piątek, 26 stycznia 2018

glonojady kurtyzany

     Od czasu, gdy przestałem śledzić zawiłe losy lokalnej flory i fauny celebryckiej, czuję się trochę jakbym stracił sporej wielkości kawałek wrastającego mi w palec paznokcia. Ludzie rzucają we mnie słowa jak pociski, a ja nie mam nawet albinoskiego pojęcia o co ke pasa?

     Nie, nie żałuję, przeciwnie, bardzo Ci dziękuję kochany, że mi odejść od portali plotkarskich pozwoliłeś już półtora roku temu. I tutaj musze przyznać, że higiena życia codziennego znaczeni się poprawiła. Poza tym, jak ja mogłem czytać banialuki o laleczkach, których iloraz inteligencji jest równy pierwiastkowi odległości w kilometrach, spod mojego zakładu pracy do Rue des Bourgs 14 w Vieux-lès-Asfeld. Podpowiem – niewiele. Szczerze mówiąc wolę poczytać książkę, albo się poruchać, jak na gej przystało, szczególnie w opinii prawicowych Świętopełków.




     Oczywiście nie da się od tego uciec całkowicie, ponieważ portale internetowe uchodzące za ‘opiniotwórcze’, często przemycają treści z podwórek rodzimej maślanki towarzyskiej. Stąd jakieś tam pojęcie, że była żona nowego partnera byłej żony jej obecnego męża jeszcze nie tak dawno prostytuowała się w zamian za wikt w prywatnych stacjach telewizyjnych. Nie wiem, czy ktoś tutaj odkrył proch tą informacją, czy to jest coś na miarę wynalazku naukowców z Centrum Badań Płodowych w Filadelfii, którzy stworzyli sztuczną macice owcy? Wystarczy spojrzeć na jej aparycję, wiem że nie należy oceniać książki po okładce, ale jeżeli na okładce jest roznegliżowana kurtyzana, której dekolt sięga w okolice pachwin, a makijaż przywodzi na myśl takie dzieła kinematografii jak ‘Foreskin Gump’, ‘Pulp Friction’ czy ‘Whore of the rings II’ – to chyba kurka wodna coś jest na rzeczy.




     Dlatego zakończyłem też moją przygodę z konwencjonalna telewizją. Jeżeli maiłbym przypadkiem nawet natrafić na któryś z popularno-nienaukowych programów szeroko pojętego lansu jednostek ‘znanych’ z pudelka, czy innego instagramu, to przysięgam, że musiałbym sobie oderwać sporą część prawej nogi, żeby mieć czym rzucić w odbiornik! Teraz ta ponoć prostytutka z obecnym partnerem będzie jeździć i się przedstawiać w różnych krajach… niestety miałem nieprzyjemność widzieć u rodziców fragment weekendowego wydania DDB (Dzień Dobry Bezrobotni), gdzie była ona i ten jej pan z dziwną czapką na głowie, zrobioną bynajmniej z włosia madagaskarskiej małpiatki aye-aye! Ile oni sobie naspijali skondensowanego mleczka z pyszczków i przeciążonych od wypełniaczy ust. Jaka to ona jest zdolna, bo pojechała i wysiadła z samolotu, i poszła ulicą, i udało jej się przepłynąć łódką na drugą stronę akwenu wodnego… no kurwa mać, to jest teraz w telewizji?




     Albo jakieś dwa glonojady, które zostały przebrane za dmuchane lalki i zmuszone do wydawania otworami gębowymi dzięków, przypominających piosenki świąteczne jednej z najbardziej znanych po Don Vasylu cyganek w Polszy! Przecież Edita Don Górniak musiała się w sowim łożu przewracać widząc to! Moja ściana na fejsbuczku została zalana tym popisem! Musiałem usunąć kilka osób ze znajomych, bo ile można było na to patrzeć, przecież to okrutne tak katować przedstawicieli zmiennocieplnych kręgowców wodnych!




     Szczerze, to ja początkowo nawet podszedłem do całej sprawy z pokorą i pewną taką nieśmiałością w ocenie. Zrobiło mi się żal, że ktoś z niepełnosprawnych dziewczyn robi sobie brzydkie żarty! W dodatku przebiera je w za małe kostiumy dla Małych Miss. Każdy ma prawo do radości, do śpiewu, do bycia sobą. Ale kiedy natrafiłem na jutjubie na fragment ich wywiadu… Kochani, tęczowy bełt podszedł mi pod same migdałki i przysięgam Was, że nie rzygałem tęczą tylko przez ogromną niechęć do gwałtownych wyrzutów treści pokarmowej na zewnątrz z żołądka poprzez przełyk i jamę ustną! Trzeba mieć naprawdę tupet, żeby jednocześnie pokazywać swoje wargi sromowe oraz wargi ust i pierdolić farmazony o marzeniach w branży FONOGRAFICZNEJ! No chyba, że ona tak niewyraźnie mówiła i chodziło jej o branże pornograficzną… to ok, pierwszy biję się w piersi i odszczekuję moje litania – hau hau!



