Nienawidzę, kurwa
jak ja nienawidzę zimy wchuj! Jedną z najgorszych rzeczy na świcie jest zima w
mieście. Ten kto to wymyślił, powinien dostać taki wpierdol, żeby odechciało mu
się tak pojebanych pomysłów. Ja kurwa nie mogę tu mieszkać w tym kraju, to jest
jakieś nieporozumienie z tym śniegiem jebanym, pierdolonym, białym ścierwem! Yo kurwa motherfocker tej!
Ok, nie ekscytuję
się za bardzo, bo mi żyłka pójdzie i będę wyglądać jak po postrzale, a tego bym
nie chciał, bo byłem u nowej kosmetyczki, która współpracuje z moja siostrą od
niedawna i prezentuję się zjawiskowo! Co prawda, gdy na początku mówiła coś o
jakichś kwasach, to się delikatnie wzdrygnąłem. Ja przecież LSD nie biorę od
czasu liceum, po tym jak zgubiłem się z ziomkami na osiedlu Wichrowe Wzgórza. Przez skromne, jak nam się wydawało, kilka godzin błąkaliśmy się po tej uroczej
sypialni poznania, gdyż każdy blok wydawał nam się być identyczny i w dodatku
zbudowany z klocków lego. Nie wiem, czy kiedykolwiek tak bardzo bałem się, że
nie trafie do domu, jak wówczas. Strach oczywiście potęgowany był tym, że była
ZIMA. Na szczęście po powrocie do kumpla na hacjendę okazało się, że nie było
nas zaledwie 15 minut… to były piękne czasy, cieszę się, że nie umarłem.
Natomiast wracając do kwasu migdałowego… miodzio! Plus jakieś ampułki, płatki
kolagenowe i maska… tak to ja mogę egzystować, oczywiście polecam bardzo
serdecznie! Żanet Kaleta.
![]() |
| https://www.facebook.com/szeptybeauty/ |
A skoro już o
maskach mowa i zaczynam brzmieć jak blogerko kosmetyczno, to znalazłem idealne
z glinką w Sephora. Dobre opakowanie, ma starczyć na cztery aplikacje – niestety ja
mam wielki ryj, a czoło kończy mi się na karku, więc jak dla mnie to na trzy i będzie wielki sukces. Pięknie pachną (mam niebieską i szarą), skóra jest ultra
zajebista i nie wysusza się, jak przez
to złote gówno z Bielendy, które nie wiem po co kupiłem, bo za złotem nie
przepadam nawet. Także polecam, nie widzę ich na rodzimej stronie
Spehora, ale w sklepie były – 25 polskich muszelek sztuka - https://www.sephora.com/product/clay-mask-P420145?skuId=1891902
Tak!:
Nie!:
Przez te
wszystkie kosmetyki i wściekłość na działania ludzi, którzy uzurpują sobie
prawo do bycia ‘opozycją’, zapominałbym o cudownej wręcz inscenizacji ‘Halki’ w
mojej ukochanej Operze Poznańskiej. Naście lat temu widziałem dzieło Pana
Moniuszki, ale poza warstwą muzyczną, w dodatku nie do końca, nic nie było
takie samo. Osobiście odbieram to jako mistrzostwo świata i doceniam odwagę
reżyserów, których otwarty umysł pozwala odkryć w starych librettach coś zupełnie
nowego.
W przeciwieństwie
do mojej mamy, która po ,Carmen’ obraziła się na nasz poznański dom tańca i muzyki
za brak kostiumów, ja siedziałem wpatrzony w minimalistyczną scenografię opery
Bizeta i ze łzami w oczach podziwiałem niewyobrażalny wręcz talent Małgorzaty Walewskiej.
Podobnie było z ‘Macbeth’ Verdiego, jego pierwszej opery na podstawie dramatu
Szekspira, która w sercu wielkopolski nabrała zupełnie innego wymiaru, ukazując
nam bajeczne kostiumy żywcem wyciągnięte z ekstrwawagnazy ‘RuPaul’s Drag Race’
w scenografii hotelu w stylu Art déco! Czego chcieć więcej!?
