Jakimś cudem nagle wszyscy chcą ze mną
rozmawiać, dowiadywać się więcej nie tylko o mojej pracy, ale i o mnie… Pan z
jednej z większych korpo-korpo w tym kraju, sapał mi do słuchawki, a na moją
odpowiedź, że ‘bez bicia przyznaję się, że 200 uczestników nie będzie na
konferencji X’, odpowiedział, że jak bym chciał, to może uderzyć, ale tak
delikatnie…!!!??? Szczerze, to nie wiedziałem, co odpowiedzieć Panu Robertowi
C. Niby wielki dyrektor – całkiem nienajgorszy z ryja i w fajnej szmacie – ale
sorry, czy mi się wydaje, czy to było nie na miejscu??? Na dobrą sprawę,
powinienem się już do takich akcji przyzwyczaić. Mam w sobie magnes, który
przyciąga całe spektrum ponadprzeciętnych person, od żuli i menelstwa, przez
niezrównoważone psychicznie psychopatki, karków, którzy o dziwo, widzą we mnie
przyjaciela (???), zboczeńców, wariatów, filozofów dzielących się ze mną wizją
świata… Jednak, gdyby nie Ci lidzie, moje życie byłoby o wiele uboższe. I nawet
jeżeli czasem kończy się to nie do końca przyjemnie dla jednej, albo drugiej
strony, to w życiu bym tego nie zamienił na ład i porządek panujący w tak wielu
jałowych jestestwach przemierzających nasza cudowną planetę Ziemię!
Inny Pan z dużej firmy outsourcingowej
wysyła mi ‘zabawne’ maile z oczywistym podtekstem seksualnym i choć na początku
było to nawet zabawne, oraz łechtało moją próżność, to jeżeli on się zdecyduje
na projekt, to ja z tym erotomanem gawędziarzem będę musiał spędzić dwa dni
podczas konferencji… Dodam, ze Pan Rafał ma aparycję walenia błękitnego i
poczucie humoru Towarzysza Bieruta! Teksty w stylu ‘jestem do Pana całkowitej
dyspozycji’ czy ‘jeżeli mogę dla Pana cokolwiek zrobić Panie Tomku, cokolwiek…
:P’ – pisownia roginalna, tudzież nagminne mówienie do mnie ‘kochany’ podczas
rozmów telefonicznych i głośne mlaskanie, to zaledwie wierzchołek góry lodowej.
Ja bym się chyba zapadł pod ziemię, gdybym napierdalał do obcej osoby podteksty
seksualne, jako jednostka, która ma 40 lat (tak mówi) i 96 miesięcy (tak ja
sądzę), jakąś tam pozycję w firmie i kurka wodna wygląd Madzi
Śmieszki-Spreżynki Gessler!
I tutaj pojawia się pytanie… czy my się z
Panem Rafałem znamy? Niestety należę do osób, których pamięć jest:
a) bardzo
wybiórcza
b)
szwankuje
c) nie
zawsze przyswaja to co się odbywa w świecie równoległym – zarówno przez
ignorancję, jak i przez używki
d) pomija
takie rzeczy jak: imiona, nazwiska, nazwy oraz ciągi liczb większe niż trzy
cyfry
Nie jest
to najbardziej komfortowa sytuacja, ale jakoś musze sobie radzić, Bóg obdarzył
mnie innymi talentami, niż zdolność do bezwarunkowego umieszczania w
przestrzeni centralnego ośrodka nerwowego faktów wszelakich. Kategoria w jaką
zostałem wrzucony przez mądre głowy, charakteryzująca się obdarzaniem uczuciami,
lub tylko płynami ustrojowymi, jednostek płciowo tożsamych, ma wpisane w
rejestr stosunkowo niewielką liczbę użytkowników. Zawsze znajdzie się ktoś, kto
Cię z daną osobą połączy i w przeciwieństwie do kategorii nie-homoseksualnych,
nie trzeba tego szukać sześć pokoleń wstecz, albo u samego Adama i Ewy. Nie ma
co owijać w bawełnę, tudzież inny materiał tekstylny, albo Ty spałeś z tą
osobą, jej znajomym, albo na odwrót, lub to i to. Nie jest to jakaś wielka
niespodzianka dla kogoś, kto się zetknął z tym środowiskiem. Ewentualnie mam
napisane na czole ‘ciota’ i mnie Pan Rafał rozpoznał… Tak, czy inaczej,
sytuacja jest dość niekomfortowa.