     I nie, nie mam pojęcia o co chodzi z tymi blogerkami, co kazały jakiejś siostrze sprzątać mieszkania w zamian za to, że ‘kulturysta’ w rurkach z, o zgrozo kurwa, czy wszystkie celebrytki nad Wisłą mają teraz silikon w ryju, ustami jak po pogryzieniu przez watahę szerszeni japońskich, będzie na nią krzyczał, czy ją szarpał, czy inne pięćdziesiąt jeden twarzy Greja. Starzy, jestem zmęczony samym pisaniem o tych kołomyjach, a co dopiero śledzić i się w to wszystko wczytywać. Skonałbym z wyczerpania, a mam w sobie pielęgnowanego małego leniuszka, który mi na to nigdy nie pozwoli…

     …natomiast pozwoli mi na zareklamowanie zajebistych czapek, które moja koleżanka robi sama. I to jest właśnie coś, co ja będę z ogromną chęcią promować! Praca, praca i jeszcze raz praca, połączona z talentem i chęcią działania, a nie rozkraczanie cycków na ekranie komputerka! Informację o wyczesanych nakryciach głowy od Basi znajdziecie na jej fejsbuczqu - https://www.facebook.com/BH.behappyhandemade/




     A sponsorem muzycznym dzisiejszego docinka zostają literki ‘O’ i ‘W’ – endżoj! 

poniedziałek, 22 stycznia 2018

maski opery kosmetycznej

     Nienawidzę, kurwa jak ja nienawidzę zimy wchuj! Jedną z najgorszych rzeczy na świcie jest zima w mieście. Ten kto to wymyślił, powinien dostać taki wpierdol, żeby odechciało mu się tak pojebanych pomysłów. Ja kurwa nie mogę tu mieszkać w tym kraju, to jest jakieś nieporozumienie z tym śniegiem jebanym, pierdolonym, białym ścierwem! Yo kurwa motherfocker tej! 
  



     Ok, nie ekscytuję się za bardzo, bo mi żyłka pójdzie i będę wyglądać jak po postrzale, a tego bym nie chciał, bo byłem u nowej kosmetyczki, która współpracuje z moja siostrą od niedawna i prezentuję się zjawiskowo! Co prawda, gdy na początku mówiła coś o jakichś kwasach, to się delikatnie wzdrygnąłem. Ja przecież LSD nie biorę od czasu liceum, po tym jak zgubiłem się z ziomkami na osiedlu Wichrowe Wzgórza. Przez skromne, jak nam się wydawało, kilka godzin błąkaliśmy się po tej uroczej sypialni poznania, gdyż każdy blok wydawał nam się być identyczny i w dodatku zbudowany z klocków lego. Nie wiem, czy kiedykolwiek tak bardzo bałem się, że nie trafie do domu, jak wówczas. Strach oczywiście potęgowany był tym, że była ZIMA. Na szczęście po powrocie do kumpla na hacjendę okazało się, że nie było nas zaledwie 15 minut… to były piękne czasy, cieszę się, że nie umarłem. Natomiast wracając do kwasu migdałowego… miodzio! Plus jakieś ampułki, płatki kolagenowe i maska… tak to ja mogę egzystować, oczywiście polecam bardzo serdecznie! Żanet Kaleta.

https://www.facebook.com/szeptybeauty/ 

 
     A skoro już o maskach mowa i zaczynam brzmieć jak blogerko kosmetyczno, to znalazłem idealne z glinką w Sephora. Dobre opakowanie, ma starczyć na cztery aplikacje – niestety ja mam wielki ryj, a czoło kończy mi się na karku, więc jak dla mnie to na trzy i będzie wielki sukces. Pięknie pachną (mam niebieską i szarą), skóra jest ultra zajebista i nie wysusza się,  jak przez to złote gówno z Bielendy, które nie wiem po co kupiłem, bo za złotem nie przepadam nawet. Także polecam, nie widzę ich na rodzimej stronie Spehora, ale w sklepie były – 25 polskich muszelek sztuka - https://www.sephora.com/product/clay-mask-P420145?skuId=1891902

Tak!:



Nie!:




     Przez te wszystkie kosmetyki i wściekłość na działania ludzi, którzy uzurpują sobie prawo do bycia ‘opozycją’, zapominałbym o cudownej wręcz inscenizacji ‘Halki’ w mojej ukochanej Operze Poznańskiej. Naście lat temu widziałem dzieło Pana Moniuszki, ale poza warstwą muzyczną, w dodatku nie do końca, nic nie było takie samo. Osobiście odbieram to jako mistrzostwo świata i doceniam odwagę reżyserów, których otwarty umysł pozwala odkryć w starych librettach coś zupełnie nowego.