Podobnie Halka, w
której już na początku zachwiane zostają reguły gry i pierwszy akt rozpoczyna
się przy opuszczonej kurtynie, a aktorzy, tancerze i chór odgrywają swoje role
wśród publiczności i na balkonach. Reżyser Paweł Passini odchodzi w ,Halce’ od
kontekstu narodowo-historycznego. Górale nie mają swoich pięknych strojów i
przedstawieni są jako prymitywne plemię z rogami na głowach, przyodziani w
skóry zwierzęce, w odróżnieniu od dystyngowanych paniczów we frakach, z włosami
przylizanymi brylantyną.
Halka nareszcie
staje się synonimem kobiety na miarę czasów, a nie zwykłej wieśniaczki, dzięki
czemu opera nabiera ponadczasowego i ponadnarodowego wydźwięku, ukazując takie
problemy jak oportunizm, nierówne traktowanie kobiet, ocenianie ludzi przez
pryzmat stereotypów, czy niesprawiedliwość społeczną. Niestety z tego co
sprawdzałem, w tym sezonie ‘Halka’ nie wróci na deski Teatru Wielkiego w
Poznaniu, ogromna szkoda i cieszę się, że udało mi się dostać cudem bilety na
jeden z ostatnich spektakli, amen.
Powracam też do
starego jak świat pomysłu na siebie, czyli ‘będę pisarzę’. To co dotychczas
popełniałem, kosztowało mnie niestety zbyt dużo emocji i jakoś nie potrafiłem
tego dokończyć, może kiedyś. Muszę się rozprawić z kilkoma demonami przeszłości
i widzę, że nie jestem na to gotowy, a bohaterka mojej książki jest chcąc-nie-chcąc
wzorowana na mojej skromnej osobie. Jako numerologiczna ‘trójka’ jestem
jednostką stosunkowo odważną, żeby nie powiedzieć – pozbawioną hamulców… moje
brawurowe popisy powodowały i powodują, że bez odpowiedniego nadzoru i
hamulcowego, wpadam z łatwością w dość poważne problemy i sytuacje prawie bez
wyjścia… Co prawda mój charakter i hart ducha oraz wrodzony optymizm (a co,
powlewam sobie) powodują, że nawet z największych opresji potrafię się
wykaraskać, ale z takim podejściem, niczego nie ucząc się na błędach. Słowo
daję, niczego! Zero! Nada! Niente! Kurwa szaleniec…
Dlatego wpadłem
na inny, genialny oczywiście pomysł. Bo na jaki inny mógłbym wpaść. Mianowicie
wymyśliłem sobie na kanwie historii rodzinnych - Hrabinę Dobrogowską. Panią w
wieku ponad średnim, mieszkankę Poznania – bo czego, która przypadkiem stanie
się detektywem w pięknym okresie międzywojennym. Powiem wprost – jaram się tym
pomysłem wchuj! Mam ukończone 3 rozdziały i nie mogę się doczekać, kiedy
zasiądę do kolejnych! Pierwsza książka będzie miała tytuł ‘Hrabina Dobrogowska
i gniazdo martwej ptaszyny’ – detektyw amator w sukienkach z epoki, wraz ze
swoją ekstrawagancką kuzynką Ossolińską, będą musiały rozwiązać zagadkę
podwójnego morderstwa ze Skandynawią w tle. Chyba w kolejną powieść będzie musiała zostać wpleciona nutka orientu, bo w aplikacji Goofle Arts and Culture wyszło mi, że moim sobowtórem na płótnie jest nikt inny jak 'European in Turkish Costume' Antoine de Favray! Popłakałem się ze śmiechu, słowo daję!
I na zakończenie
gość muzyczny. Przyznam szczerze, że pomimo dość łatwego doprowadzania się do
stanów euforycznych, to wykonanie piosenki T. Love przez nieziemsko
utalentowaną Stanisławę Celińską wbiło mnie w podłogę po samą szyję!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz