciowego. Po czym wstaje, całuje w policzek i mówi: to lecę, umówiłem się z kimś na jebanie. Albo: ‘Zaraz wpadnie jeden koleś na numerek, może się dołączysz?’ Tudzież: ‘Może wyjdziesz do parku, bo nie chcę, żeby cię widział’. Czy ja naprawdę jestem aż tak stary, że mnie to napawa obrzydzeniem? Z niejednego pieca jadłem drożdżówki, byłem w różnych figurach geometrycznych, powiązanych z życiem erotycznym, ale decyzja o świadomym budowaniu związku z kimś, kogo kocham, to jednak wyłączność na sferę intymną, to must-have. Nie chcę oceniać, bo na dobrą sprawę chuj mnie obchodzi, że jegomość robi loda przegiętej ciotce, z wiejskich rejonów Galicji, w okolicznościach toalety krakowskiego Coconexu. Gdzie poza cudownym fetorem fekaliów, otacza nas wszem i wobec mocz, pałętający się po ścianach i posadzkach! Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy…

Innym ciekawym fenomenem jest zdrada. Jakoś te tematy mnie ostatnio prześladują. Napataczają się w ilościach hurtowych. Znajoma, bo do przyjaciółki jej daleko, nękała mnie przez kilka godzin korespondencją na face-dziwce. Przez przypadek włączyłem się jako widoczny i chyba najebawszy się, dostała nagłego przypływu odwagi i zagadała. Ja pierdolę, z racji doświadczeń okazałem dobre serce oraz maniery i nie wyjebałem jej w przestrzeń kosmiczną, pierwszą lepszą ściemą. Chodziło o to, że jej mąż, który udał się z kolegami na jakiś wyjazd wspólny, celem pożegnania stanu kawalerskiego innego uczestnika libacji. I tu się zaczęły schody, bo jegomość najwidoczniej uwiedziony atmosferą wieczoru, łatwym dostępem do wyuzdanych nastolatek, które za kolorowego drinka, oddadzą ci wszystkie tajemnice alkowy, poddał się bez walki i wyruchał jakąś szmaciurę. Powiem to szczerze i bez owijania w bawełnę, takie pierdolone w piwnicach przez konkubentów własnych matek siksy, zasługują na publiczną chłostę i dożywotnie zamknięcie w czeluściach izolatek. Młodość ma swoje prawa, ale bycie zepsutą do szpiku kości dziewuchą, która za pifko i różowego drinka łyknie spermę z przymlaskiem, to ja dziękuję dobranoc! Zresztą ta opinia nie tyczy się ani wieku, ani płci. Jest cała wataha pedałów (bo inaczej się tego nie da określić), których głównym zadaniem jest puszczanie się, uwodząc przy tym z największą chęcią jednostki zajęte i często w stanie świadomości dalekim od normalnego. Każda sytuacja ma to do siebie, że wina leży po dwóch stronach, ale ja nie zamierzam bronić nizin moralnych. Inne bajki mnie nie interesują w tym momencie, jak długotrwałe romanse za obopólną zgodą, bo takie ‘rogi’ rządzą się innymi prawami. Tak samo skurwysyni i skurwycórki, które będąc w formalnym związku, za plecami partnera udzielają się na polu wyuzdanych zabaw seksualnych. Nie mam szacunku, jak dla mnie, mogą zdechnąć na sraczkę, pies ich lizał.

    I jak zwykle mój ślinotok i kaskady nieposkromionych myśli wzięły górę. Mianowicie, znajoma owa, wspaniałomyślnie wybaczyła skruszonemu mężowi. Tym bardziej, że lokalna lolitka próbowała szantażu, bynajmniej nie emocjonalnego. Na szczęście kolo poszedł z tym na policję i gówniara beknie za to w sądzie. Myślała, że zafunduje sobie nowy modny botek. Chuja, tyle z tego miała, dosłownie i kolorowego drinka! I tu nasuwa się pytanie, czy wybaczyć taką zdradę? O dziwo, złapałem się na tym, że tak. Jeżeli jest to jednorazowy wybryk, tym bardziej pod wpływem używek i czynnika ludzkiego w postaci wyuzdanych dziwek damskich, lub męskich. Miałbym odpuścić sobie to co zbudowałem z druga osobą, bo okazała się być nie-idealną…? Nie, tym bardziej, że taki szmatławiec, który uczestniczył w tym precedensie, miałby nie lada radość. Nie mówię, że nie byłoby to ciężkie i nie postawiłoby pod znakiem zapytania wielu aspektów wspólnego życia, ale trzeba mieć na względzie też dobro własnej rodziny. Oczywiście, nie może to być nagminne, tylko precedens. Szczerze, jestem taki kurwa mądry, bo mnie to w moim związku nie spotkało i Panie Boże oraz Święta Rito, oby nigdy, przenigdy nie spotkało!

