Lato wkroczyło do uroczej małopolskiej wsi, jaką bez wątpienia jest Kraków i już wśród mleczy wyrosły blade ciała, niczym bąble na skórze oblanej wrzątkiem. Nigdy nie rozumiałem zamiłowania współobywateli do negliżu bieliźnianego, tak chętnie uprawianego na co bardziej za-trawionych skrawkach przestrzeni miejskiej. Noł meter łot, grubi, chudzi, pryszczaci, ogoleni, jak jeden mąż, w gaciorach i stanikach prosto z wyprzedaży ‘na wagę’ w tesco, albo innej Biedronce, prężą się do promieni słonecznych.
Proszę mnie źle nie zrozumieć, sam bardzo lubię przebywanie na słońcu, bardziej aktywne, niż pasywne, ale jakieś pseuo-ozdobne majciochy, w dodatku z chińskiej koronki, z całą Puszczą Białowieską ochoczo wyglądającą zza lamówki, to już przesada. Może ja mam zbyt wygórowane oczekiwania estetyczne, ale czy takim ludziom czegoś jednak nie brakuje…? Lusterka w domu!?
Można wieszać psy na Pani Anji Rubik, że mówi jakby miała całą bagietkę w ustach, że szczupła, że osiągnęła międzynarodowy sukces (okropne fał-paks i deżawi), ale przynajmniej nie boi się wsadzić kija w tyłek statystycznego mieszkańca kraju nad Wisłą. Jesteśmy niestety wieśniakami, którzy wierzą w to, co mówi zaślepiony własnymi ograniczeniami i pazernością proboszcz, niż w to, co naprawdę ma jakąś wartość.
Całe to pierdolenie o wyższości piękna wewnętrznego… ile osób naprawę w to wierzy? Szczerze, ja nie wyobrażam sobie, żeby mój facet był tylko zajebisty z charakteru… przecież ja mam z nim również uprawiać miłość fizyczną. Zresztą tutaj bardziej chodzi o to, że luzie są zaniedbani. Przez lenistwo zapominają o tym, że można się umyć porządnie, uczesać, wyciąć parę włosów tam, czy ówdzie. To nie jest tak, że to jest jak praca w kamieniołomach. Jak widzę takie zarośnięte babsztyle, albo dziadów nietkniętych nawet podstawową ochroną higieniczną, to mnie trąca po żołądku efekt wymiotny.
Ciekawe, że to nikomu nie przeszkadza, takie hipopotamy na Bulwarach Wiślanych tuż pod Wawelem, czy innym Kościele na Skałce! Ja omijam to miejsce szerokim łukiem w ciepłe dni, bo swąd potu i te pożałowania godne obrazy, stawiają pod znakiem zapytania moje granice wytrzymałości wizualno-woniowej. Jak chociażby jegomość na zdjęciu poniżej, w wielkiej urody czerwonych gaciorach, naprężający muły, niczym bocian pięty. I to jest na dobrą sprawę najpiękniejszy z tych wszystkich widoków, jakie skalały me zwierciadła duszy w miniony weekend.

Ale czego ja oczekuję po mieszkańcach kraju, w którym największym sukcesem komercyjnym jest grupa ‘Weekend’ i ich ‘wykon’ utworu ‘tańczysz dla mnie’ – praktycznie już hymnu pokolenia. Nigdy mnie takie przyśpiewki nie bawiły… nawet jako żart, bo to niestety nie jest żart, a spora część ludzi udając, że niby tak jest, dla zabawy to puszcza, tak, niech poleci, pośmiejemy się… a w rzeczywistości lubują się w tym na potęgę. Ileś tam milionów odsłon nie wzięło się z głębokiej prowincji, me sorry.
Nie mogę nikogo zmusić do lubienia muzyki, która zawiera w sobie więcej niż dwa bity i nie opiera się jedynie na rymach częstochowskich oraz tematyce ruchania jakiejś dziuni w klubie na imprezie… żal nad żale! Podobnie sprawa się ma w kwestii jedzenia. Luzie jedzą straszny szit, ale to okropności, a nawet swoim domowym ssakom, ptakom i rybom dają bardziej zbilansowane posiłki, niż sobie!
Wiadomo, że nie każdy jest tak zdolny jak Najdżella Lołson, Julia Child, czy ja, ale na miłość boską, jak bardzo trzeba siebie nie lubić, żeby katować swoje ciało emulgatorami, tłuszczami, odchodami karaluchów, czy innych wiewiórek z Malezji…? Na względy kulinarne jestem wyjątkowo wyczulony, przede wszystkim dlatego, że miałem ogromne szczęście być wychowywany w rodzinie, dla której smak i jakość (nie mylić z bogactwem) serwowanego jedzenia, była bardzo ważna.
Od najmłodszych lat moja babcia Pelagia wpajała mi, że jedzenie musi być świeże, ona dostosowywała menu do pór roku i tego, co akurat dało się upolować w rzeczywistości socjalizmu realnego. Nie była to walka równa i uczciwa, wielokrotnie opierająca się na improwizacji, ale zawsze było wybornie i pysznie, bo moja babcia już wówczas wierzyła w to, że JESTEŚ TYM, CO JESZ.
Dlatego ani ja, ani moja mama, ani moja ciocia, ani żadna inna osoba, która miała styczność z kuchnią mojej babci (za wyjątkiem mojej siostry, która jest wyjątkowo mało uzdolniona w tej dziedzinie), nie używa półproduktów i nie wierzy w półśrodki. Nie wyobrażam sobie gotowania z ‘proszku’. Nie mówię, że nigdy takich rzeczy nie użyłem, jak gorące kubki, czy inne gówna nasycone saletrą i fekaliami muszki owocówki, dla lepszego aromatu chińskich makaronów… ale codzienność z czymś takim, by mnie nieuchronnie zaprowadziła do wrót niebieskich.
Jak widzę na ekranie mojego wypasionego telewizora roześmiane buzie dzieci, codziennie karmionych innym ‘pomysłem na’, ewentualnie puszkowanym, czy słoikowanym ‘mięsem mielonym’ nadzianym czymś, co w efekcie końcowym ma być pieczarką, a na początku swojej drogi jest szarą breją, to w kąciku oka kręci mi się czarna jak hebanowe drewno łza rozpaczy! Pod tym względem jestem nakręcony, jak wyposzczony knur na maciory…
I wytłumaczenie, że ktoś nie ma czasu, jest tak chujowe, jak pytong żula spod sklepu monopolowego. Ja kurwa napierdalam codziennie szpagaty na zakładzie, ćwiczę, mam zobowiązania towarzyskie, ale jednak zdążę zrobić codziennie obiad, który musi spełniać moje wygórowane normy. Niestety, albo stety, ja wymagam najwięcej od siebie, a w kuchni jestem perfekcjonistą.
Zdaję sobie sprawę, napisze nieco nieskromnie, że osoby takie jak ja, nie są lubiane. Ja mam swoje zdanie, nie jest łatwo mnie zmanipulować… poza tym znam swoją wartość i nie chcę schodzić poniżej pewnego poziomu, a już szczególnie nie dlatego, bo ktoś jest leserem i tak będzie mu wygodniej. Właśnie wygodnictwo jest plagą naszych czasów! Ktoś woli obejrzeć tysiąc-chuj-wie-który odcinek ‘Klanu’ tudzież innej ‘Plebani’, niż zrobić coś rozwojowego… to jest takie powszechne folgowanie bylejakości i temu co PRZECIĘTNE, a ja na przeciętność mam alergię!
Wymaganie od siebie więcej, może być bardzo męczące, ale jednocześnie niesie ze sobą ogrom satysfakcji i zadowolenia! Wolę spędzić niedzielę czytając coś ciekawego, spacerując po mieście i spotykając się ze znajomymi w Forum Przestrzenie, niż udać się do kościoła i do centrum handlowego, ewentualnie w staniku z plastikowej koronki smażyć się na osranej przez kejtry trawie pod Wawelem!
Nawet jeżeli zagęszczenie hipsterów w Forum Przestrzenie wynosi tam dwadzieścia siedem jednostek na metr kwadratowy, gro osób wygląda jak z lookbook.nu, każdy ma ajfołna, nju balansy, czy inne habanesy, to jest to doświadczenie, które coś nam daje. Leci zajebista muzyka 9na żywo gra J na zewnątrz). Ludzie rozmawiają nie tylko o Smoleńsku i o tym, jak zamknąć mordy pedałom… formy są ciekawe, wystrój odbiega od bylejakości lokalnych ‘knajp’. Nie ma boazerii na ścianach! Jest zajebiste, świeże jedzenie i napar chmielowy z mikrobrowarów. A co najważniejsze, ten czas spędzam z moimi przyjaciółmi, którzy sami w sobie są wartością dodaną - ekstremalnie interesujący i wartościowi. A fanpejdż Forum po linkiem https://www.facebook.com/forumprzestrzenie

Szczerze, jakkolwiek życie rzuca mi pod nogi różne kłody, to dzięki temu, że chce mi się robić coś ponad przeciętność, w chuj lepiej skaczę. Dzięki temu chce mi się robić w sobotni wieczór obiad proszony dla moich przyjaciół, nakurwiać wesołe salta w mikrokuchni. Serwować trzydaniowy posiłek, który wywołał orgazm kulinarny u wszystkich! Bo jeżeli życie traktujesz z pasją i przekładasz to na aspekty swojego życia, to nawet jeżeli coś nie zawsze pójdzie po twojej myśli i tak bezie dobrze!
Nie zrobiłem co prawda makaronu z paczki na jedną patelnię… gumy arabskiej zalanej wodą, tylko zupę krem z białych szparagów, cytrynowo-rozmarynowo-tymiankowego królika z sałatą z grillowanych warzyw i duszonych brunatnych pieczarek z porem. W dodatku królika sam musiałem podzielić, bo nabyłem go całego i chuj, jakoś sobie poradziłem, choć robiłem to pierwszy raz w życiu. Na deseriozę, jako, że nie cierpię ciast i kremów, podałem gruszkę chińską (brzmi jakaś wyfiołkowana fanaberia, a kosztuje taniej, niż napój Zbyszko 3 Cytryny) gotowaną w białym winie i cytrynach z sosem pomarańczowo-miętowym. Taki jestem zajebiście zawzięty. Poniżej kilka zdjęć, nie zdążyłem sam zrobić, więc daję te, co pojawiły się na face-dziwce udostępnione przez osoby, które znalazły się w grupie szczęśliwców…





A wczoraj wieczorem, choć musiałem zapierdalać cały dzień w robocie i uskuteczniać inne ciekawe wyzwania życiowe, zapodałem mojemu lubemu grillowanego labraksa (którego oczywiście sam patroszyłem, bo jak by inaczej) z grillowanymi szparagami w szynce parmeńskiej, z lekką nutką cytryny.
Kolejny tydzień P90X za mną, ojajebię!!! Jakie te ćwiczenia są zajebiście męczące i stymulujące… po pierwszym tygodniu, choć wydawało mi się, że przecież ja jestem wysportowany, nie mogłem rąk podnieść do góry, ani na bok, ani nawet sobie konia zwalić! Całe szczęście, że nie muszę, bo mam chłopaka. Mega harówka, ale jak efekty będą choć w połowie takie jak u innych, to ja będę chodzić wszędzie bez koszulki i smarować się olejkami… amen!
Aaaaa... i zraziłem New Balance na rzecz łyżwy... nie mogłem się powstrzymać... są piękne wygodne i je kocham, bo pieszczą moje stopy!
Nie wiem, jakiś jestem melancholijny… zajebisty weekend za mną, nie zepsuły go nawet opublikowane na pudelku fotostory z życia Jolandy Rutowicz… swoją drogą, trzeba mieć zdrowo nasrane pod kopułą, żeby po tak spektakularnych upadkach medialnych, groźbach opuszczenia kraju forever, nawet uczynieniu tego, nadal z siłą mięśni Pudziana sprzedać się w periodykach typu Fuckt, czy inny Gość Niedzielny… wow! Baj de łej, czy ona ma perukę na swojej pustej głowie? Wiem, wiem, nie należy obrażać ciężarnej, ale w tym wypadku ta ciężarna jest największym zagrożeniem dla tego dzieciaka… szczególnie dla rozwoju intelektualnego i mentalnego.

Kasia Dowbor z kolei wylewa pomyje na Te-Fał ‘publiczną’ bo ją zwolnili… ja pierdolę, w jakiej rzeczywistości ta laska żyje…??? Źle pracujesz, nie spełniasz oczekiwań, to przecież nikt nie będzie cię trzymać na siłę. O ona dostawała 850 złotych miesięcznie, kurwa mać, a ile wyciągała z fuszerek w centrach handlowych i remizach małych miasteczek oraz wsi Polesia Lubelskiego? Przypomnieć należy Pani Kasi, że to właśnie dzięki popularności zdobytej w ‘dwójce’! Ludzie w tym kraju dostają tyle kasy i musza utrzymać siedmioosobowe rodziny patologiczne! A wszyscy wiemy, ile kosztuje alkohol i fajki, a jakoś żyją. Może niech Pani Kasia zajmie się zbieractwem odpadów, albo żebraniem po ogródka restauracyjnych, wtedy zrozumie, co to znaczy zarabiać 850 polskich muszelek, beach please!

Z kolei Moiczka-Piczka Riczarson barzo zazdrości zainteresowania medialnego, jakie z powodu kolejnej ciąży spadło na Kasiunieczkę Cichodupkę i bije w ton ‘Riczarson Chrystusem Narodów’… ponoć chcą ją zniszczyć! Aaaaaaaaalarm, chcą zniszczyć Riczarson, na ratunek tylko spec od spiskowych teorii dziejów – Porucznik Macierewicz!
Jestem pewien, że to dokładnie te same siły, co stoją za zamachem w Smoleńsku, sławetną sztuczną mgłą, która siłami magnetycznymi ściągnęła samolot na sosnę, czy inny buk, wypełniony materiałami pirotechnicznymi, teraz próbują storpedować melancholijno-pastelowy żywot Piczki i jej Ryśka! God dammit, get ołwer dys bicz! Ten lachon sam się niszczy przez zatruwanie przestrzeni publicznej lanasem na zgliszczach cudzego małżeństwa i wypowiedziami co najmniej kontrowersyjnymi, nawet jak dla Polaków-Cebulaków! A teraz kurwa cała w smutku, bo ją NISZCZĄ nieprzychylne jej osoby… Czyli kto? 90% społeczeństwa? Gratuluję samozaparcia!

Na zakończenie jeszcze taki kozi bobek na stercie gnojownika – Monika…? Maryla…? Marlena…? Pani Grycanówna i jej… no właśnie co…? Obcowanie ze sztuką wyższą podczas ‘Targów Książki’… ja rozumiem, że ona jest poczytna autorka poradnikowa, że jej dzieła można nabyć drogą kupna między innymi w domu wysiłkowej kolekcji wszech czasów magazynu ‘Tina’ oraz ‘Życie na Gorąco’. Ewentualnie wygrać w konkursie na hasło krzyżówkowe ze ‘Świata Seriali’, ale kurwa ‘Targi Książki’??? Poza tym, jak ona wyglądała? Jakaś opięta na kształt sukienki płachta z elanobawełny, spod której świeciły wymiona, przypominające czasem dwa walczące pod suknem rosomaki! Okropność, nad okropnościami, nie cierpię osób, które poza tym, że są najzwyczajniej w świecie i dosłownie puste, mają aparycję stodoły i zamiłowanie do popijania smalcu olejem! O chuj, się nakręciłem tak, że się porzygam tęczą za chwilę!
Nic to, pora spiąć pośladki i zrobić coś konstruktywnego, a dla Was na początek dnia, może nie grupa Weekend ale…