     W przeciwieństwie do mojej mamy, która po ,Carmen’ obraziła się na nasz poznański dom tańca i muzyki za brak kostiumów, ja siedziałem wpatrzony w minimalistyczną scenografię opery Bizeta i ze łzami w oczach podziwiałem niewyobrażalny wręcz talent Małgorzaty Walewskiej. Podobnie było z ‘Macbeth’ Verdiego, jego pierwszej opery na podstawie dramatu Szekspira, która w sercu wielkopolski nabrała zupełnie innego wymiaru, ukazując nam bajeczne kostiumy żywcem wyciągnięte z ekstrwawagnazy ‘RuPaul’s Drag Race’ w scenografii hotelu w stylu Art déco!  Czego chcieć więcej!?






     Podobnie Halka, w której już na początku zachwiane zostają reguły gry i pierwszy akt rozpoczyna się przy opuszczonej kurtynie, a aktorzy, tancerze i chór odgrywają swoje role wśród publiczności i na balkonach. Reżyser Paweł Passini odchodzi w ,Halce’ od kontekstu narodowo-historycznego. Górale nie mają swoich pięknych strojów i przedstawieni są jako prymitywne plemię z rogami na głowach, przyodziani w skóry zwierzęce, w odróżnieniu od dystyngowanych paniczów we frakach, z włosami przylizanymi brylantyną.

     Halka nareszcie staje się synonimem kobiety na miarę czasów, a nie zwykłej wieśniaczki, dzięki czemu opera nabiera ponadczasowego i ponadnarodowego wydźwięku, ukazując takie problemy jak oportunizm, nierówne traktowanie kobiet, ocenianie ludzi przez pryzmat stereotypów, czy niesprawiedliwość społeczną. Niestety z tego co sprawdzałem, w tym sezonie ‘Halka’ nie wróci na deski Teatru Wielkiego w Poznaniu, ogromna szkoda i cieszę się, że udało mi się dostać cudem bilety na jeden z ostatnich spektakli, amen.




     Powracam też do starego jak świat pomysłu na siebie, czyli ‘będę pisarzę’. To co dotychczas popełniałem, kosztowało mnie niestety zbyt dużo emocji i jakoś nie potrafiłem tego dokończyć, może kiedyś. Muszę się rozprawić z kilkoma demonami przeszłości i widzę, że nie jestem na to gotowy, a bohaterka mojej książki jest chcąc-nie-chcąc wzorowana na mojej skromnej osobie. Jako numerologiczna ‘trójka’ jestem jednostką stosunkowo odważną, żeby nie powiedzieć – pozbawioną hamulców… moje brawurowe popisy powodowały i powodują, że bez odpowiedniego nadzoru i hamulcowego, wpadam z łatwością w dość poważne problemy i sytuacje prawie bez wyjścia… Co prawda mój charakter i hart ducha oraz wrodzony optymizm (a co, powlewam sobie) powodują, że nawet z największych opresji potrafię się wykaraskać, ale z takim podejściem, niczego nie ucząc się na błędach. Słowo daję, niczego! Zero! Nada! Niente! Kurwa szaleniec…

     Dlatego wpadłem na inny, genialny oczywiście pomysł. Bo na jaki inny mógłbym wpaść. Mianowicie wymyśliłem sobie na kanwie historii rodzinnych - Hrabinę Dobrogowską. Panią w wieku ponad średnim, mieszkankę Poznania – bo czego, która przypadkiem stanie się detektywem w pięknym okresie międzywojennym. Powiem wprost – jaram się tym pomysłem wchuj! Mam ukończone 3 rozdziały i nie mogę się doczekać, kiedy zasiądę do kolejnych! Pierwsza książka będzie miała tytuł ‘Hrabina Dobrogowska i gniazdo martwej ptaszyny’ – detektyw amator w sukienkach z epoki, wraz ze swoją ekstrawagancką kuzynką Ossolińską, będą musiały rozwiązać zagadkę podwójnego morderstwa ze Skandynawią w tle. Chyba w kolejną powieść będzie musiała zostać wpleciona nutka orientu, bo w aplikacji Goofle Arts and Culture wyszło mi, że moim sobowtórem na płótnie jest nikt inny jak 'European in Turkish Costume' Antoine de Favray! Popłakałem się ze śmiechu, słowo daję!





