piątek, 31 maja 2013

czar podkarpackiego hornu

     Tam gdzie blokowiska morzem się rozlały, wesoło na skwerku, u szczytu zbiorowej sypialni z betonu, wyłania się ona – mistrzyni wizażu, baronessa feszon, nieoszlifowana perła szafiarstwa stosowanego – Lejdi Kamilla znad Wisłoki…


     W najnowszej stylizacji jawi nam się niczym przez mgłę opadłych bezwładnie włosów na kształtnej głowie i zwisie torebnym, jako rodzimy cypel co się Hel nazywa, a przez wilki morskie nazywany Zielonym Przylądkiem Horn! Niczym zwieńczenie tego skalistego archipelagu bałtyckiego… Posągowa syrena rozpyla swój niebagatelny urok i blichtr złotych ornamentów.





     Użycie, co nawet dzicy mieszkańcy Pomorza, zwani Kurdami wiedzą, mojego ulubionego koloru - zieleni Veronese’a – na wielkiej urody zasłonach kończyn dolnych, przywozi na myśl bodący serce i epatujący swobodą album Savety Jovanovic - ''Lazno jelazno, sve sto je tvoje''! Wielkie podobieństwo obu artystek jest niemal uderzające, kwintesencja ponadczasowej elegancji i stylu wprost z alkowy Koko Szanel!




     Niesamowicie odważne, ale już będące klasyką samą w sobie i hymnem pokolenia połączenie firanki łazienkowej, z botkiem na obcasie, spowodowało u mnie modowy orgazm! Wielokrotnie przyglądałem się ozdobom na futrynie wychodka moich rodziców i nieśmiało pod ich nieobecność przymierzałem je jako bieliznę osobistą, ówdzie nietuzinkową woalkę… zawsze był to efekt fopaks, swoiste deżawi… ale BOTKI! Strzał w jedenastkę!





     Na tradycyjnych już czwartkowych spotkaniach z modą, które dla swoich fanek organizuje podkarpacka arystokratka i guru najnowszych trendów, temat wykorzystania okiennych zwisów w dziedzinie obuwnictwa botkowego musiał zostać poruszony! Paparacci złapali na ulicach Dębicy kilka szansonistek, na czele z przyjaciółką Kamilli – Panną Bijonse – które wychodziły ze schadzki w identycznych niemal butach.



     Na ulicach powiatu, również w identycznych kozakach, zakupy roiła pisarka zza wschodniej granicy, Nałomi Kambelównaya z mężem, rosyjskim milionerem… Jak donoszą portale plotkarskie, zainspirowana geniuszem Lejdi Kamilli piosenkarka, w lokalnych butikach poszukiwała dla siebie czegoś na kolejne wyjście do modnego koktajlbaru!



     Więcej takich odważnych stylistek! Nie bójmy się eksperymentować. Kamilla, będąca nadwisłockim Alfredem Hiczkokiem świata feszon, po raz kolejny udowadnia, że więcej… znaczy więcej, a mniej, znaczy mniej! Lansowane przez wyfiokowane ‘blogerki modowe’ minimalistyczne zestawy wprost ze sklepu papierniczego, albo innej Casotramy, są nietrafione i poniżające dla szanującej się Szafiarki.



     Kamilla Królowa Szafiarek po raz kolejny pokazuje, że mocno zaakcentowane detale, zaskakujące, ale współistniejące w swoistej pasożytniczej harmonii mezalianse kruszców, tudzież kolorów oraz barwne malowidła na twarzy, dają efekt iście postbarokowego komercjalizmu.

     Wspomniana wcześniej zasłona w odcieniu zieleni Veronese’a, która w tej stylizacji idealnie spełnia rolę habitu, zestalona z seksowną i nieco wulgarnym zgniłym groszkiem cukrowym, okraszonym nutką śmietany i jakże dającej powabu satynowej lamówki! Nasz zielony ptak…  





     Celowe odrzucenie urządzeń AGD, jako protest przeciwko formalizacji i szufladkowaniu, owocuje nieposkromioną niczym siatką zagięć i zmarszczek. Potęguje to zarówno lekkość stylizacji, jak również efekt drapieżnego pazura, który nieborakiem uderza nas z ramion podomki suto zastawionymi srebrnymi iglakami!


     Efekt pompejskich obfitości złotych i srebrnych imitacji kusi odbiorcę, jak łuski syren na skałach Przylądka Helskiego… migocące na słońcu paciorki i perlisty uśmiech dębickiej guru modowej zdaje się śpiewać… lalalalalal! Głowa konia, służąca tutaj za torebkę, również na potęgę kwadratową udekorowana szlachetnymi minerałami, takimi jak jablonex, tombak, czy plastik niejako ociepla wizerunek okrutnej nimfy wodnej…








     Delikatnie spływające niemalże po kolczastych ramionach Szafiarki liście klonu i nagła, acz zrozumiała fascynacja dziewczyny korą, przefruwa nas nieomal na wieś spokojną, wieś wesołą, gdzie Lucy Mont Montgomery pisze na kartach pamiętnika przygody Dorego Wojaka Szwejka… I tylko filmik nam pozostaje, tylu chwil wspomnienie… hymn, preludium i akupunktura do teledysku naszej ulubionej gwiazdy małej estrady, Aldony Orlowskiej!