Innym ciekawym doświadczeniem, z jakim
przyszło mi się zetknąć, to zaufanie ‘paczkomatom’ InPostu! Nigdy, przenigdy
więcej, słowo daję. Jak mogłem nie wziąć kuriera, nie wiem, co mnie pojebało!
No kurwa nie wiem! I Pani Wojciechowska Martyna, niech sobie te wszystkie
paczkomaty w dupę wsadzi, a potem nimi sra! W jednej z księgarni internetowych
zamówiłem książki (tak, w naszej rodzinie się czyta sklejone/zszyte ze sobą
kartki papieru, zapełnione drukiem), celem wręczenia ich wybranym członkom
klanu, w ramach prezentu. Zamówienie poszło w dwóch sortach, bo oczywiście
przez niedogadanie, za późno dostałem info od mojej kuzynki. Nieważne. Pierwsza
paczka nie mogła zostać dostarczona do wybranego przeze mnie paczkomatu, bo się
spierdolił i mam drałować gdzieś na Rakowiecką – żeby było weselej, spadł śnieg
kurwa, a raczej nadal pada u mnie we wsi. Druga paczka, to już jest w ogóle
kurwa taka akcja, że myślałem, że jebnę. Dostaję sesemesa o treści: miau, miau,
miau, miau, paczka czeka w paczkomacie w SOCHACZEWIE, przy wyjeździe na chuj
wie co’! Myślę sobie, pojebało! Pisze maila do InPostu, bo się do tych debili
nie dało dodzwonić i chuj (odpisali wczoraj, po 5 dniach i mojej rozmowie z
niemiłym panem). Udało mi się w końcu do nich przebić w godzinach wieczornych,
uroczy pracownik infolinii dał mi kurwa zajebisty wykład na temat, jak to ja,
albo sklep, spierdoliliśmy sprawę. Tłumaczę mu, że się chyba głową na dupę
zamienił i ma gówno, a nie pojęcie o tym co ja robię. Tłumaczę, że w profilu u
nich mam tylko Krakowskie dane paczkomatowe, że to jest nowe konto i nic nie
było zmieniane, tym bardziej na Sochaczew. Nie, pan się uparł, że InPost jest
zajebisty i błędów nie robi, księgarnia ma się z nimi skontaktować, oni odeślą
paczkę do nadawcy i nadawca wyśle ją jeszcze raz, tym razem do Krakowa. Ja
jebię! Piszę zatem do tej księgarni, że zmuła, że książki nie będę miał na
święta, że dziękuję dobranoc, że mają sprawę naprawić. I dostaję maila od
księgarni, że zarówno oni, jak i InPost nie mogli popełnić błędu, bo oni to
robią automatycznie. Jedyną możliwością jest to, że zmieniłem adres na nowy i
czasem wysyła się coś na ten stary, bo nie było aktualizacji. Pisze więc do niej,
że kurwa sorry, nic nie zmieniałem, bo jak jej tłumaczyłem, to jest nowe konto,
że nie życzę sobie, żeby mi przypisywać winę za coś, czego nie zrobiłem i nie
chcę dłuchać dalszych tłumaczeń ich niekompetencji. Odpowiedziała mi, że może mi to wysłać kurierem, ale mam jej
zapłacić 13 zeta! Takiego chuja! Ewentualnie zwrócą mi kasę, a ja mam iść do
księgarni, kurwa zakupić pozycję książkową, żeby ją mieć na czas przed
świętami!!!??? Że generalnie mnie nikt o nic nie obwinia… i wtedy mnie chuj
strzelił, napisałem do niej, tak jak się do cepów pisze.