    Przyjęcie ‘helołin’ okazało się początkowym niewypałem. To chyba moja wina, bo za bardzo się angażuję. Picture it: moja zgrabna osoba, przebrana za ducha minionej epoki. Kolanówka zgrabna, krótki spodzień materiałowy, wielkiej urody marynarka, podkoszulek siatkowany, pas bordowy ze złocieniami, czarne oko, chuj kurwa, cuda wianki! Wpadasz do lokalu, gdzie to jest organizowane, pomijam fakt, że na końcu świata i jak nas taxi-driver wysadził, to byłem przekonany, że strzelę klocka ze strachu, a tam stypa… Wchodzisz do hotelu pracowniczego praktycznie, scena jak z amerykańskiej produkcji horrorów klasy ‘Z’. Otwierasz drzwi do jadłodajni i masz ochotę zapaść się pod ziemię. Jako jedyny byłem wyfiokowany, jedyny!!! Wiedziałem, że EmKa się nie bawi w takie rzeczy, bo u nas jest równowaga, ja jestem niepoważny, on nie. Ale wstyd, jak kurwa stąd, do najmniejszego posterunku policji na świecie, w Carrabelle, na Florydzie! Szczerze, to chciałem dzwonić po taksówkę i spierdalać. Ale potem pomyślałem, że co? Że ja mam sobie odbierać prawo do bycia zajebistym!? Nie! Tym bardziej, że spora część ludzi, co tam była, to wariaci, których uważam za przyjaciół! Wódeczka, literatki, wyprawy oświetlonym na czerwono korytarzem do toalety, która była wielkości Czerwonaka pod Poznaniem, z tajemnymi przejściami i prysznicami!!! Bezcenne, a na zakończenie tańce z Marquesą w Colorexie, do którego ostatecznie trafiliśmy! Żyć, nie umierać! Nigdy nie poddawać się okolicznościom przyrody, w jakich przyjdzie nam się znaleźć. Jeżeli mam być jedyną przebraną i uszminkowaną osobą na potańcówce, to będę, tak mi dopomóż Bóg!

    Z kolei wczoraj świętowaliśmy Międzynarodowy Dzień Taniego Wina!nonsensopedia.wikia.com/wiki/Dzie%C5%84_Taniego_Wina Jak to ‘jesterdej’ na face-dziwce zapodał obywatel MSz, to wyjebałem tej na plecy jak długi i podnieść się przez 30 sekund nie mogłem! Czyż to nie idealna okazja do wspólnego spotkania arystokracji, w Majątku Ziemskim w Kazimierzu, zwanym też Hacjendą, celem wspólnej libacji!? Odpowiedź jest prosta: TAK! Idealna! Naprułem się jak meserszmit, słowo daję, tanie wino z biedry przyniesione przez Arcyhrabinę, zwaliło mnie z nóg. Jedyne co zdołałem zrobić, to pożegnać się pięknie w granicach godziny 2, przejść do sypialni, rozebrać się, złożyć rzeczy w kosteczkę (co mi się nigdy, przenigdy nie zdarza), odłożyć je na stolik nocny i rzucić się w ramiona Morfeusza. EmKa wybył jeszcze na mały lans na dzielni, którego naturalnie nie pamięta. Rano znalazłem jego okulary pod drzwiami wejściowymi, które były otwarte, bo po co je zakluczyć. Kolana całkowicie pościerane, mam tylko nadzieję, że nie klęczał przed nikim w toalecie, tylko runął jak długi w pijackim amoku.