     I na zakończenie gość muzyczny. Przyznam szczerze, że pomimo dość łatwego doprowadzania się do stanów euforycznych, to wykonanie piosenki T. Love przez nieziemsko utalentowaną Stanisławę Celińską wbiło mnie w podłogę po samą szyję! 

czwartek, 11 stycznia 2018

jestem wkurwiony

     Nie, nie głosowałem na PO, ale się wypowiem, bo mnie taki chuj wczoraj strzelił po bardzo udanej inscenizacji ‘Halki’  w Operze Poznańskiej, że kaliber tego nieprzyjemnego wydarzenia można by mierzyć w skali Richtera do kwadratu kosmicznego sześcianu! Poza tym głosowałem na .Nowoczesną, która jest takim rozczarowaniem dla mnie, że mam ochotę na nich splunąć i zrobiłbym to, gdyby nie fakt, że moja ślina jest zbyt cenna, niektórzy nawet oferowali mi gratyfikację finansową w zamian za nią.

     9 (słownie: DZIEWIĘCIU) głosów zabrakło, żeby skierować do dalszych prac projekt społeczny komitetu #RatujmyKobiety odnośnie prawa aborcyjnego. Dziewięć kurwa głosów! Pomijam, że 3 posłów wyłamało się z dyscypliny, ale 29 posłów PO nie było kurwa na Sali, tudzież nie głosowali, gdy ważyły się losy projektu, który wyprowadził na ulice nie tylko polskich miast i wsi dziesiątki tysięcy ludzi! Kurwa mać, w 2015 dzięki między innymi dumnej pod-premier Ewie Koń Kopacz, która olała sobie kurwa obowiązki zawodowe, Ziobro 5 głosami obronił się przed Trybunałem Stanu. Teraz kurwa mać z .Nowoczesna nie było bodaj 10, z PO kurwa 29! Ja się pytam, co oni robili? Czy w ich okolicy nagle zaczęły plądrować domy watahy gigantycznych borsuków i musieli ratować dobytek oraz sąsiadów?

     Jak kobiety wyszły na ulice, to nagle wszystkie sejmowe łachudry pierwsze leciały, właziły na sceny, w dupę właziły, darły swoje niewyparzone paszczyska w Te-Fał-Enach, na fejsbukach i naszej-klasie. Blaski fleszy, splendor, deptaki rodzimych metropolii. Czarne parasolki to mieli w tuzinach pochowane po torebkach i reklamówkach. Ale jak trzeba się stawić do pracy, to nagle kurwa nie ma ochoty nikt przychodzić. Są tak beznadziejną opozycją, że aż mi się dzieje słabo na żołądku! Bzdura poza tym, to nie jest żadna opozycja! Taka z nich alternatywa, jak ze mnie kurwa katoliczka! Wstawiają na te swoje portale jakieś pierdolone infografiki z dupy wyciągnięte i to ma być działanie opozycyjne? Nienawidzę ich za to, że PiSuary wygrają kolejne wybory, że do kolejnych katolibańskich ustaw dołączy ta, o całkowitym zakazie aborcji. Nieważne, czy to jedenastolatka, czy cię zgwałcili, czy płód umrze zaraz po narodzinach, albo spędzi życie jako warzywko z minimalnym wsparciem od państwa. Kurwa nieważne. Nawet jak życie matki piątki dzieci będzie zagrożone. NIEWAŻNE! Niech rodzi, bo kurwa jakiś facet zwany bogiem z książki napisanej wiele tysięcy lat temu tak właśnie sobie ponoć zażyczył! Więc w XXI wieku zastosujmy się do nauk kierowanych początkowo do niepiśmiennych pasterzy z rejonu bliskiego wschodu! Niech rodzi, bo to nie jej wybór, tylko kurwa religii!

     Problem polega na tym, że choć ten projekt liberalizuje prawo aborcyjne, nie było to głosowanie za przyjęciem go, a za skierowaniem do kurwa dalszych prac. Natomiast w tym momencie do dalszych prac przeszedł kurwa mać tylko projekt ciemnogrodzkich ciotek niewydymek z Ordo Iuris. Nieroby z pseudo-opozycji sprawią swoją nieodpowiedzialnością to, że za kobietę będą decydować pokwitnięte dewotki, wielokrotnie porozwodzeni prawicowi oszołomi i kler!