Witam,
Dziękuję
za odpowiedź,
Jak
pisałem wcześniej, państwo zwalili winę na mnie. Cytuję, bo widocznie mają
Państwo problem ze zrozumieniem wysyłanych wiadomości,
„Skontaktowaliśmy
się z inpostem, sprawa rzeczywiście wygląda nietypowo. Nasz system
automatycznie generuje etykiety adresowe z paczkomatem wybranym przez klienta,
nasz pracownik nie zmienia adresu dostawy, podobnie inpost - nie ma możliwości
zmiany adresu dostawy. (ten fragment,
który dalej następuje, był pogrubiony, a słowo ‘jedynie’ dodatkowo na czerwono)
Podobna sytuacja może mieć miejsce jedynie wtedy, gdy klient miał wcześniej ustawiony
inny adres paczkomatu, po czym dokonał jego zmiany - wtedy może wygenerować się
jeszcze stary adres.”
Z
zaznaczeniem, że sytuacja ma miejsce JEDYNIE, gdy ja zmieniałem adres. Otóż nie
zmieniałem nic, bo jak napisałem w mailu, konto w tych ‘cudownych’ paczkomatach
zakładałem w momencie mojego pierwszego zamówienia u Państwa, czyli w zeszłym
tygodniu i od razu podałem Kraków jako wybrane miejsce dostawy. Widocznie mamy
trochę inne rozumienie sformułowania ‘podobna sytuacja może mieć miejsce
jedynie wtedy, gdy’.
Zresztą
w tym momencie jest to i tak już nieważne. Rada z księgarnią... Bomba!
Atomowa! Po pierwsze, nie mam możliwości biegać teraz po księgarniach i
szukać książki, którą zamówiłem przez Internet w terminie gwarantującym dostawę
przed świętami. Po drugie, nie chce mi się przebijać przez tabuny plebsu, które
szturmują tego typu placówki w tym okresie roku. Takie rady, to sobie Państwo
mogą spisać i wydać jako poradnik ‘Czego nie pisać klientom, żeby nie dostali
ataku globusa’!
Dziękuję
za propozycję kuriera, ale jak sami Państwo zauważyli, są wątpliwe szanse,
żebym to dostał na czas. Takie życie, wypadki chodzą po ludziach, mnie
wyprowadza z równowagi zwalanie winy na mnie, zamiast proste i szybkie
załatwienie sprawy. Swoją drogą, Impost słynie z tego typu pomyłek,
przypomniawszy sławetną akcję z ‘paczką dla mamy’ z okazji 26 maja 2010 roku,
kiedy wszystkie paczki z kraju – była to darmowa akacja marketingowa na
facebook – trafiły do Andrychowa… Tym razem Sochaczew, który dziwnym trafem
jest ich bazą wypadową… z tego co czytałem na forach internetowych, nie jestem
osamotionym przypadkiem.
A
teraz ja się wkurzam, Państwu truję dupę, sam nie wiem po co, bo nie mam tego w
zwyczaju, ale zarówno Państwo, jak i Impost z uporem maniaka wmawiacie mi, że
ja coś zrobiłem źle. Nie, nie zrobiłem. Proszę dostarczyć tą książkę do
paczkomatu w Krakowie, jak już wróci do Państwa z tego Sochaczewa.
Z
góry dziękuję i pozdrawiam
Już mi nic
nie odpisali, a szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać! Gdzie ja kurwa żyję?