    A właśnie, we Wszystkich Świętych udaliśmy się z EmKa na Cmentarz Rakowiecki, w stolicy Galicji. Żal pe-el! To co jest nagminne na ulicach wioski, w której przyszło mi mieszkać, osiąga rozmiary K2 i Mont Everest razem wziętych. To nie są ludzie, to jakieś bandy przedstawicieli brakującego ogniwa między człowiekiem, a małpą. Choć jak znam życie, małpy maja więcej obejścia i ogłady. Kurwa, chodnik jest ich. Nieważne, że inni użytkownicy też się przemieszczają. Utyte do granic możliwości tlenione blond Wenus, w hełmofonach misternie tkanych z wątpliwej świeżości owłosienia czaszki, które napierdalają na ciebie całą masą, bo kurwa ona jest najważniejsza. I jeszcze ci syknie spod cienkiej wargi, obrysowanej konturówka koloru dojrzałego rozwolnienia, żebyś kurwa uważał. Dziady z wąsami, w kurtewkach ze skaju, opatrzonych gustownym ściągaczem, którzy koniecznie muszą iść środkiem drogi, bo uroiło się w pozbawionych szarych komórkach, centralnych jednostkach nerwowych, że są prezydentami układu słonecznego. Koślawe nastolatki, będące zaprzeczeniem młodości i witalności. Poważnie dożywione jakimiś  tłustymi śmieciami i nie skalane sportem, ale za to pyskate, brzydkie i w swoim mniemaniu wyjątkowe… w moim wyjątkowo popierdolone, gdy Matka Boska rozdawała inteligencje i urodę, musiały wyjść się odlać! W tej uroczej atmosferze pierwszolistopadowego święta, przedzieraliśmy się z wysiłkiem większym, od przeczesywania amazońskiej dżungli, by dotrzeć na miejsce. Kolejne tabuny hołoty, której było mi żal. Wielkie afiszowanie się, niewybredne komentarze, na temat przybrania grobów – ‘patrz, a ta jak zawsze przyoszczędziła na stroikach!’ No chuj, przyoszczędziła na kurwa stroiku, jak boga kocha, umarłem na chwilę. Stroik jest ważny? STROIK???!!! Nie ogarniam tego systemowo. Się gorączkuję co roku z tego powodu. Dla ludzi jest to idealna okazja do pokazania nowych, białych botek, saszetki męskiej, beretu, z kurwa wełny z kota, utkanego przez niewidome niemowlęta z Chińskiej prowincji. Futra z bogu ducha winnych norek i nowego cienia na oko, o barwie lazurowo zgniłozielonej! Smutek i tyle. Odechciało mi się wszystkiego, słowo daję. Niepowtarzalna atmosfera, cmentarz wieczorem oświetlony tysiącami zniczy i te łachudry, które psuły mi tylko krew… takie życie, nie zmienię mentalności narodu.