<iframe width="640" height="480" src="http://www.youtube.com/embed/lzuOtu32P08" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

<iframe width="640" height="480" src="http://www.youtube.com/embed/O3ziZeaXPcc" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

poniedziałek, 27 maja 2013

grube panie



     Są takie dni w życiu i nie myślę tutaj o PMS, czy innym EKG, kiedy masz ochotę wyć do księżyca i sikać pod wiatr! Mam to nieszczęście, że jestem zmuszony do pracy z osobą, która przed degradacją była moim bezpośrednim zwierzchnikiem. Pomijam fakt, że zarządowi zajęło stanowczo za dużo czasu odsunięcie jej od psucia wszelkich przejawów kreatywnego i świeżego myślenia. Że nareszcie można normalnie pracować, nikt nie każe mi raportować gównianych informacji pięć razy na godzinę, nie kradnie moich genialnych pomysłów.

     Niestety pizdy głównym zajęciem było przypisywanie sobie zasług innych oraz niemalże sadystyczne uwielbienie kontroli i upodlania poległych jej jednostek. Jak mogła komuś spierdolić choć jedną minutę w godzinie, to lewitowała z ekstazy, ciskając wyimaginowany śluz na prawo i lewo!

     Pomijam fakt, że gdyby mnie tak pięknie wyjebano ze stanowiska, to bym zapewne kurwa co najmniej odszedł z zakładu… ale ja mam jednak inne wartości wpojone przez dziadków i rodziców, niż ta kupa smalcu o aparycji skrzepu pleśniowego ‘śmietanki szczecineckiej’! Nie chcę się skarżyć na swój los, potulny jestem jak moja kotka Teresita po narkozie, ale do kurwy nędzy, musze pracować z jednostką tak odrażającą, że mimo iż zarabiam naprawę zajebiście i wszyscy mnie tam cenią, szczególnie moi klienci, to odejdę! Moje zdrowie psychiczne nie jest tego warte!

     Ja już rozmawiałem na ten temat z kilkoma osobami w firmie, powiedziano mi generalnie, że to przez zazdrość. Przez zazdrość kurwa jego mać, bo eksploduję za sekundę! Ta stara, sflaczała i wyruchana w dupę przez zdechłego goryla CIPA motywowana jest zazdrością! Gówno prawda! Jest złą, pazerną, mściwą, brzydką i wulgarną osobą, gdyby to ode mnie zależało, takie kreatury podawane byłyby przymusowej eutanazji.

     Wiem, że mam kurwa problemy z dupy, są luzie, którzy zmagają się z naprawdę wielkimi dramatami, jak trądzik różyczkowaty, czy rak mózgu i szczerze, jest mi głupio, że się tak ekscytuję jakąś starą rurą, której nawet mąż kijem nie dotknie, tylko na boku rucha ministrantów!

     Druga w pytę zajebista grubaska z mojego działu wyjebała na L4, zostawiając nas w czarnej dupie. I jak piszę o czarnej dupie, to mam na myśli naprawdę wielką, czarną dupę, gdzie można schować bez problemu stado waleni błękitnych i czternaście samolotów transportowych An-22!



     Pikczer it. Najpierw lachon ucieka na L4 w drugim miesiącu ciąży, rzuca wszystkie projekty, które w najbardziej gorącym okresie spadają na głowę tak wyjebanych w kosmos skromnych osób jak JA. Chuj, poradziliśmy sobie ledwo, ale daliśmy radę. Wychodzę z założenia, że ‘stan błogosławiony’ to nie choroba, a ten spocony wiecznie stolec nietoperza zwolnienie miał na siłę, bo jej już się nie chciało… skąd wiem? Bo sama mi to powiedziała, podobnie jak dziesiątkom innych osób w naszym kołchozie. Zero kurwa zachowania jakichkolwiek pozorów. Chuj z nią.

     Wróciła po ponad roku, u nas zmian tyle, co przykładów pedofilii w zorganizowanej grupie przestępczej KK (Kościół Katolicki), a ona chce teraz wszystkie firmy, które kiedyś tam miała. Nieważne, że ponad rok każdy je rozwijał, a ja wyciągałem z nich średnio 500% normy i to nie jest ściema, nie będę fałszywie skromny. Szef wszystkich szefów się wkurwił i powiedział, sorry mała brzydka, gruba tandeto, spierdalaj na drzewo banany prostować (tak nie powiedział, ale ja to tak interpretuję)!

     Po 3 tygodniach pracy (z czego kurwa ponad tydzień na urlopie z okazji 1 maja) zapodała L4 na dwa tygodnie… i chuj, że dostała nienormowany czas pracy, czwartki i piątki praca z domu… nie, wczoraj się okazało, że ten baleron o małych odnóżach ma DEPRESJĘ!!! Potem oczywiście jak zawsze szczerze wyznała, że ma na tyle wysoką średnią, że to L4 będzie tak długo donosić, jak tylko się da… bo ona chce siedzieć w domu z dzieckiem, a nie w biurze… Nie wiem jak u niej w lepiance, ale u mnie, jak się nie chce pracować, to się zwalnia z pracy… jak ją ZUS na tym złapie, to z jej grubej dupy zrobi jesień średniowiecza, a bóg mi świadkiem, zrobię wszystko, żeby się dowiedział!

     Nigdy nie miałem depresji… nie stać mnie na nią ani czasowo, ani finansowo, ani kurwa emocjonalnie, ale jak taka wypindrzona w najlepsze niedzielne trykoty kapibara wpada do biura, cała uhahahana, z czerepu ochoczo spływają przetłuszczone włochy łonowe z nowym balejażem… pazury z brzydkim, ale nowym akrylem, czy inną hybrydą… Nie dziwię się, że przez takie ewenementy pracodawcy obawiają się zatrudniać kobiety…

     Zresztą kurwa mać, ja napierałam wesoło figury geometryczne, pracuję po dziesięć godzin dziennie, robię rekordy przychodów, ale co do urlopu, to sorry, najpierw luzie co mają dzieci… jako osoba, która ma TYLKO chłopaka i kota… jestem na końcu. A najlepiej, gdybym wolnego nie brał wcale, bo ktoś ten burdel musi ogarniać… A co ja jestem? Alfons?