     Sam wspierałem protesty kobiet, co prawda sam zostałem w pracy, żeby moje koleżanki mogły wyjść w środku tygodnia i pokazać towarzyszowi jarosławowi (celowo z małej litery, bo poza tym, że jest przykurczem, to mentalnie jest mały jak kupa mrówki), co myślą o jego popierdolonych pomysłach. I na dodatek te ciućmy z PO teraz wypisują, że one nie wierzą w aborcję, jako antykoncepcję! Takie mniemanie o kobietach ma między innymi model centroprawicy Sławuś Neuman i kandydatka na prezydenta Wrocławia, niejaka Alicja Chybicka! Bo laski są tak tępe, że faktycznie skrobanka będzie dla nich najlepszym sposobem antykoncepcyjnym. Już widzę te tabuny niewiast stojące w kolejkach do ginekologów, albo zestawy do domowego usuwania niechcianych dzieci sprzedawane w drogeriach i pasmanteriach! A co najzabawniejsze, najwięcej aborcji odbywa się w zapyziałych domach prawicowców, gdzie nikt nie rozmawia o antykoncepcji, a prezerwatywy to rękawice szatana! To pokazuje, gdzie mają nas politycy! Oni są przedstawicielami wyborców, nie kurwa własnego sumienia i widzimisię! A ta starucha w ogóle nie głosowała, wyciągnęła kartę i olała sprawę, nie miała nawet jaj, żeby złamać dyscyplinę partyjną, tylko jak żona Adriana - Paprotka Duda - postanowiła się nie wypowiedzieć. Wrocławiowi serdecznie gratuluje takiego kandydata na prezydenta ich miasta! Oklaski kurwa!


     Widać, że nie tylko mnie to zapiekło, widzę komentarze, lawinę komentarzy! Widzę jak Polacy dostają zwykłego ludzkiego wkuwa! Ojajebię… jestem tak rozczarowany i tak zażenowany postawą szmaciarskiej nie-opozycji, która będzie miała ogromny wpływ na nasza historię i Polskie Kobiety, że pierwszy raz jedyne co mogę teraz powiedzieć, to KURWA MAĆ! 








I piosenka na dziś, bo nie jebnę tego



wtorek, 9 stycznia 2018

MENK

     - Zadania wychowawczo-profilaktyczne określone w podstawie programowej kształcenia ogólnego, nie odwołują się do organizowania uroczystości o charakterze niechrześcijańskim - powiedziała Machałek Marzena, wice-zalewska w MENK - Ministerstwie Edukacji Narodowo-Katolickiej – odnośnie organizowania w szkołach zabaw Halloween. Musiałem przespać moment, w którym Narodowa Rzeczpospolita Katolibańska stała się państwem wyznaniowym… Zdaję sobie sprawę, że czarna zaraza mocno trzyma za krocze obecną władzę, ale że aż tak…? Choć może nie za krocze, księża za części intymne wola trzymać dzieci, które same się do nich garną i praktycznie gwałcą, wciskając swoje wyposzczone ciałka w dłonie duszpasterzy. Ewentualnie swoich pełnoletnich kochanków, czy kochanki, bo niech mi kurwa ktoś udowodni, że celibat jest dobry dla umysłu… jest dobry dla kasy przestępczej organizacji jaką jest KK, dla niczego więcej ta totalna ściema nie jest pożyteczna. Amen!




     Na szczęście pozostaje nam sporo ciekawych zwyczajów z katolibańskiej tradycji, jak chociażby Jasełka. Wesoła opowieść o żydowskiej i niepokalanie poczętej dziewicy, która zapłodniona przez ‘słowo, które stało się bogiem’,  przy pomocy nikogo innego, jak ducha świętego pod postacią gołębia, rodzi dziecko u boku męża nie będącego biologicznym ojcem niemowlaka, torując tym sobie i owocowi łona swego drogę do Korony Polski. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie nawet najszlachetniejsze arcydzieła południowoamerykańskiego przemysłu oper mydlanych nie mają tyle polotu, co Nowy Testament.



     Kochani, nadszedł rok 2018, nich mi ktoś kurka rurka powie, dlaczego ten czas tak zpierdala? Jeszcze wczoraj mieszkałem na krakowskim Kazimierzu, w obskurnej kamienicy przy Meiselsa, nad uroczym sklepem mięsnym i urabiałem sobie zgrabne ręce po same łokcie, żeby jakoś przeżyć. Ok, umówmy się, dawałem sobie radę, bo jestem wchuj zaradny, ale nie ma co ukrywać – najlepszą życiową decyzją jaką podjąłem, była wyprowadzka z pełnej smogu stolicy Małopolski. Owszem, poznałem cudownych ludzi, imprezowałem za co najmniej cztery tuziny zwykłych śmiertelników, miałem więcej szczęścia,  niż rozumu, ale wiem, że tam nie wrócę.