Wydawać by się mogło, że podmioty gospodarcze czerpiące zyski ze sprzedaży dóbr
i usług, winny się starać być dla klienta pomocne, celem dalszej, owocnej
współpracy. Ja w tej jebanej księgarni internetowej wydałem 150 zeta. Może nie
są to kokosy, ale ponieważ kupuję książki regularnie, mogliby liczyć na dalszy
zysk, a także polecenie ich krewnym i znajomym. Zresztą takie podejście jest w
tym kraju nagminne, nie wspominając już o Krakowie. Wchodzisz do sklepu ,a tam
jakaś kupa za ladą, z mina pingwina, rzyga na ciebie niezadowoleniem, bo
przerywasz jej właśnie błogi proces nie-myślenia. Nie ma proszę, nie ma
dziękuję, nie ma nawet kukuryku. Z drugiej strony, ludzie to dziwki i jak stoję
w kolejce w moim ukochanym sklepie spożywczym, na dziale
ryby/mięso/wędliny/nabiał/garmażerka, to mnie chuj strzela. Jakieś uszminkowane
matrony, z misternie tkanym kokiem z lichych włosów na czerepie, nonszalanckie
jak chłop pańszczyźniany we wczesnym średniowieczu, tonem urażonej samicy guźca
syczą: ‘dej mi tego 3 (czytaj: czy – bo tak się w Krakowie wymawia ‘trz’, jako
‘cz’) deko baleronu’. Z kolei, klient nie ma płacone, za to, żeby obsługiwać. I
koło się kurka rurka zamyka… Prawda jest taka, że ja sobie na takie traktowanie
nie pozwolę i już, a że jestem jednostką wybitną, po rajstopce pocisnąć też
umiem. Amen!
I skoro już przy tym temacie jestem, to zdecydujmy
się na kupno prezentów Bożonarodzeniowych od drobnych przedsiębiorców, ze
sklepu z rękodziełem, od sąsiada, który robi wszystko, aby utrzymać swój
sklepik, od przyjaciółki, która wytwarza niepowtarzalne rzeczy... Zróbmy tak,
aby nasze pieniądze dotarły do ludzi, którzy ich potrzebują, nie do firm
międzynarodowych i wielkich przedsiębiorców, którzy płacą zbyt mało swoim
pracownikom i przemieszczają firmy w inny koniec świata. Dzięki temu więcej
osób będzie mogło przeżyć szczęśliwe Boże Narodzenie. Ja ten apel rozsiewałem w
mediach społecznościowych za pośrednictwem koleżanki i kurwa dupa jestem, że
zapomniałem to tutaj napisać… Generalnie większość – poza oczywiście książkami
z księgarni internetowej polskiej, z Białegostoku, rodzinnego miasta mojego
narzeczonego – kupuję w lokalnych galeryjkach i punktach sprzedaży detalicznej.
Szczególnie w jednym – Hurtownia Rzeczy Ładnych, ul. Krakowska 13 w Krakowie - http://www.rzeczyladne.com/ !!! Polecam,
mnie tam uratowano życie, gdy w 2006 roku wpadłem godzinę przed odjazdem
pociągu do Poznania, 23 grudnia, bez prezentów, praktycznie zapłakany… Szybko
wybrałem co mi się podobało, Pani mi to zapakowała, zdążyłem się spakować,
odebrać zapakowane gifty i zdążyć na ostatni pociąg! Od tego czasu kupuję tam
regularnie i mam nawet zniżkę dla stałego klienta! W domu wszystkie szklanki i
kieliszki, wazony, duperele, karafki, misy, bibeloty są od nich – a każdy
kieliszek jest inny, podobnie jak szklanki – taki mam zwyczaj. Cudowna
atmosfera, ciepłe, życzliwe, radosne kobiety, które sprawiają, że ja czuję się
jak u znajomych w odwiedzinach, niż jak w sklepie. No i załatwiają za mnie
czarną robotę, użerając się z papierami, kokardami i innymi ozdobami, celem
ładnej identyfikacji wizualnej podarków. Wesela, święta, urodziny, parapetówki,
bezokazje, autoprezentowanie – to jest moje pierwsze miejsce poszukiwań i tak
pozostanie, tak mi dopomóż Bóg!
Takie tam ze spaceru - konik
Takie tam ze spaceru - łąka we wsi
Takie tam ze spaceru - garażowe
Takie tam ze spaceru - samowola okienna
a Ty jak sypiasz ze swoim kotem?
Nowa miłość z Korei Północnej mojej kuzynki - Roman... brzmi znajomu
skromny ja
Takie tam ze spaceru - most











