     To, że nie mam własnych dzieci, nie znaczy, że żadne dzieci na mnie nie czekają, że nie mam życia po pracy, że musze zapierdalać na kogoś innego. Nie ja zmuszałem tych rodziców do kopulacji bez zabezpieczenia. Płacę wyższe od nich podatki, nie mam ulg, nie mogę nawet hajntąć się z moim chłopem, bo spora cześć tego zacofanego społeczeństwa jest przekonana, że to zagraża ROZINIE! Komu kurwa? Ponad 40% małżeństw się rozpada i nie wiem co ma z tym wspólnego fakt mojego ruchania się z facetem, a nie z laską?

     Podstawowym problemem jest niewiedza i zabobony rozsiewane przez takich impotentów intelektualnych jak Profesór Doktór Wielokrotnie Nieruchanna Pawłowicz, czy innych Jurków! Ciekawe, że nie przeszkadza im wyciąganie łap po moje podatki, z których finansowany jest pełen nienawiści Kościół, będący w tym momencie zaprzeczeniem wszelkich nauk, jakie płyną z Katechizmu, czy innej Biblii.

     Czy jakieś patologiczne komórki społeczne, gdzie chleje się na potęgę, bije, zabija i gwałci dzieci! To jest ok… no kurwa krew mnie zalała! Dziecko, to nie jest zabawka, ani karta przetargowa. Opluwanie niewinnych istot, które urodziły się dzięki in vitro przez posłów z PiS-uaru! SKANDAL!!! Co następne, niepełnosprawne dzieci też będą niepotrzebne i ‘be’, bo na ich leczenie potrzebne są pieniądze, które można przeznaczyć na nową, złotą (a jakże) koronę dla jakiejś figurki w kościele?

     To przedszkole, gdzie dzieci Pis-uarów uczęszczają, a które jest przeznaczone tylko dla dzieci z ‘pełnych domów’ – składających się z mamy (z pochwą) i taty (z małymi jajami)! Czy to jest normalne w XXI wieku? Żeby te zieci nie ,musiały przebywać z maluchami z ‘rozbitych’ komórek społecznych. Ja pierdolę… tym bardziej, że szef tej partii to stary kawaler co rucha koty, Pawłowicz brandzluje się świecą i pije krew dziewic, a połowa posłów tej lewackiej organizacji jest rozwieziona! Niech mnie ktoś uszczypnie, najlepiej kombinerkami, bo to nie jest kraj, o który walczyłem… czy coś tam…

     Problemem jest kurwa to, że ja będę informowany w szpitalu o stanie zdrowia mojego faceta, z którym kochamy się i jesteśmy razem od ponad CZTERECH lat! Nie, ja kurwa nie mogę, bo w ten sposób zabiję w Polsce rodzinę i Wielki Kościół Katolicki, opływający w złoto i brylanty! Bitch Please! Niech tą Pawłowicz ktoś w końcu porządnie wyrucha, albo niech sobie kupi piłę elektryczną, wsadzi w cipę, zapoda do prądu kabel i włączy, to chyba jedyne rżnięcie na jakie ją stać! Amen.








środa, 22 maja 2013

pod egidą lata



     Lato wkroczyło do uroczej małopolskiej wsi, jaką bez wątpienia jest Kraków i już wśród mleczy wyrosły blade ciała, niczym bąble na skórze oblanej wrzątkiem. Nigdy nie rozumiałem zamiłowania współobywateli do negliżu bieliźnianego, tak chętnie uprawianego na co bardziej za-trawionych skrawkach przestrzeni miejskiej. Noł meter łot, grubi, chudzi, pryszczaci, ogoleni, jak jeden mąż, w gaciorach i stanikach prosto z wyprzedaży ‘na wagę’ w tesco, albo innej Biedronce, prężą się do promieni słonecznych.

     Proszę mnie źle nie zrozumieć, sam bardzo lubię przebywanie na słońcu, bardziej aktywne, niż pasywne, ale jakieś pseuo-ozdobne majciochy, w dodatku z chińskiej koronki, z całą Puszczą Białowieską ochoczo wyglądającą zza lamówki, to już przesada. Może ja mam zbyt wygórowane oczekiwania estetyczne, ale czy takim ludziom czegoś jednak nie brakuje…? Lusterka w domu!?

     Można wieszać psy na Pani Anji Rubik, że mówi jakby miała całą bagietkę w ustach, że szczupła, że osiągnęła międzynarodowy sukces (okropne fał-paks i deżawi), ale przynajmniej nie boi się wsadzić kija w tyłek statystycznego mieszkańca kraju nad Wisłą. Jesteśmy niestety wieśniakami, którzy wierzą w to, co mówi zaślepiony własnymi ograniczeniami i pazernością proboszcz, niż w to, co naprawdę ma jakąś wartość.

     Całe to pierdolenie o wyższości piękna wewnętrznego… ile osób naprawę w to wierzy? Szczerze, ja nie wyobrażam sobie, żeby mój facet był tylko zajebisty z charakteru… przecież ja mam z nim również uprawiać miłość fizyczną. Zresztą tutaj bardziej chodzi o to, że luzie są zaniedbani. Przez lenistwo zapominają o tym, że można się umyć porządnie, uczesać, wyciąć parę włosów tam, czy ówdzie. To nie jest tak, że to jest jak praca w kamieniołomach. Jak widzę takie zarośnięte babsztyle, albo dziadów nietkniętych nawet podstawową ochroną higieniczną, to mnie trąca po żołądku efekt wymiotny.