     Dlaczego o tym pisze? Bo taką mam fanaberię, a poza tym ostanie rozmowy z Keri G. zaowocowały przemyśleniami natury egzystencjalnej. Keri jest rodowitą Ślązaczką (kocham) oraz jedną z matek założycielek zakony P&CH. Znamy się nie od dziś i nie od wczoraj, jak również nie od przedwczoraj. Z jakiegoś, nieznanego mi bliżej powodu, Keri jako ostatnia z dwóch osób naszego składu utknęła w miejscu, gdzie od skali zanieczyszczenia, większe są tylko pokłady lenistwa i widzimisę-jestem-kurwa-artyta. Nie piszę tego tylko jako zakorzeniona w kulturze ludzi pracujących wielkopolska Pyra, ale także jako osoba, która spędziła w tym zapyziałym miasteczku prawie 8 szalonych lat. Krakówek jest miłym miejscem na weekendowy melanż od czasu do czasu i nie wyobrażam sobie, żeby na powrót tam zamieszkać. Jest w tym miejscu przedziwy bipolaryzm, który doprowadzał mnie na skraje obłąkania.

     Z jednej strony perspektywy zawodowe praktycznie uboższe od Matki Kiso (chyba tak się to nazywa, nie jestem na bieżąco, bo od ponad roku nie śledzę zwierciadłami mej duszy Kundelka). Umowy chujowe, wymagania jak na stanowisko kierownika przetwórni owocowo-warzywnej, a płaca jak dla Ukrainek sprzątających szpitale po nocy. Z drugiej strony tętniące kawiarnianym gwarem miasto, z mieszkaniami tak drogimi, że albo kupujesz kawalerkę gdzieś na Kurwanowie, albo płacisz czynsz porównywalny z tym w centrum Berlina, czy innego Mediolanu, za zagrzybioną klitę w niewyremontowanej kamienicy, z elektrycznym kurwa ogrzewaniem i starymi, nieszczelnymi oknami. Szczerze, to powinniśmy z EmKa dostać jakiś zajebisty medal zasługi za to, że udało nam się przetrwać, w dodatku bez zabicia siebie i tych w najbliższym otoczeniu. Cieszę się, że mieszkam w Poznaniu, Üllå i Pani Teresa pięknie rozkwitają i nawet najebiksy, a przez to zezy, wychodzą mi lepiej w sercu Wielkopolski. Tyle, bo po co mam się nakręcać, jeszcze ataku globusa dostanę, a nie wiem, gdzie jest służąca z solami trzeźwiącymi.








     Z innej beczki, mimo że nie czytam ‘pudla’, a moja wiedza o polskim ‘szołbiznesie’ ogranicza się do wzmianek na wirtulanej, onecie, czy innych dejlimejl, to od wczoraj bombardowany jestem przez njusy o tym, że Te-Fał-En nie chce Doduni wpuścić do swojej ramówki w ramach WOŚP… Pomijam, że stacja popełniona przez pana Waltera i spółkę, to są nieźli ancymoni. Niestety pani Doda jest dla mnie kwintesencją upadku przez duże U, jak również duże P, A, D, E i K! Zawsze wkurwiał mnie jej pretensjonalny, wiejski styl i uzurpowanie sobie prawa do bycia polską Marają karej, czy inną Łitnej. Może przez to, że sam anturaż Rabczyńskiej Doroty jest tak bliski mej estetyce, jak glista ludzka, czy gorączka krwotoczna, nie potrafię być bardziej obiektywny.

     Cały problem polega na tym, że Dorci nikt nie chce w Te-Fał-En widzieć. Ja ich rozumiem, laska jest intelektualnie na poziomie srogonia baldaszkowca, choć niby to jej IQ jest wyższe od Szaron Stołn – takiego wała. Ma jakieś zarzuty za szczucie byłego narzeczonego, liczne przypadki bycia wulgarną, chamską babą, trollem, zastraszaczem i zwykłą ciota z Rosji. Poniżanie innych traktuje jako coś w rodzaju sportu, ale na poziomie zawodowym. I teraz ona daje jakieś łachmany na WOŚP, co jest oczywiście pięknym gestem, ale nie w przypadku, gdy w zamian oczekuje się wejścia antenowego z transmisją i pewnie tronem, albo chujwie jakąś inną lektyką. Doduchna zapomniała chyba, że dobroczynność nie polega na otrzymywaniu w zamian za pomoc bliźnim profitów i jeszcze robieniu z tego spektaklu w internetach. Bidna Robaczewska pokrzywdzona, bo chciała dać kostiumy, ale kurwa bez wejścia na żywo, to się nie będzie liczyć, a ona taka charytatywna kurwa, jak mnie to wyprowadza z równowagi!