    Z drugiej strony, czego się spodziewać po narodowej grupie społecznej, gdzie gwiazdą, staje się słabo śpiewający, za to mocno drący ryja, pseudo-transgeniczny odpad ewolucji. Ja się pytam, kto go kurwa wybrał, kto go słucha, upss, sorry, zapomniałem, że on płytę cały czas nagrywa. Na szczęście, jego partnerka parkietowa mogła posłuchać i uronić krokodylą łzę, wydaje mi się, że była to łza bólu, a nie emocjonalnych lotów. Michalina Szpakówna, bo o niej mowa, sprawia, że moje potajemne uzależnienie od ‘Tańca z Gwiazdami’, nie jest usłane różami, jeno kłuje cierniem, w dość uciążliwy sposób. Pomijam fakt, że to coś ma takie mniemanie o sobie, że ja pierdolę. Chyba nawet Liz Tylor i Johan Collins razem wzięte, nie mają takiego ego, z tą różnicą, że im byłoby wolno. Jednak ma żuchwa zapierdoliła o parkiet z siłą wodospadu, kiedy na coraz bardziej żenującym i najeżonym reklamami Pudlu, podano wiadomość, że owa kreatura, wyrosła na kanwie popularności mającego bardzo mało wspólnego z muzyką szoł – X-Factor (czytaj: eks-fetor), otrzyma nagrodę EMERGING TALENT, w ramach Poland Sytle+Design Award!!! O kurwa mać, że jak, że co? Że on!? Przecież jaki talent? Do czego? Do słabych stylizacji, które niby mają szokować, a na dobrą sprawę pozostawiają fetor, nieprzemyślanego połączenia kolorowych fatałaszków, których nawet Lady Kamilla z Podkarpacia by się powstydziła! Nie rozumiem, czy to miało być na zasadzie Nobla dla Obamy, tak na zachętę? Co ciekawe, Szpakówna konkurowała w tej ‘kategorii’ z Jakubem Gierszałem – czyli aktorem, który dał się poznać z ciekawej roli w ‘Sali Samobójców’, oraz Maciejem Jakubem Zawadzkim, Absolwentem Politechniki Warszawskiej, jedynym Polakiem na tegorocznej liście Graduate Directory 2011 magazynu Wallpaper, a co za tym idzie, wschodzącą gwiazdą architektury! Mało, że reprezentują sobą nie tylko talent i szare komórki pod skalpem, to i wizualnie odstają od nielota z rodziny Sturnidae! Przy szpaku, to nawet Madox wygląda jak ociekający testosteronem drwal z kanadyjskiego lasu! Powiedzcie sami, czy Panienka Michalina to Emerging Talent? Ale może moje pojęcie dotyczące zagadnienia talentu, jest sprecyzowane na trochę innych fundamentach, niż to, w co wierzyła kapituła konkursu, którą wymieniam poniżej:

Monika Brodka - artysta/muzyk
M.Paprocki & M.Brzozowski - projektanci
Krzysztof Gałkowski - ekspert ds. muzyki aktualnej, Instytut A.Mickiewicza
Sebastian Kustra - redaktor naczelny, FUTU
Anna Jurgas - redaktor naczelna, Glamour
Adam Mazur - kurator, Centrum Sztuki Współczesnej
Robert Serek - redaktor naczelny, Vice Magazine
Joanna Sobierajska - redaktor naczelna, Project Album
Paweł Walicki - wydawca, Project Album Kontakt

    Nie ma co, powinienem się już przyzwyczaić, że po kanałach umilających smutne życie rodaków, raczej wiele dobrego spodziewać się nie można. Nagroda ‘Wiktora’ w kategorii ‘debiut’, ląduje w serdelkowych paluszkach ‘Śmieszki Sprężynki’, która od czterech sezonów uprzykrza mi sobotnie podwieczorny, gdy miłość mojego życia, z lubością przygląda się jej ‘rewolucjom’. Debiut? Po czterech sezonach, to ja jestem kurwa dziewicem, bo przecież wszystkie poprzednie razy się nie liczą, tak sobie wymyśliłem właśnie. Z kolei ze wszelkich otworów medialnych, jak również kranów, lodówek i mojego własnego chuja, zamiast ejakulatu wypływa Margarita Socha… Ja jebię, ile można ją eksploatować…? Wącha pachy, lansuje się w szmatławcach, na deskach sceny rodzimych produkcji tasiemcowych, u Piotra Olivera Yaniaka. Nie zapomnijmy o ‘filmach’, które na dobrą sprawę, z dziewiątą muzą mają tyle wspólnego, co ja z kwantową metodą Monte Carlo - jedną z najlepszych metod rozwiązywania równania Schrödingera w fizyce obliczeniowej. Ciągle te same ryje rodzimych czarnych dziur (bo gwiazdami nazwać ich nie wypada), ukradzione formaty, mierne poczucie humoru, obrażające mnie na dobrą sprawę, beznadziejna gra ‘aktorska’, jeszcze gorsza produkcja i lokowanie produktów! Całe szczęście można liczyć na perły kina zagranicznego, bez tego bym się chyba pociął drewnianą kopyścią.

    Tyle, spierdalam stąd na jakiś spacer, wypada zadać szyku na ulicach Galicyjskiego Krakowa, poprzepychać się z turystami i naleciałością podkrakowskich wiosek i porobienia kilu zgrabnych fotografii!