     Ciekawe, że to nikomu nie przeszkadza, takie hipopotamy na Bulwarach Wiślanych tuż pod Wawelem, czy innym Kościele na Skałce! Ja omijam to miejsce szerokim łukiem w ciepłe dni, bo swąd potu i te pożałowania godne obrazy, stawiają pod znakiem zapytania moje granice wytrzymałości wizualno-woniowej. Jak chociażby jegomość na zdjęciu poniżej, w wielkiej urody czerwonych gaciorach, naprężający muły, niczym bocian pięty. I to jest na dobrą sprawę najpiękniejszy z tych wszystkich widoków, jakie skalały me zwierciadła duszy w miniony weekend.



     Ale czego ja oczekuję po mieszkańcach kraju, w którym największym sukcesem komercyjnym jest grupa ‘Weekend’ i ich ‘wykon’ utworu ‘tańczysz dla mnie’ – praktycznie już hymnu pokolenia. Nigdy mnie takie przyśpiewki nie bawiły… nawet jako żart, bo to niestety nie jest żart, a spora część ludzi udając, że niby tak jest, dla zabawy to puszcza, tak, niech poleci, pośmiejemy się… a w rzeczywistości lubują się w tym na potęgę. Ileś tam milionów odsłon nie wzięło się z głębokiej prowincji, me sorry.



     Nie mogę nikogo zmusić do lubienia muzyki, która zawiera w sobie więcej niż dwa bity i nie opiera się jedynie na rymach częstochowskich oraz tematyce ruchania jakiejś dziuni w klubie na imprezie… żal nad żale! Podobnie sprawa się ma w kwestii jedzenia. Luzie jedzą straszny szit, ale to okropności, a nawet swoim domowym ssakom, ptakom i rybom dają bardziej zbilansowane posiłki, niż sobie!

     Wiadomo, że nie każdy jest tak zdolny jak Najdżella Lołson, Julia Child, czy ja, ale na miłość boską, jak bardzo trzeba siebie nie lubić, żeby katować swoje ciało emulgatorami, tłuszczami, odchodami karaluchów, czy innych wiewiórek z Malezji…? Na względy kulinarne jestem wyjątkowo wyczulony, przede wszystkim dlatego, że miałem ogromne szczęście być wychowywany w rodzinie, dla której smak i jakość (nie mylić z bogactwem) serwowanego jedzenia, była bardzo ważna.

     Od najmłodszych lat moja babcia Pelagia wpajała mi, że jedzenie musi być świeże, ona dostosowywała menu do pór roku i tego, co akurat dało się upolować w rzeczywistości socjalizmu realnego. Nie była to walka równa i uczciwa, wielokrotnie opierająca się na improwizacji, ale zawsze było wybornie i pysznie, bo moja babcia już wówczas wierzyła w to, że JESTEŚ TYM, CO JESZ.

     Dlatego ani ja, ani moja mama, ani moja ciocia, ani żadna inna osoba, która miała styczność z kuchnią mojej babci (za wyjątkiem mojej siostry, która jest wyjątkowo mało uzdolniona w tej dziedzinie), nie używa półproduktów i nie wierzy w półśrodki. Nie wyobrażam sobie gotowania z ‘proszku’. Nie mówię, że nigdy takich rzeczy nie użyłem, jak gorące kubki, czy inne gówna nasycone saletrą i fekaliami muszki owocówki, dla lepszego aromatu chińskich makaronów… ale codzienność z czymś takim, by mnie nieuchronnie zaprowadziła do wrót niebieskich.

     Jak widzę na ekranie mojego wypasionego telewizora roześmiane buzie dzieci, codziennie karmionych innym ‘pomysłem na’, ewentualnie puszkowanym, czy słoikowanym ‘mięsem mielonym’ nadzianym czymś, co w efekcie końcowym ma być pieczarką, a na początku swojej drogi jest szarą breją, to w kąciku oka kręci mi się czarna jak hebanowe drewno łza rozpaczy! Pod tym względem jestem nakręcony, jak wyposzczony knur na maciory…

     I wytłumaczenie, że ktoś nie ma czasu, jest tak chujowe, jak pytong żula spod sklepu monopolowego. Ja kurwa napierdalam codziennie szpagaty na zakładzie, ćwiczę, mam zobowiązania towarzyskie, ale jednak zdążę zrobić codziennie obiad, który musi spełniać moje wygórowane normy. Niestety, albo stety, ja wymagam najwięcej od siebie, a w kuchni jestem perfekcjonistą.

     Zdaję sobie sprawę, napisze nieco nieskromnie, że osoby takie jak ja, nie są lubiane. Ja mam swoje zdanie, nie jest łatwo mnie zmanipulować… poza tym znam swoją wartość i nie chcę schodzić poniżej pewnego poziomu, a już szczególnie nie dlatego, bo ktoś jest leserem i tak będzie mu wygodniej. Właśnie wygodnictwo jest plagą naszych czasów! Ktoś woli obejrzeć tysiąc-chuj-wie-który odcinek ‘Klanu’ tudzież innej ‘Plebani’, niż zrobić coś rozwojowego… to jest takie powszechne folgowanie bylejakości i temu co PRZECIĘTNE, a ja na przeciętność mam alergię!

     Wymaganie od siebie więcej, może być bardzo męczące, ale jednocześnie niesie ze sobą ogrom satysfakcji i zadowolenia! Wolę spędzić niedzielę czytając coś ciekawego, spacerując po mieście i spotykając się ze znajomymi w Forum Przestrzenie, niż udać się do kościoła i do centrum handlowego, ewentualnie w staniku z plastikowej koronki smażyć się na osranej przez kejtry trawie pod Wawelem!

     Nawet jeżeli zagęszczenie hipsterów w Forum Przestrzenie wynosi tam dwadzieścia siedem jednostek na metr kwadratowy, gro osób wygląda jak z lookbook.nu, każdy ma ajfołna, nju balansy, czy inne habanesy, to jest to doświadczenie, które coś nam daje. Leci zajebista muzyka 9na żywo gra J na zewnątrz). Ludzie rozmawiają nie tylko o Smoleńsku i o tym, jak zamknąć mordy pedałom… formy są ciekawe, wystrój odbiega od bylejakości lokalnych ‘knajp’. Nie ma boazerii na ścianach! Jest zajebiste, świeże jedzenie i napar chmielowy z mikrobrowarów. A co najważniejsze, ten czas spędzam z moimi przyjaciółmi, którzy sami w sobie są wartością dodaną - ekstremalnie interesujący i wartościowi. A fanpejdż Forum po linkiem  https://www.facebook.com/forumprzestrzenie



     Szczerze, jakkolwiek życie rzuca mi pod nogi różne kłody, to dzięki temu, że chce mi się robić coś ponad przeciętność, w chuj lepiej skaczę. Dzięki temu chce mi się robić w sobotni wieczór obiad proszony dla moich przyjaciół, nakurwiać wesołe salta w mikrokuchni. Serwować trzydaniowy posiłek, który wywołał orgazm kulinarny u wszystkich! Bo jeżeli życie traktujesz z pasją i przekładasz to na aspekty swojego życia, to nawet jeżeli coś nie zawsze pójdzie po twojej myśli i tak bezie dobrze!

     Nie zrobiłem co prawda makaronu z paczki na jedną patelnię… gumy arabskiej zalanej wodą, tylko zupę krem z białych szparagów, cytrynowo-rozmarynowo-tymiankowego królika z sałatą z grillowanych warzyw i duszonych brunatnych pieczarek z porem. W dodatku królika sam musiałem podzielić, bo nabyłem go całego i chuj, jakoś sobie poradziłem, choć robiłem to pierwszy raz w życiu. Na deseriozę, jako, że nie cierpię ciast i kremów, podałem gruszkę chińską (brzmi jakaś wyfiołkowana fanaberia, a kosztuje taniej, niż napój Zbyszko 3 Cytryny) gotowaną w białym winie i cytrynach z sosem pomarańczowo-miętowym. Taki jestem zajebiście zawzięty. Poniżej kilka zdjęć, nie zdążyłem sam zrobić, więc daję te, co pojawiły się na face-dziwce udostępnione przez osoby, które znalazły się w grupie szczęśliwców…








     A wczoraj wieczorem, choć musiałem zapierdalać cały dzień w robocie i uskuteczniać inne ciekawe wyzwania życiowe, zapodałem mojemu lubemu grillowanego labraksa (którego oczywiście sam patroszyłem, bo jak by inaczej) z grillowanymi szparagami w szynce parmeńskiej, z lekką nutką cytryny.



     Kolejny tydzień P90X za mną, ojajebię!!! Jakie te ćwiczenia są zajebiście męczące i stymulujące… po pierwszym tygodniu, choć wydawało mi się, że przecież ja jestem wysportowany, nie mogłem rąk podnieść do góry, ani na bok, ani nawet sobie konia zwalić! Całe szczęście, że nie muszę, bo mam chłopaka. Mega harówka, ale jak efekty będą choć w połowie takie jak u innych, to ja będę chodzić wszędzie bez koszulki i smarować się olejkami… amen! 

     Aaaaa... i zraziłem New Balance na rzecz łyżwy... nie mogłem się powstrzymać... są piękne  wygodne i je kocham, bo pieszczą moje stopy!



     Nie wiem, jakiś jestem melancholijny… zajebisty weekend za mną, nie zepsuły go nawet opublikowane na pudelku fotostory z życia Jolandy Rutowicz… swoją drogą, trzeba mieć zdrowo nasrane pod kopułą, żeby po tak spektakularnych upadkach medialnych, groźbach opuszczenia kraju forever, nawet uczynieniu tego, nadal z siłą mięśni Pudziana sprzedać się w periodykach typu Fuckt, czy inny Gość Niedzielny… wow! Baj de łej, czy ona ma perukę na swojej pustej głowie? Wiem, wiem, nie należy obrażać ciężarnej, ale w tym wypadku ta ciężarna jest największym zagrożeniem dla tego dzieciaka… szczególnie dla rozwoju intelektualnego i mentalnego.



     Kasia Dowbor z kolei wylewa pomyje na Te-Fał ‘publiczną’ bo ją zwolnili… ja pierdolę, w jakiej rzeczywistości ta laska żyje…??? Źle pracujesz, nie spełniasz oczekiwań, to przecież nikt nie będzie cię trzymać na siłę. O ona dostawała 850 złotych miesięcznie, kurwa mać, a ile wyciągała z fuszerek w centrach handlowych i remizach małych miasteczek oraz wsi Polesia Lubelskiego? Przypomnieć należy Pani Kasi, że to właśnie dzięki popularności zdobytej w ‘dwójce’! Ludzie w tym kraju dostają tyle kasy i musza utrzymać siedmioosobowe rodziny patologiczne! A wszyscy wiemy, ile kosztuje alkohol i fajki, a jakoś żyją. Może niech Pani Kasia zajmie się zbieractwem odpadów, albo żebraniem po ogródka restauracyjnych, wtedy zrozumie, co to znaczy zarabiać 850 polskich muszelek, beach please!



     Z kolei Moiczka-Piczka Riczarson barzo zazdrości zainteresowania medialnego, jakie z powodu kolejnej ciąży spadło na Kasiunieczkę Cichodupkę i bije w ton ‘Riczarson Chrystusem Narodów’… ponoć chcą ją zniszczyć! Aaaaaaaaalarm, chcą zniszczyć Riczarson, na ratunek tylko spec od spiskowych teorii dziejów – Porucznik Macierewicz!

     Jestem pewien, że to dokładnie te same siły, co stoją za zamachem w Smoleńsku, sławetną sztuczną mgłą, która siłami magnetycznymi ściągnęła samolot na sosnę, czy inny buk, wypełniony materiałami pirotechnicznymi, teraz próbują storpedować melancholijno-pastelowy żywot Piczki i jej Ryśka! God dammit, get ołwer dys bicz! Ten lachon sam się niszczy przez zatruwanie przestrzeni publicznej lanasem na zgliszczach cudzego małżeństwa i wypowiedziami co najmniej kontrowersyjnymi, nawet jak dla Polaków-Cebulaków! A teraz kurwa cała w smutku, bo ją NISZCZĄ nieprzychylne jej osoby… Czyli kto? 90% społeczeństwa? Gratuluję samozaparcia!



     Na zakończenie jeszcze taki kozi bobek na stercie gnojownika – Monika…? Maryla…? Marlena…? Pani Grycanówna i jej… no właśnie co…? Obcowanie ze sztuką wyższą podczas ‘Targów Książki’… ja rozumiem, że ona jest poczytna autorka poradnikowa, że jej dzieła można nabyć drogą kupna między innymi w domu wysiłkowej kolekcji wszech czasów magazynu ‘Tina’ oraz ‘Życie na Gorąco’. Ewentualnie wygrać w konkursie na hasło krzyżówkowe ze ‘Świata Seriali’, ale kurwa ‘Targi Książki’??? Poza tym, jak ona wyglądała? Jakaś opięta na kształt sukienki płachta z elanobawełny, spod której świeciły wymiona, przypominające czasem dwa walczące pod suknem rosomaki! Okropność, nad okropnościami, nie cierpię osób, które poza tym, że są najzwyczajniej w świecie i dosłownie puste, mają aparycję stodoły i zamiłowanie do popijania smalcu olejem! O chuj, się nakręciłem tak, że się porzygam tęczą za chwilę!



     Nic to, pora spiąć pośladki i zrobić coś konstruktywnego, a dla Was na początek dnia, może nie grupa Weekend ale…


piątek, 17 maja 2013

pochwała głupoty


     Poniższego wpisu ze względu na ‘wugaryzmy’ – nie wizę ich – nie chciał mi dodać Singer na www.fuenta.pinger.pl – stąd wracam tu…

     Nie mam pojęcia po co powróciłem na kurka zajebistą ziemię galicyjską z Wielkiej Polski. Po długim weekendzie chciałem już tam zostać, a może nie…. Nie powiem, żeby to był pełnej krwi relaks. Pora relaksów i innych rekreacji w podstawowej komórce społecznej, jaką jest moja rodzina, dawno już minął. Pomarudzę sobie chwilę, zanim przejdę do radosnych kurka (nie można już tu pisać ‘zakręt’???) rzygów tęczą, a co mi tam.

     Generalnie sytuacja jest taka, że człowiek człowiekowi wilkiem, a kiwi kiwi kiwi… zresztą, co ja się będę rozwodzić na tym, że jeden sflaczały, brzydki i mały penis (słowa na ch… nacechowanego, jak la mnie, pozytywnie, też nie można???), wprowadził taki ferment do mojej rodziny, że nawet długi majowy weekend stanął pod znakiem pleśni, gnojownika i gangreny, która zżera moich najbliższych. Serce mi się kraja, dupa tam kraja, moje serce jest rozpierniczane tępym młotem pneumatycznym i powoli posypywane solą i pieprzem! Natomiast dorosłem do jednego, ja nie będę się już w tym babrał, nie mam na to ani siły, ani ochoty, ani motyla noga nawet nie ma takich pieniędzy, które by mnie do tego zmusiły.

     San-of-de-bicz (czytaj: szwagier) nawet psychologowi kłamał na badaniu, które sam kazał sądowi przeprowadzić na nich wszystkich, trzeba mieć tupet, na szczęście facet się zreflektował i będzie to w jego opinii!

     Przez to, że zaczęliśmy tą całą watahę świń całkowicie zlewać i nie reagować na ich werbalne i nie tylko rozwolnienia, jakby jest lepiej. Jedynie moja mama, jak go tylko widzi, to za każdym razem pyta: Nagrywasz to? Bo będę mówić! Mam nadzieję, że tym razem nie bezie manipulacji! – koniec cytatu. Przypomnę, że w sądzie przedstawił 6 płyt nagrań z rozmów – oczywiście jako pies (czytaj: policjant) ma doświadczenie – które przeprowadzał z nami… nagrywał rozmowy telefoniczne, jak i zwykłe, życiowe fejs-tu-fejs… czy to jest legalne w ogóle? Kurka wodna, niech mu stado rudych byków w perskie oko prącie swe wpakuje, tylko na to zasługuje…

     Tyle, bo do jasnej Anielki nie ma co się nakręcać spirali fekaliów, mam już dość tego syfu, tyle, Amen i Allach, czy inny dżihad… Udało mi się za to otworzyć sezon grillowy, nawet guacamole zrobiłem w ilości hurtowej... całe poszło, cała misa!!!





     Przypadkiem będąc w głuszy leśnej podpoznańskiego drzewostanu, z premedytacją wpadł mi w ręce arcyciekawy periodyk światopoglądowy – VIVA…

     …wywiad nie nawet rzeka, ale cała NIAGARA FALLS z Moniczką-Piczką Riczardson… ja pitolę, co ona bierze, niech się podzieli, bo budowanie takiego świata równoległego musi być wspomagane farmakologicznie, tudzież bardziej ogólnie – chemicznie! Jakim trzeba być God dammit impotentem intelektualnym, ile grzybów halucynogennych zjeść, ile razy przydzwonić czerepem w mur, żeby lansować swój wątły celebrytyzm faktem dmuchania żonatego faceta? A teraz ona z nim jest i w ogóle jego była to jakaś szmatex o czterech pochwach, których nie chciała mu udostępnić, bo go NIE KOCHAŁA!

     Na szczęście Piczka-Moniczka ma jedną parę warg sromowych i z chęcią je smutasowi użyczyła, co by się poczuł na powrót jak w rajskim ogrodzie… dla mnie bomba! I jeszcze cholera weselsza nowina, razem prowadzą Kawunię or Herbatunię… kuriozum! TVP niezdolna nawet do odrobiny bezprueryjności, zasłaniając się jakąś z kosmosu wziętą i nieznaną nikomu poza Świętym Juą Tadeuszem od rzeczy beznadziejnych MISYJNOŚCIĄ, zatrudnia za niemałą kapustę, byłego aktora i jego latawicę… ja się  pytam o co kam on? Na to ma iść mój abonament? Na God dammit Roczarson i jej Ryśka, czy jak ten Zenek ma na imię? Chyba jej penis głową wyszedł i wyśrubował stamtąd resztki szarej masy! Nie wierzę w to… slogany o samotności w małżeństwie.

     Prawdziwy facet, jak jest mu cholera źle, to najpierw stara się porozmawiać, coś zrobić. Jak to nie daje efektu, rozstaje się, a na końcu posuwa jakąś blond ladacznicę… God dammit, trochę im się kolejność popiernikowała chyba… tym bardziej, że on ma ileś tam dzieci, ono zresztą też! Jest takim fiutem sflaczałym, że tego by nawet mój aparat gębowy nie ogarnął. O ile ona jest najzwyczajniej w świecie naznaczona negatywnie w rozwoju umysłowym, o tyle on jest fujarą jak się patrzy, tchórzem, cwelem i burakiem posmarowanym pasztetem!




     Przyznam szczerze, że nasza celebrycka zwarzona śmietanka uzależniła mnie na całego… przecież nasze czarne dziury – bynajmniej nie gwiazdy, to jest taka jazda bez trzymaki,  że pytong opada!

     Historia niejakiego Pi-Kej-Je-Ja? Czy Pokemona? Nowego Timbalanda (Doduś, czytaj: Timberlana) polskiej sceny Disco Polo! Ja się nie dziwię, że Natalka Kukulska musi kupować skafander płetwonurka, żeby jakoś z tego szamba wypłynąć… ja pierniczę, kolejny przykład na to, że jak Bozia rozdaje rozum, nie należy wówczas udawać drzewa, albo truchtać do toalety, bo nam motyla noga talenta przepadną!

     I ta jego matka, wybaczcie, że ocenię ją po wypowiedziach medialnych i kilku ciekawych fotkach, na których kula dyskotekowa praktycznie wyskakuje jej z łona… co za laska, ja pierpapier! Gdyby jej ojciec wiedział, co z niej wyrośnie, to by się za łóżko spuścił! No chyba, że w tej kuli był właśnie Pi-Kaczu… God dammit, myślicie, że to możliwe? Lady GaGa zesrałaby się z zazdrości pod siebie! Tak, czy inaczej, uwielbiam taki nekrofilski lans i pranie majtek skalanych kałem w publicznej rzece wiadomości ogólnodostępnych, lubuję się w tym!




     Natomiast co ciekawe, namiestnica samego Cesarza Janusza Jozefovicha, niejaka Baronowa Wielka Księżna de Urbańska stroje szyje! Nie byle jakie! Szczerze mówiąc, ja się na modzie nie znam, dla mnie szczytem elegancji są czyste majtki i podkoszulek… ale co ja tam wiem. Niesłuszna kawalkada krytyki, jaka spała na młodą szwaczkę o arystokratycznych korzeniach, odbita została rykoszetem, niczym najlepszy forhend bogini czechosłowackiego kortu – Navrátilová’ej Martiny!

     Otóż kurka wodna nie! To nie są suknie i przebrania jedynie dla modystek i innych cór korytu! Jak powiedziała sama de Urbańska! zwykłe mieszczki i obywatelki polskiej wsi nabywają drogą kupna hurtowe ilości jej bluzek i gorsetów, kapeluszy i żakietów! Na dowód posiada dziesiątki listów z pochwalnymi trenami, które za pośrednictwem sów, gołębi, jednorożców, ameb oraz innych magicznych stworzeń, dostarczają jej klientki! Wydaje mi się, że ona poza spermą, łyka też te same pastylki, jakie w czopkach przyjmuje Moniczka-Piczka Riczardson… bo Nataszka z modą ma tyle wspólnego, co Kamilla Z. – Podkarpacka Guru Feszon Łorld znad Wisłoki – z Bijonse!



     Chciałbym mieć takie problemy… Skąd nasi celebryci biorą na to kasę? Poza mamoną za świecenie obwisłymi biustami i płaskimi pupami na otwarciu SPA & Łelnes w Wólce Orłowskiej pod Krasnystawem, tudzież kolejnego modnego koktajlbaru w Rembertowie…? No tak, są jeszcze spadki i alimenty, ale na ile to wystarcza…? Na dobrą sprawę można się najeść na takich uroczych banquetach i fiestach… stroje się wypożycza, a z toalety korzysta tylko poza domem – ile to zaoszczędzi na rachunku za wodę i gaz!

     Enyhał, takie gwiazdy jak ja, mają dużo poważniejsze problemy, jak chociażby problem zakupu butów do fitness i dlaczego New Balance… znalezienie godnej mojego lica kosmetyczki w Krakowie… w końcu Galicja, tutaj się ryj myje szarym myłem i fajrant… czy zafundować sobie kwas hialuronowy… już, czy za rok…? Jak podróżować koleją, żeby nie pacnął cię grom z jasnego nieba, przyciągnięty kumulacją niewypowiedzianych ‘panienek’.

     Pikczer it. Nie, czekaj, najpierw coś miłego! Skład jadący z Krakowa do Poznania, miód malina, kontakty God dammit, kubkanie w banie, czysto, mimo braku Warsa, jakieś cuda wianki na wysokości Łodzi… czy Zgierza… pierwsza klasa była faktycznie pierwszą klasą, ale czego się cholera dziwić, jak pociąg nazywa się Cegielski… wielkopolska jakość i solidność…

     Teraz pikczer it, wracałem kurde, nie wiem jak to nazwać… Bo na dobrą sprawę nie było to pociągiem, a skrzyżowaniem beczkowozu z amfibią, tudzież innym starym tramwajem… Na dworze kurka rurka czterysta stopni Celsjusza, na przyczepkę niedziela – zakończenie długiego weekendu! Krzyżówka o wdzięcznej nazwie ‘Sukiennice’ wylała się na dworzec centralny w Poznaniu… przez chwilę stałem, a czarne jak smoła łzy rozpaczy plamiły mój spodzień w kolorze kawy z mlekiem!

     Nieopisany ból! Ja co prawda mam tyle szczęścia, że stać mnie na pierwszą klasę, za co chciałem z tego miejsca serdecznie podziękować Panu Bogu Wszechmogącemu, Stworzycielowi Nieba i Ziemi, Amonowi, Zeusowi, Herze, Safonie i Krystynie Losce!

     Mój wagon wyglądał jak by rozwolnienie nań z rozmachem rozpylił troskliwy miś! Niby żółto-pomarańczowy, ale każdy wie, że ten lukier śmierdzi, a w środku można się spodziewać tylko najszczerszego w świecie gnojownika! Po raz kolejny nie zawiodłem się na Pi-Kej-Pi! Pomimo otwartych okien, ale dzięki tabunom ludzi koczującym na korytarzach, dało się czuć nie tylko swąd potu samego maszynisty, ale przede wszystkim, przeszywający gorąc, który nie zelżał do samej stolicy galicyjskiego landu – Krakowa! Po skromnych siedmiu godzinach God dammit tułaczki!

     Naturalnie skład, który w cywilizowanym świecie byłby już najpewniej puszką taniego trunku, przemieszczający się z zawrotną prędkością czterech kilometrów na godzinę, nie posiadał Warsu – po co, w końcu tylko ze Szczecina do Galicji. Nawet jakichś ludzi z wózkami, ustrojonymi kawą z Biedry, podróbkami princepolo, Danusi, Grażynki i bułami z salmonellą, uświadczyć się nie dało. Musieliby oni bez mała lewitować swoimi dwuśladami, nad tymi biednymi ludźmi, ułożonymi na podłogach korytarzy. Przeżyłem, kolejne oświadczenie na listę sportów ekstremalnych.

     A w zeszłym tygodniu Łorsoł, kolejne moje wojaże pracownicze… Nasza piękna stolica… i powiem szczerze, że ja Warszawę lubię. Przez ostatnie półtora roku spędziłem tam dobre kilka miesięcy na konferencjach, delegacjach i innych lansach, mniej lub bardziej imprezowych. Podoba mi się, że mogę być cały w kwiatach, albo innych bzach i pikuś… w Galicji największą ekstrawagancją, na jaką ludzi stać, to wyciągnięte swetry i udawanie bohemy… rzygam tęczą i tymi wełnianymi uniformami… wystarczy, że wyglądasz odrobinę inaczej, już leniwie snujący się po chodnikach obywatele, patrzą na ciebie wzrokiem gotowym do wypalenia oczu i wyrwania serca… A może to ja jestem przewrażliwiony... cóż się dziwić, skoro o rana mam 'bad hair day'!!! Tylko Teresita jak zawsze wyszła idealnie .. 7 rano a ona cała w skowronkach na oknie w sypialni.. 





     Z recenzji kulinarnych, kochani, bo jeszcze nie polecałem tego miejsca – ZAKŁADKA – szczere, nieprzymuszone i genialne mistrzostwo świata w każdym aspekcie! Za cenę powiększonego zestawu z MakDonala macie wysublimowane potrawy z lekką nutką dekadencji. Ja jestem oczarowany od samego początku tego nadal nowego miejsca na kulinarnej mapie Krakowa! Gorąco polecam, menu zmienia się sezonowo, co jest ogromnym atutem i rzadkością w Galicji. Karafka wina – LITROWA – za 39 polskich muszelek, kurka-rurka, czego chcieć więcej??? http://zakladkabistro.pl/

     Nic to, pora pupę w troki zbierać, nie ma co marudzić, God dammit, zacząłem jakiś program P90X – Święta Tereso, jak mnie wszystko boli, to jest masakra. Bolą mnie nawet miejsca, które nie istnieją! Lato w pełni, trzeba się pokazać na mieście półnagim!

     EmKa z kolei biega codziennie pół-maraton, ćwiczy, skacze, szybuje, niczym Doktor Paj-Chi-Wo! Mega zawzięty, jestem z niego strasznie dumny, bo sporty zawsze omijał szerokim łukiem…  A na dowidzenia, skoro i tak już podałem to najserdeczniejszej i słitasnej osobie – becareful o Tobie mowa – mój instagram to: tj_piela