      Czyli teraz każdy, kto coś ofiaruje dla Owsiaka, niezależnie czy to jest mierzalne finansowo, czy też własny czas, pot, łzy i radość, ma wystąpić w TV? W czym ona jest lepsza od innych, często anonimowych osób, które cały rok pracują dla Orkiestry? Wkurwia mnie to niemiłosiernie i cieszę się, że Te-Fał-En jej odmówił i mam nadzieję, iż będzie to robić dalej. Niech sobie idzie do Kurskiego, albo wypłacze się u Bijonse Rodowicz, tudzież Anny-kobiety-są-nieszczęśliwe-na-wysokich-stanowiskach-Czopek! Prywatne telewizje to jeszcze nie TVPiS Dodziu, sam fakt lizania odbytu Kurskiego nie sprawi, że wszyscy będą skakać koło Ciebie jak małpki. Bicz Pliz! Sajonara!





I jeszcze na auch wiedersehen podpuszczę Was takim oto kawałkiem:

czwartek, 4 stycznia 2018

Bijonse Rodowicz

     Musiał minąć ponad rok, żeby życie przypomniało mi o tym, że słowo pisane jest po części nierozłączne ze ścieżką mojego jestestwa i już. Większość dzieciaków dziś bawi się w wideo nagrywanie, czy inne formy ekspresji wizualnej. Ja, człowiek starej daty, pozostanę przy tym, co pozwoli mi uniknąć ekspozycji facjaty w ciągłej formie czasowej – brylowanie na kartach mojego internetowego pamiętniczka.




     Patrząc na ostatni rok, 2018 jest jednym z pierwszych, w który wchodzę bez uczucia, że ‘ochuj nowy rok, nowe nadzieje’. Nigdy nie było tak, że chciałem spalić poprzedni rocznik na stosie zbudowanym z jego kolejnych miesięcy, ale z reguły pojawiało się mniejsze lub większe uczucie, że nadchodzi nowe, że będzie lepiej, że teraz to ja wam pokażę. Jestem na etapie życia, gdzie egzystuję ze sobą najlepiej od kiedy pamiętam bliższe relacje między wszystkimi osobowościami zamieszkującymi moje jestestwo. I nawet to, że mam 37 lat, nie sprawia mi szczególnego zawrotu głowy i palpitacji serca. Czy czuje się na swoje lata? Nosz kurwa wiadomo, że nie. Nie wyglądam na swoje lata i nie, nie będę oszukiwać, że jestem jakiś fałszywie skromny. Pracuję nad sobą, inwestuję w swój wygląd, jestem gejem, posiadam pokłady próżności ponadprzeciętnej niewiasty. Dodatkowo przeszedłem kilka momentów w swoim życiu, które pozwalają mi być pewnym, że cokolwiek by się nie działo, to ja sobie poradzę. Przestałem na życie patrzeć przez pryzmat tego, że mogę coś stracić, że jak coś się kończy, to mi się coś odbiera. Nie.



    Jak odchodziłem z poprzedniej pracy, czułem, że nowy pizduś zabiera moje zasługi, przypisuje sobie moje sukcesy, obrabia mi moją zgrabną dupę przed klientami, których ja zdobyłem. Potem pomyślałem sobie, że chuj mnie to obchodzi, jeżeli ktoś zmieni o mnie zdanie pod wpływem plotek trzymanego w piwnicy przez połowę swojego życia odrzutu ewolucji o aparycji baterii R20, to znaczy, że taka osoba nie jest warta mojej uwagi. Jego największym sukcesem jest takie wejście w dupę komendantowi narodowego burdelu, że zdołał wyjść gardłem i wejść mu w dupę jeszcze raz, zapętlając czasoprzestrzeń podlizywania się do kwadratu!




     Najzwyczajniej w świecie, czasem trzeba odejść, nie dbać kurwa o bagaż, nie dbać o bilet, ściskając w ręku, kamyk zielony, patrząc jak wszystko zostaje w tyle! I nie, nie mogę patrzeć na Marylę Rodowicz, która stała się obecnie dla mnie synonimem lewatywy, która przez największe błoto przejdzie. Wiem, że sporo o lizaniu dupy i ogólnie o tym, ale wspominałem już, że jestem pedałem, więc sami rozumiecie, ta część ciała jest dla mnie ‘stosunkowo’ ważna (if ju noł łot aj min). Wracając do szansonistki Maryli, bo artystką przestała być już jakiś czas temu, gdy popełniane przez nią ‘nowe’ płyty wyrafinowaniem przegrywały z ubraniami z Aliexpress… nie wiem, czy chcę brnąć w politykę na obecnym jej poziomie. W czasach, gdy rządowym koordynatorem do spraw uchodźców staje się Beata, której Kępa Krzaków nie tylko ma iloraz inteligencji mniejszy od kocanki piaskowej, ale przede wszystkim nosi w sobie pokłady nienawiści porównywalne z tymi, którymi J.K. Rowling obdarzyła Lorda Voldemort’a. Choć tak naprawdę Tom Marvolo Riddle nie dorasta jej nawet do popękanej skóry na stopach.



     Wracając do Carycy Maryli, bo dokończę wątek, który w zasadzie mnie nie dotyczy aż tak bardzo. Tak, tak, zrezygnowałem z kablówki, odbiornik służy mi tylko do tego, żeby oglądać Netflix, albo Showmax. Nie mam anteny naziemnej, nie umiem się już na własne życzenie katować tym, co serwowały mi rodzime stacje. Od tego czasu zostałem ‘wyborcą’. To ja decyduję kiedy i co oglądam. Choć w zasadzie TVPiS jest dodawana z moich podatków, więc trochę Bijonse Rodowicz i jej ‘popisy’ mnie jednak dotykają.


     To, jak można się sprzedać, jak można dać się wyruchać bez mydła, dla mnie, skromnego geja z wielkopolski, który niejedno widział i niejedno robił, przekracza rubikon. Nie wiem, czy poza spikerami z Dziennika Telewizyjnego, Anną Czopek, Dodą i kilkoma innymi twarzami programów propagandowych jest ktoś, kto tak się zeszmacił. Rozumiem, że ona jest już osobą posuniętą Kurksim i wiekiem, ale naprawdę, czy jest aż tak uboga w finanse i szare komórki, żeby za te kopiejki oddać dorobek swojego bogatego przecież życia? O ile Czopek Anna, dla której kobiety na wysokich stanowiskach nie są szczęśliwe, świetnie się czuje jako jakaś pierdolona paprotka w ładnej doniczce z Pepko za 4,99 polskich muszelek - oczywiście po przecenie, o tyle Rodowicz… naprawdę? Widziałem jakieś fragmenty jej występów, to było najzwyczajniej w świecie smutne. Babcia przebrana za nastolatkę z oczami jak po LSD udaje, że to wszystko ma sens, że hej imprezka, hej sokoły, hej kurwa cyganie… i tylko Górniak Edyty brakuje w ramach tej romskiej przypowieści... Marylka na scenie naturalnie w kostiumie, który nie może być oryginalny, bo u nas nic nie może być oryginalne, tylko ‘zapożyczone’ od nikogo innego, jak od Bijonse – bicz pliz! Teraz zaczynam zupełnie inaczej traktować opowieści o tym, jak Marylka świetnie sobie radziła z komunistycznym establishmentem doby głębokiego komunizmu. Wielkie nagle kurwa narodowe katoliczki, jedna już dawno po rozwodzie, druga chyba, nie wiem i nie chcę wiedzieć. Ania może lepiej niech już pójdzie na jakąś plaże dobrze wyglądać na wdechu w jednoczęściowym kostiumie. Żegnam ozięble.





     Z przyjemniejszych przeżyć sylwestrowych, cieszę się, że zdecydowałem się zostać w Poznaniu. W nowym SPA mojej szwester zorganizowaliśmy potańcówkę pod znamienitym tytułem ‘KOSMOS”. Na szczęście lokal jeszcze przed otwarciem i finalnymi poprawkami, idealnie nadał się dla niespełna dwudziestu osób na powitanie Nowego Roku! Jak wspominałem, przyjechała z mroków średniowieczy krakowskich Keri i chyba pierwszy raz w życiu obyło się bez łamania kończyn, urwanych filmów, oddawania treści żołądka, nagłych zniknięć (czytaj: angielskich wyjść), czy awantur. Jak za starych dobrych czasów naszych dziadów i pradziadów, bawiliśmy się tańcząc do 6 rano. A zaczynaliśmy jakoś przed 21.00 czasu lokalnego, dnia 31 grudnia roku pańskiego 2017! Nawet część z nas przebiegła się ulicami Jeżyc w geście solidarności z naszymi przyjaciółmi-superbohaterami w różnych zakątkach świata. Jednym zdaniem, które jest autorstwa mojej siostry ciotecznej Jolandy – miło było, a się nie zapowiadało!






PS – nie muszę dodawać, że konkurs na najlepsze przebranie wygrałem ze sporym zapasem i tak – szyłem je sam!





Postanowiłem zamieszczać utwory muzyczne, które zagościły na mojej play-liście, dziś: